Kobieta w kagańcu

Powiem wprost: moja nad wyraz rozwinięta drażliwość podczas PMS’ów (z ang. Premenstrual Sydrome, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego) sprawia, że dobrowolnie, w celu ratowania otocznia, pozwoliłabym raz w miesiącu na kilka dni zapiąć się w kaganiec. Sama cierpię niezmiernie, ale wiem że cierpi też bliskie mi otoczenie. Czasami nie wiem już nawet, kto cierpi bardziej. Od lat szukam sposobów na złagodzenie swojego stanu przedmiesiączkowego „szczekactwa”, ale temat ten jest nad wyraz często traktowany pobłażliwie i funkcjonuje raczej w kategorii „kobiecych fochów i fanaberii”. I to zarówno według części męskiej, jak i żeńskiej, a na wykładach genderowych nawet zaprzecza się jego istnieniu. PMS’a oczywiscie. Więc jak to jest? Kogo wini?

Wszystkiemu winne hormony

Wiele kobiet zauważa bowiem, że w trakcie napięcia przedmiesiączkowego czuje się zupełnie nieswojo i NIE MA wpływu na pewne zachowania oraz nie kontroluje swoich reakcji. Okazuje się, że jak zwykle winne są hormony! W tym czasie kobiecy organizm nadmiernie wytwarza estrogeny, przy jednoczesnym zmniejszeniu produkcji progestagenów. Stąd wiele nieprzyjemnych dolegliwości fizycznych takich jak: zmniejszona aktywność, uczucie zmęczenia, zmiana apetytu, bóle głowy, pleców i piersi, wzrost masy ciała wynikający z nadmiernego zatrzymywania wody w organizmie, a nawet pogorszenie koordynacji ruchowej czy zaostrzenie alergii.

Jednak najgorszy jest wpływ hormonów na kobiecą psychikę i chyba nikt tak jak druga kobieta nie zrozumie, jak trudno znosić tego typu objawy jak: rozdrażnienie, huśtawki nastrojów, depresja, złość, agresja, płaczliwość, smutek,… To wszystko w połączeniu z fizycznym dyskomfortem sprawia, że zespół napięcia przedmiesiączkowego jest tak trudny do przejścia zarówno dla kobiety, która właśnie go doświadcza, jak i dla jej otoczenia.

Znacie to? Oglądacie nic nieznacząca reklamę i płaczecie? Uciekł Wam autobus i płaczecie znowu jak dziecko? Wasz partner zostawił skarpetki na podłodze, a Wy robicie awanturę na sto fajerek. Do tego dochodzą stany depresyjne bez powodu, a czasami też ataki paniki. I wiecie dobrze, że Wasze reakcje to nie WY, że to, co się dzieje, w normalnym stanie nie miałoby miejsca.

Dla mnie te kilka dni jest nie do zniesienia. Nie jestem w stanie niczego przeanalizować. Mój ‘wewnętrzny obserwator’, dystans i umysł wybierają się razem na 4-dniowy urlop, a ja zostaję z masą kłębiących się, nielogicznych emocji, których podstawy są absurdalne, więc trudne do obalenia. Czuję wówczas wszechogarniającą bezsilność wobec siebie samej. I nie chodzi mi o tłumaczenie się z nagłych wybuchów, bezsensownych awantur, czy twierdzenie, że kobietom jest gorzej i że faceci nigdy nie zrozumieją… Jestem daleka od takich osądów. Wiem, że bycie w stanie napięcia przedmiesiączkowego nie zwalnia mnie z odpowiedzialności za to, jak się zachowuję. Ale te 4 dni w miesiącu to 10% życia! Nie chcę tego czasu tak marnować!!!” (wypowiedz internautki).

Więc jak sobie pomóc?

Zanim dam się zapiąć we wspomniany kaganiec, postanowiłam po raz kolejny zrobić porządne rozeznanie w temacie. Mówić o tym problemie otwarcie, pytać inne kobiety jak sobie radzą, pytać lekarzy i dietetyków, zażywać suplementy. Dzięki temu dowiedziałam się, jak pomocne jest przyjmowanie np. witaminy B6, ponieważ nasz organizm potrzebuje jej do produkcji serotoniny, a jest ona bardzo szybko zużywana podczas przeżywania stresu. Zażywaj magnez. U kobiet z PMS jego poziom w organizmie przed miesiączką znacznie spada. Najlepiej wchłaniają się preparaty magnezowe z witaminą B6 właśnie. Sprawdziłam i potwierdzam, że są rezultaty. Ważne jest również zażywanie wapnia i potasu. Wapń zmniejsza skurcze macicy, potas hamuje zatrzymanie wody w organizmie, a magnez uodparnia na stres i zmniejsza napięcie mięśni.

Przyda się również cynk oraz witaminy A i E, które poprawiają stan skóry. Pamiętaj też o swojej wątrobie. To właśnie ona chroni Cię przed zbyt wysokim poziomem hormonów. Wybieraj więc lekkostrawne produkty, które nie będą jej obciążać. Jadłospis wzbogać koniecznie o błonnik. Oczyszcza organizm, likwiduje wzdęcia i dodatkowo daje uczucie sytości, co będzie nieocenione przy wilczych napadach głodu tuż przed miesiączką. Nie zapominaj o żelazie. Podczas obfitych krwawień będzie Ci wyjątkowo potrzebne.

Kolejna kwestia to dobrze zbilansowana dieta. Staraj się utrzymać stężenie cukru we krwi na odpowiednim poziomie. Dzięki temu nie będziesz sięgać po tuczące słodkości. Ogranicz napoje z kofeiną, która wypłukuje magnez i wapń z organizmu oraz nasila skurcze macicy. Kawę i mocną herbatę zastąp naparami ziołowymi (przede wszystkim z kozłka lekarskiego). W drugiej połowie cyklu wstrzymaj się też od alkoholu, który podobnie jak kofeina wypłukuje minerały i pogłębia uczucie rozdrażnienia. Odstaw ostre przyprawy (podrażniają żołądek i mogą być przyczyną kłopotów z cerą) oraz sól (zatrzymuje wodę w organizmie). Zamiast nich używaj świeżych ziół (przede wszystkim natki pietruszki, koperku). Jedz dużo warzyw i owoców i jak najmniej tłustych i ciężkostrawnych potraw. Pij jak najwięcej wody mineralnej, która oczyszcza organizm, dostarcza ważnych składników i reguluje gospodarkę wodną. Jeśli najdzie Cię ochota na słodycze – sięgnij po kostkę gorzkiej czekolady.

A do tego – utrzymuj kondycję fizyczną, minimalizuj poziom stresu, staraj się spać, kiedy tego potrzebujesz, zapisz się na jogę… ale w zgodzie ze sobą. W walce z PMS najważniejsze jest, by być swoim własnym strategiem i przede wszystkim słuchać swojego ciała.

Jedna z internautek pisze, że czasami po prostu sobie odpuszcza, poddaje się i akceptuje swój stan. Tak po prostu. „Mąż słyszy wtedy, że jest mi na maksa smutno, źle i obleśnie, bo mam PMS i żeby był miły. Jak się wpienię i nakrzyczę, to przepraszam i informuję, że to nic osobistego. Na piśmie to wygląda jakbym sobie na parę dni odpuszczała bycie cywilizowaną i wykorzystywała PMS jako wymówkę, ale to zupełnie nie tak. W pracy jestem w stanie zagryźć zęby, chociaż mam czasami wrażenie, że głowa mi eksploduje (przed okresem potrafi mnie wkurza

nawet sposób, w jaki ktoś przeżuwa). Przypominam sobie wtedy, że to nie jest moje prawdziwe odczucie, no i u mnie ten system działa”.

Więc ostatecznie może po prostu warto traktować siebie samą nieco łagodniej podczas PMS’u. Nie podejmuj trudnych decyzji, nie załatwiaj nieprzyjemnych spraw. Pozwól sobie na częstsze chwile relaksu, rób to, co Ci sprawia przyjemność, i nie miej z tego powodu wyrzutów sumienia. Uprzedź bliskich, że nie jesteś w formie. Żadne leki nie zastąpią ich zrozumienia i tolerancji. A w ostateczności, kup sobie wcześniej wspomniany kaganiec

Autor Anna Leszczyńska

Komentarze