Najstarszy kłopot świata

Irlandia wprowadziła przepisy, że korzystanie z usług prostytutek będzie karane. Nawet więzieniem. Dobrze, że nie śmiercią, względnie kalectwem.

Najstarszy zawód świata – tę nazwę znają wszyscy. I nie chodzi tu o zawód lekarza, inżyniera, czy nawet dziennikarza. Chyba, że chodzi o lekarza od dusz, bo dla wielu mężczyzn ten wstydliwy
publicznie kontakt miewa znaczenie terapeutyczne. W Polsce (ale pewnie w Irlandii również) częsty bywa scenariusz, kiedy pan młody w ramach wieczoru kawalerskiego kończy – a nawet spędza całą noc w placówce wyspecjalizowanej w odpowiednich usługach. Jest to swoista umowa społeczna. Panie zgadzają się sprzedać to co mają najbardziej atrakcyjnego, panowie zgadzają się uiścić za to nawet słoną cenę.

Za czasów poprzednich rządów Prawa i  Sprawiedliwości, szczególnie kiedy premierem był wszechwładny prezes, w  Polsce próbowano zamykać agencje, nie bez kozery zwane towarzyskimi. I  jakoś się
nie udało. Przynajmniej w  większości. Przepis wchodzący w  lutym w  Irlandii polega na tym, że jak skorzystasz z  usług i  cię przyuważą, to przywalą ci grzywnę. Kwestia dość dyskusyjna. Bardziej rozsądnie wygląda przepis, że pójdziesz siedzieć, kiedy skorzystasz z prostytutki będącej ofiarą handlu ludźmi. Z  drugiej strony to też może przesada, bo przecież wcale nie musisz wiedzieć, z  jakiego pani pochodzi źródła. Nie możesz przecież zostać skazany za czyn z użyciem „niebezpiecznego narzędzia”. Z drugiej strony – najlepiej oczywiście przyzwoicie się prowadzić.

W pierwszym z  opisanych przypadków można zostać ukaranym grzywną w wysokości od 500 do 1 tys. euro (ciekawe, od czego będzie zależeć wysokość kary?), a w drugim nawet pięcioma latami więzienia. I znowu odzywa się męska solidarność. Pięć lat? Ale może ciężkich robót, bo po co tylko iść do więzienia? Tak czy tak, mamy kłopot.

Irlandia dołącza do takich krajów jak Islandia, Kanada, Szwecja, czy Norwegia. A  więc w  dużej mierze Skandynawia, przez lata kojarząca się ze swobodą obyczajową. Prawo w  tych krajach przewiduje karanie facetów, pań natomiast nie karząc. To już bardziej ludzki przepis. Choć – jak opisuje agencja Reutersa – ludzie związani z  tzw. seks biznesem (oczywiście także w  swoim interesie) przewidują, że wszystko zostanie zepchnięte do podziemia narażając kobiety trudniące się prostytucją na większe ryzyko. Będą zmuszone do potajemnej pracy, nierzadko w bardzo niebezpiecznych warunkach.

To coś jak z zakazem usuwania ciąży. Niby pobudki można zrozumieć, tylko niewiele ma to wspólnego z prawdziwym życiem. Natomiast Rachel Moran, która do obecnego stanu rzeczy przyłożyła rękę jest z tej decyzji bardzo zadowolona. Ma wieloletnią przeszłość w zawodzie, więc najlepiej wie, o czym mówi. No, ale facetem to ona nie była. Irlandzki rząd zwraca w  dodatku uwagę, że takie przepisy wprowadzone w  Szwecji oraz Norwegii nie wskazują, by kobiety pracowały w  gorszych i  bardziej niebezpiecznych warunkach. Dyrektorka organizacji, która części z państwa będzie
właściwie się kojarzyć – Ruhama (przepraszamy tych z państwa, którzy takie skojarzenie uznają za chamstwo, ale tak się kojarzy większości, nic na to nie poradzimy) – zajmującej się paniami
parającymi się tym zawodem w przeszłości, ma swoje zdanie. Organizacja zajmuje się głównie tymi, które zostały zmuszone do pracy przez handlarzy żywym towarem. W  tym gronie są także Polki, które przyjeżdżając do kraju obiecywały, że nauczą się angielskiego i zaczną pracę jako nianie. Języka część z nich jako tako się nauczyła, ale w efekcie skierowano je do zajmowania
się raczej „dużymi dziećmi”, jak czasem bywają określani mężczyźni. Pani Benson zdaje sobie sprawę, że nowe prawo nie zlikwiduje prostytucji w Irlandii, ale liczy, iż kraj stanie się mniej atrakcyjny dla handlarzy ludźmi ze względu na mniejszy popyt. A  więc, nowe przepisy mają z pewnością zalety. Tylko, jak to wytłumaczyć facetowi, który chce się zabawić po tygodniu ciężkiej pracy? Tyle lat było fajnie, a teraz jest zakazane? Jeszcze raz – oczywiście względy moralne. Trzeba jednak być elastycznym. Cała historia kina jest jakoś o temat oparta. Kto nie pamięta „Pretty woman”? Jest ktoś, kto uzna, że Richard Gere powinien ponieść karę, bo zetknął się z Julią Roberts?

Oczywiście religia, ale… Na tę okoliczność mamy dowcip, bo przecież nigdy nie jest tak, żeby nie można się śmiać. Nawet przez łzy, ale warto. Otóż, mamy taką sytuację, gdy ojciec dzwoni do córki od dłuższego czasu przebywającej za granicą. – Cześć córeczko, co słychać? – zakładamy, że tak mógłby się zwrócić do córki. – Zostałam prostytutką – pada zaskakująca odpowiedź.
– Co?! Jak mogłaś? – Ależ tato! Wiesz, ile mam teraz ciuchów? Mam czesne i studia opłacone już do końca. Jeżdżę jaguarem. Siostrę zapraszam do mnie na wakacje, a  wam z mamą wykupiłam miesięczne wczasy na Majorce i kupiłam na nie Omegę – już tam czeka na was. – Czekaj, czekaj…to mówisz, że kim zostałaś? – Prostytutką – Aaa, to przepraszam. Zrozumiałem, że protestantką.

W  Polsce uprawiając seks za pieniądze nie można zostać pociągniętym do odpowiedzialności karnej. Można być za sutenerstwo, stręczycielstwo i tym podobne sprawy. Nakłanianie do prostytucji i ułatwianie jej uprawiania, choćby przez podnajmowanie mieszkania, są zagrożone karą pozbawienia wolności do lat trzech, za czerpanie z  niej zysków nawet do pięciu. Osoba uprawiająca nierząd, tak jak w Irlandii, nie może być ukarana. Ale nie może być także klient, a to już czyni różnicę. W Polsce państwo więc w  to wszystko nie ingeruje. Oznacza to też brak jakichkolwiek rejestrów, systemu opieki medycznej i  psychologicznej. Ależ też brak obowiązkowych badań. W skrócie – prostytucja w  Polsce funkcjonuje poza kontrolą państwa.

I nie chodzi tu tylko o rodaczki, ale oczywiście także panie z Ukrainy, reprezentowane w bardzo poważnym zakresie. Ten brak ingerencji jest jednak uzasadniony. Gdyby tak pani lekkich obyczajów pobierała emeryturę z  kasy państwowej za kilkadziesiąt lat wysługi, to należałoby się zastanowić, że zmierza to w niewłaściwą stronę. To już byłaby gruba przesada.

Komentarze