„A bo ty to nigdy…” – najgłupsze powody kłótni w związku

Czasami kłócimy się (pardon: dyskutujemy w uniesieniu) o sprawy ważne – życiowe decyzje, wychowanie dzieci, przyszłość. A czasem do ostateczności może nas doprowadzić drobiazg, totalna głupota…

Lata razem, „jaka piękna para” z ust każdej cioci przy okolicznościowych spotkaniach, ugruntowany status bardzo zgodnej i zgranej pary wśród znajomych, a tymczasem… Nawet najlepszym zdarzają się awantury. Co więcej – awantury są potrzebne! Związek, w którym czasem coś nie wykipi, to jakaś straszna nuda. Oczywiście to wspaniale, jeśli ogólnie wszystko jest pięknie i porozumienie kwitnie, jednak co jakiś czas musi się zdarzyć wybuch. Najzabawniejsze (z perspektywy czasu, bo przecież nie w trakcie!) są te kłótnie, które biorą się z totalnych bzdur. Bzdury te, w trakcie trwania walki z użyciem tępych narzędzi i ostrych argumentów, urastają do rangi Kosmicznych Problemów.

Oto wyselekcjonowany, zbudowany w oparciu o risercz wśród znajomych przegląd najgłupszych powodów kłótni w związku.

Pojemniki, które znikają

To świetny przykład na bzdurną awanturę. Powiedziałabym: podręcznikowy. Ukochany codziennie zabiera do pracy jedzenie w pojemniku. Nie wraca z pojemnikiem, bo pojemnik po zjedzeniu tego, co w środku – ląduje w zmywarce, z której wyjmuje go zapewne jakaś miła pani, która sprząta biuro. Pojemnik trafia do jakiejś szafki. I słuch po nim ginie. No może nie całkiem – po paru dniach mojego jęczenia ukochany wraca z… cudzymi pojemnikami, ale w utrąconej ilości: wracają średnio 2 pojemniki na 5. A poza tym, gdzieś tam, po drugiej stronie miasta jakaś miła kobieta załamuje ręce nad moimi pojemnikami, zastanawiając się, gdzie są jej. Początkowo niezrażona niczym i napędzana miłością kupowałam co kwartał nowy osiemnastoelementowy zestaw pojemników. Ale w końcu się ulało, no bo jak to tak można?!

Toż to rozrzutność bezsensowna, ciągłe wydawanie kasy na coraz to nowe pojemniki, generowanie śmieci (w awanturze mogę stać się nawet ekoaktywistką!), ogólny wnerw, bo przychodzi dzień, że chciałabym sobie zapakować sałatkę do pracy, a nie mam złamanego pojemnika! Wnerw zrozumiały, PRAWDA? Od „bo od tygodnia czekam na te pojemniki” do „bo ty nigdy nie pomagasz w domu i nie dbasz o detale, dzięki którym dom się kręci” (co nie jest prawdą, bo dba) jest już bardzo krótka droga. Po kilku głośnych frazach z mojej strony, ukochany spojrzał z rozbawieniem i zapytał: „ej, serio chcesz się kłócić o pojemniki na żarcie?”.

No i sobie pomyślałam, że to w sumie głupi powód. Ale może i lepiej, że akurat nie mamy poważniejszych…

Skarpety, marynarki, gacie…

Po krótkiej sondzie wśród koleżanek okazało się, że może nie tyle głupim (to jest poważna sprawa, poważniejsza niż pojemniki, to muszę przyznać), co powszechnym powodem awantur są rozrzucone po podłodze skarpety, niedbale ciśnięte gacie, marynarka powieszona na oparciu krzesła, bo „akurat tam stałem, gdy ją zdejmowałem”. Jak się zdarza sporadycznie, można wybaczyć i NAWET odwiesić, samej do kosza wrzucić – wszak bywa, że zmęczenie i rozkojarzenie może człowieka skłonić do tak głupich zachowań jak niechlujność. Jednak gdy kolejne interwencje miłym głosem i dyplomacją podszytą jadem („Myślisz, że mogę wrzucić twoje brudne skarpety do kosza z praniem?”) nie zdają egzaminu, a ty czujesz, że toniesz pod stosem walających się ciuchów… Eksplodujesz.

Ogryzki, śmieci, talerze i… paznokcie

Poza tym, że zdarza nam się pozostawić po sobie niedbale rzucony ciuszek – zostawiacie też inne pamiątki naszej bytności? O, niedoczekanie. Skąd wiem, że jadłeś sobie chrupki na kanapie? No cóż, kilkanaście chrupek wala się w jej pobliżu – ścieżka z nich powstała, niemal jak w bajce o Jasiu i Małgosi. O, jedzone było też jabłko? Można poznać po ogryzku, który leży wdzięcznie na parapecie. Można nawet wywnioskować, że jedzone było wczoraj – po barwie intensywnie brunatnej. Śmieci się same nie wyniosą, gary same nie pozmywają. W odróżnieniu od zderzaka auta, który zarysował się sam, wiadomo. Jak dla mnie w konkursie na najkoszmarniejszy powód kłótni w tej kategorii wygrywa pewna małżeńska awantura o paznokcie – obcięte, ostre kawałki walające się po dywaniku w łazience. Krzyczałabym.

O umywalkę, gramofon, kolekcję panienek…

Jak napisała koleżanka: „kłótnia o umywalkę w mieszkaniu, którego nie ma”. Jak wiadomo wspólne urządzanie mieszkania może przebiegać na dwa sposoby: albo ona wybiera, a on ma gdzieś, co to będzie, co ją OCZYWIŚCIE wk..wia, albo razem wybierają i się kłócą o to, bo nagle wychodzi, że mają inne koncepcje, wizje, zmysł estetyczny czy praktyczny. Albo awantury o to, gdzie się coś podziało. Leżało tu przecież tyle tygodni, nikomu nie przeszkadzało i co? Nagle musiałaś wyrzucić? To były bardzo ważne zmiętolone kartki, to co, że wyglądały jak śmieci! Można też się kłócić o sprzęty zajmujące dużo miejsca nie tyle w domu, ale w sercu – jedynie u jednej strony tandemu związkowego. Gramofon taki na przykład. Stoi sobie, kurz łapie, mało kto go używa, może by go do piwnicy wynieść? A siebie wynieś. A, zapomniałam ci powiedzieć – wyniosłam twoją kolekcję ulotek rozkraczonych pań zza wycieraczki, bo tylko kurz to zbierało, tyle makulatury. Dlaczego krzyczysz?

O żarcie

Kłótnie o żarcie mogą mieć kilka wymiarów. Po pierwsze: brak żarcia, czyli pusta lodówka i wieczne zadziwienie, że się sama nie zapełniła. Albo pudełko po mleku z jedną smętną kroplą na dnie. To samo z sokiem… Albo: „kto zjadł MÓJ serek w malinami?”. Pytanie retoryczne, bo przecież nie krasnoludki. Po drugie: niezdrowe żarcie. „Czemu znowu zamówiłeś to świństwo?! Nie po to gotuję ci warzywka na parze i piekę rybkę świeżo złowioną, byś żarł ten szit chemiczny, kaloryczny, śmierdzący”. Wersje dopasujcie do siebie – każdemu się zdarza. Po trzecie: „dlaczego ty nie możesz po prostu ugotować dobrego obiadu z dwóch dań, jak na kobietę przystało?” – to motyw zasłyszany w anegdocie, nie chce mi się wierzyć, by był prawdziwy. Jeśli był, prawdopodobnie para już jest po rozwodzie. Po czwarte: „mówiłam, żebyś kupił chleb, masło i jajka, po co mi dżem, makaron i mleko?” – to klasyk z dowcipu, wciąż obecny w wielu domach.

Jeśli mnie kochasz, to zawsze wiesz, czego chcę! Czyli o czytaniu w myślach

Klasyk. Jeśli mnie znasz, to przewidzisz, że to, co powiedziałam, niekoniecznie oznacza to, co pomyślałam. I wsadź sobie proszę to gadanie, że mężczyznom trzeba mówić wszystko wprost. Ty jesteś wyjątkowy, jedyny, więc oczekuję, że jednak tobie nie trzeba mówi

wszystkiego jak krowie na rowie. Że się domyślisz. Ja się zawsze domyślam, że jesteś głodny. Choć zaraz… Może ty po prostu zawsze jesteś głodny?

A jak tam u was? Jakie absurdalne powody do kłótni potraficie sobie wynaleźć?

Źródło: FOCH.pl.

Autor Anna Leszczyńska

Komentarze