Lubię irlandzkie klimaty – rozmowa z Muńkiem Staszczykiem

Lubię irlandzkie klimaty
Z Muńkiem Staszczykiem, wokalistą grupy T.Love, rozmawia Piotr Czerwiński

PC: Słyszałem, że to jest wasza ostatnia trasa, ostatnia okazja zobaczyć was w Dublinie i ostatnia okazja zobaczyć was w ogóle, czy należy rozumieć, że to trasa pożegnalna? Robicie sobie jeszcze jedną przerwę czy to już koniec T.Love’u?

MS: To nie do końca tak. Od 1-go stycznia zespół zawiesza koncerty na czas nieokreślony. To nie jest rozwiązanie zespołu, nie można tak mówić. Nie wiem jak długo, ale przez jakiś czas po prostu… nie będzie T.Love’u (śmiech). Zespół się nie rozpada, tylko nie będzie koncertów.

PC: Rozumiem. To może chcecie tak jak swego czasu Beatlesi, odstawić granie na żywo i skupić się na
nagrywaniu w studio?

MS: Nie, my chcemy przestać grać, po prostu. Odpocząć. Trzeba odpocząć od siebie nawzajem. Trzeba odpocząć od grania, wreszcie trzeba odpocząć od T.Love, żeby zatęsknić za T.Love. Jestem w tym tyglu już od 35 lat, T.Love to już teraz całe przedsiębiorstwo, zatrudniające 15 osób. Jasne, że dalej chcę grać muzykę, ale nie w wymiarze „full time”. Jako zespół tak dużo zrobiliśmy, że przyszedł na to czas. Myślę, że wrócimy kiedyś, czy w tym składzie, czy w innym, ale póki co, nie wiem kiedy to się stanie. To jest moja decyzja, wszyscy od półtora roku już w zespole o tym wiedzieli.

PC: W takim razie tym bardziej warto się wybrać na wasz dubliński koncert. 35 lat to kawał czasu. 10 płyt, jak ustaliłem, dwie koncertówki, no i wcześniej 6 albumów jako T.Love Alternative. Jeśli dobrze pamiętam, bo mogę się mylić….

MS: O rany, no tych płyt razem ze składankami to było pewnie i więcej, ja teraz ci nie powiem tak z głowy, bo sam nie pamiętam… Ze wszystkimi składankami było chyba kilkanaście płyt T.Love, do tego nagrania T.Love Alternative, to wszystko jest rzeczywiście duży dorobek płytowy.

PC: Kiedy rozmawialiśmy ostatni raz, siedemnaście lat temu, kiedy jeszcze mieszkałem w Polsce, powiedziałeś, że trzeba umieć zakończyć karierę w odpowiednim momencie i że nie będziesz emerytem latającym po scenie jak Mick Jagger. Podtrzymujesz swoją opinię? Bo ja uważam, że w tym nie ma niczego zdrożnego, być emerytem i grać rokendrola. Ta stara liga rocka to już chyba w zasadzie ostatnia liga rocka. Ci, którzy przyszli potem, są coraz marniejsi.

MS: Zgadzam się z tobą. No bo rzeczywiście, kto dzisiaj zapełnia stadiony? AC/DC, Bruce Sprinsteen Neil Young, U2, oczywiście Rolling Stonesi, Metallica…. A w ogóle to Jagger nie jest żadnym emerytem. Chciałbym być w takiej formie w jego wieku! Nie wiem w jakim sensie ci to wtedy powiedziałem, to już dziś nie jest ważne, co o tym myślę. Co ci mogę powiedzieć, jak zakładałem T.Love w osiemdziesiątym pierwszym roku, Jagger był po trzydziestce, my byliśmy małolatami, ale po trzydziestu paru latach można zwyczajnie się zmęczyć. Jagger i Stonesi, i temu podobni, to są ostatni Mohikanie, którzy ciągną to bez końca. Ja się nie mierzę z Rolling Stonesami. Myślę, że w Polsce osiągnęliśmy bardzo dużo, zagraliśmy mnóstwo koncertów. Nie chcę dopuścić do takiego momentu, że przekraczamy jakieś pułapy. Nagraliśmy w ubiegłym roku nowy album, który podsumował to
wszystko plus rzeczywistość współczesną, czyli Polskę, Europę pełną strachu. Doszedłem do ściany, nie chcę być wyrobnikiem, niewolnikiem rocka, który robi to tylko dla pieniędzy. Chcę odpocząć za T.Love, żeby za nim zatęsknić. Jeśli przyjdzie odpowiedni moment, złożymy się na nowo.

PC: No w sumie w Polsce też jesteście klasyką.

MS: Rolling Stonesi rzadko nagrywają płyty, tak samo jak inni ze starej gwardii. Każdy musi mieć chwilę wytchnienia. Masz rację, rock and roll się wykrusza. Generalnie ci starzy są z dobrej krwi, z dobrego podwórka. Nie mówię, że dobrych, nowych zespołów nie ma, ale są zwyczajnie słabsze.
Mówię o muzyce rockowej. Bo dzisiejsza gwiazda pop, taki Ed Sheeran, którego piosenki są naprawdę banalne, zapełnia listy przebojów. Zespół Coldplay, który kiedyś fajnie grał, dziś gra totalny pop. Jasne, że dobrze się trzyma pop, hip-hop i tak dalej. Ale dla mnie liczą się ci najważniejsi, którzy
jeszcze żyją: Bob Dylan, Stonesi, Buddy Guy, z tych starych bluesmanów. A jeszcze bardziej liczy się dlamnie pooddychać świeżym powietrzem, może nagrać coś na własny rachunek, poczekać, zobaczyć jak to będzie bez T.Love’u, i poczuć tęsknotę za T.Love… Ale nie wiem kiedy będzie następny koncert tej kapeli. Bo zespół mógłby grać, ma zamówienia, byłyby z tego pieniądze, ale mnie to nie satysfakcjonuje, bo uważam, że nie można dojść do takiego momentu, kiedy przestaje się lubić to co się robi i zostaje wyrobnikiem, to nie jest dla mnie.

PC: Mówiłeś o Jaggerze, ale ty się też całkiem dobrze trzymasz. Masz taki sam głos jak w 1994. Jaggera już słychać, jak mówi teraz i we wczesnej młodości.

MS: Mick ma 70-parę, ja mam 50-parę… widziałem Stonesów na żywo w 2013 i wiesz co, byli po prostu dobrzy. A Rolling Stones to katedra. Ja ci dziękuję za komplement, ale ja się do niego nie przyrównuję.

PC: Pomówmy o nadchodzących koncertach, o tym dublińskim.

MS: Na pewno wypada się na ten koncert wybrać, bo tak jak mówiłem, nie wiadomo kiedy będzie następny… Ludzie na pewno się nie zawiodą, bo zagramy „przekrój” wszystkich naszych płyt, o ile można w dwugodzinnym występie zmieścić 35 lat zespołu.. Ja lubię Dublin, byłem tam wiele razy, i
zawodowo i prywatnie. To miasto ma taki fajny, spokojny klimat. Uwielbiam Temple Bar i okolice. Wiesz, pomnik Phila Lynotta… byłem fanem Thin Lizzy jako małolat! Byliśmy oficjalnie pierwszą polską kapelą, która zagrała w Dublinie, w 2005 roku. Byłem tam turystycznie i zaskoczyło mnie, że wszędzie jest pełno Polaków, ludzie na ulicy mówili „cześć Muniek!”, i wtedy pomyślałem: „musimy tutaj zagrać!”. To był pamiętny koncert, w klubie „The Village”, miło go wspominam. W Dublinie i w Irlandii graliśmy parę razy, ostatni raz chyba 5 lat temu, w 2012 roku, więc dawno nas u was nie było.
Będzie fantastycznie zatoczyć takie symboliczne koło. My się, jak zwykle, postaramy na maksa.

PC: Zdradź trochę szczegółów tego koncertowego repertuaru, co zagracie?

MS: To co można wycisnąć z 35 lat istnienia T.Love. Takie absolutne the best of, w końcu to koncert jubileuszowy. Mamy w repertuarze 40 piosenek, w tym i te stare, i te najsłynniejsze, takie jak „King”, „Warszawa”, „I Love You”, „Jest super”, „Chłopaki nie płaczą” i tak dalej. I parę utworów z ostatniej
płyty. To będzie klubowy koncert, więc będzie dłuższy. My lubimy grać długie koncerty. Czasami jak ktoś z publiki poprosi o jakiś numer, zmieniamy harmonogram, gramy to, o co nas prosi.

PC: A te zupełnie stare rzeczy? Na przykład „Garaż 86” zagracie? Ja osobiście bym zjechał na kolana, bo nigdy nie słyszałem tego kawałka na żywo, a to dla mnie kamień milowy, od niego zaczęła się moja przygoda z T.Love, kiedy byłem nastolatkiem.

MS: No to mnie zainspirowałeś. Jasne, że możemy to zagrać. Fakt, że nie gramy tego, rzeczywiście. To jest prosty numer, możemy go zagrać „z nogi”, jak to się mówi, nie musimy go ćwiczyć – każdy w zespole, gdyby się obudził o czwartej nad ranem, może go grać.

PC: A akordeon będzie?

MS: No przecież, że tak. Nasz obecny klawiszowiec gra też na akordeonie. Spoko, będę o tym pamiętał! Mówię ci poważnie. Na pewno jest dużo ludzi, którzy znają i lubią nasze stare piosenki. Będą się mogli miło zaskoczyć.

PC: Jest mnóstwo takich zapomnianych dobrych utworów T.Love. Na przykład „Ogolone kobiety”.
Pamiętasz go jeszcze?

MS: Oj, to ciężki numer! (śmiech) Jasne, oczywiście, że go pamiętam. Ale to strasznie ciężki kawałek. Totalny Joy Division…

PC: No w rzeczy samej zaiste… Dobrze, to wiemy już co, gdzie i kiedy, powiedz tylko jeszcze jakie macie plany na pobyt w Dublinie, czy to będzie tylko koncert i dalej w trasę, czy chcecie zostać dłużej?

MS: Nie wiem jak wygląda nasz oficjalny plan, więc ci precyzyjnie nie powiem, ale ja osobiście chciałbym przy okazji pobyć trochę w mieście. Chyba dzień wcześniej gramy koncert w Anglii. Jeśli nie będzie od razu wylotu, to oczywiście, że byśmy chcieli pochodzić po mieście prywatnie. Lubię
Dublin, jest dużo bardziej na luzie niż Londyn, jest kameralny. Dublin jest spoko, ja zresztą lubię irlandzką muzykę, lubię irlandzkie klimaty. Utwór „Ajrisz” przecież jest temu poświęcony. No i oprócz tego byłoby fajnie spotkać się z ludźmi. My jesteśmy normalni, nie udajemy gwiazdorów, jak gramy,
to gramy, ale potem nie mamy problemu iść między ludzi.

PC: Eeee…czyli jest możliwa jakaś flaszka z fanami?

MS: No ba, pewnie, że tak!

PC: No to w takim razie do zobaczenia!

MS: Trzymajcie się, do zobaczenia w Dublinie.

Zapraszamy na koncert T.Love do Button Factory w Dublinie 1 października.

Bilety są dostępne Tutaj

Komentarze