DR Misio na Wyspie Skarbów – z Arkadiuszem Jakubikiem rozmawiał Piotr Czerwiński

Witamy na naszej Wyspie Skarbów, na razie wirtualnie, ale już niedługo osobiście, bo wystąpisz tu, no właśnie, w zupełnie innej roli, z której ludzie Cię za bardzo nie znają, przynajmniej tutaj, bo tu wszystko dociera do nas z opóźnieniem. Zostałeś wokalistą zespołu rockowego Dr Misio. Jak to się stało?

AJ: – W tym roku Dr Misio obchodzi okrągłą, 10-tą rocznicę założenia. Pamiętam studio „Papryka i Synowie”, dzisiejszego gitarzysty Dr Misio, Pawła Derentowicza, gdzie odbywały się najlepsze, rokendrolowe imprezy w Warszawie, które nad ranem zawsze kończyły się muzycznymi jamami. Ja się na nich wydzierałem, Paweł brał się za gitarę, a inni uczestnicy grali na czym popadnie. I któregoś dnia mówię do Pawła: „Derent, fajnie nam się muzykuje razem, jet energia, zabawa, to może byśmy założyli zespół.” I tak się zaczęło… Mam wrażenie, że to było niedawno. Oj, jak ten czas leci.

A jak znalazłeś ludzi do zespołu? Wiem skądinąd, że to jest wcale nie taka łatwa sprawa.

AJ:- Paweł zadzwonił do swojego kumpla basisty, Mario Matyska, ten do swojego perkusisty… (śmiech) I tak się zaczęło. Pierwsze próby mieliśmy w garażu. Piękne czasy. Do dzisiaj gramy gramy na koncertach kilka kawałków, które powstały w tamtym garażu w Konstancinie-Jeziornej: „Młodych”, „Życie”, „Psa” czy „Mr Hui’a”… W końcu jesteśmy gdzieś w duchu kapelą punkową. (śmiech)

Czy mówił Ci już ktoś, że z daleka przypominasz Hołdysa? Jakbyś założył okulary, to normalnie brat bliźniak…

AJ: – Super. Bardzo lubię i szanuję Zbyszka. Ale słyszałem też, że jestem podobny do Petera Jacksona, reżysera „Władcy pierścieni”. Natomiast mam taka przypadłość, że lubię się zmieniać, przepoczwarzać. Co jakiś czas muszę się przemodelować fizycznie. I gdybyś mnie teraz zobaczył, założyłbym się, że nie poznałbyś mnie. Długa broda i łysa pała. I teraz ani Hołdys, ani Jackson. I o to chodzi.

Nie chcę grzebać w stereotypach, ale czy ten pomysł na kapelę to coś w stylu kryzysu wieku średniego? Bo przyznam się, że ja też miałem ostatnio takie dwa lata, kiedy odbiło mi na punkcie grania. A jesteśmy w podobnym wieku. Czy to taka „nowa pokusa dla starych marzeń?” Chyba wasza piosenka „Młodzi” do tego nawiązuje. To coś w rodzaju manifestu?

AJ: – Nie ma co ściemniać, ale kryzys wieku średniego to był jeden z powodów założenia tego bandu. No bo kiedy jak nie teraz, myślałem. I mam wrażenie, że to był faktycznie ostatni moment. Ale jeszcze na to nałożyła się u mnie jakaś atawistyczna potrzeba wywalania przed mikrofonem rzeczy, problemów, lęków faceta przed czterdziestką. Tego co ci zalega w bebebach, tego co nie daje ci zasnąć. Taki rodzaj rokendrolowej kanapki psychoanalitycznej. Pewnie dzięki temu też, nigdy nie byłem u psychologa. Już nie musiałem. A piosenka „Młodzi” to faktycznie nasz manifest panów po czterdziestce. I będziemy grali go na każdym koncercie. Do końca dni Dr Misio. „Kiedy byliśmy młodzi nikt nie umierał i nikt się nie rodził” – ta fraza mówi sama za siebie. Od tego kawałka, a właściwie od teledysku, który zrobił nam Wojtek Smarzowski, zaczęło się to całe wariactwo. To znaczy wyszliśmy z garażu, wydaliśmy płytę, zaczęły się trasy koncertowe. I nagle to wszystko, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, wymknęło się spod kontroli. Graliśmy na największych festiwalach w Polsce. Wydaliśmy trzy płyty: „Młodzi”, „Pogo” i „Zmartwychwstaniemy”. A tym roku dostaliśmy nominację do Fryderyków za Najlepszy Rockowy Album Roku. Znaleźć się w towarzystwie, też nominowanych w tej kategorii, takich zespołów jak Hey czy Coma to jest coś. To jest rokendrol.

Skoro już o rokendrolu, opowiedz o swoich muzycznych inspiracjach.

Ja jestem dzieckiem festiwalu w Jarocinie. Pamiętam jak w 1985 roku zobaczyłem na scenie Olafa Dreriglasoffa i jego Dzieci Kapitana Klossa. Po 30 latach Olaf został producentem muzycznym dwóch pierwszych płyt Dr Misio i moim przyjacielem. Słucham najróżniejszych rzeczy, mam okresy kiedy najbliżej jest mi do Rage Against The Machine, a czasem do Joy Division. Ale Dr Misio to pięciu facetów, którzy mają zupełnie różne doświadczenia muzyczne za sobą. Paweł Derentowicz lata temu nagrał z Edytą Bartosiewicz kultową płytę Holloee Poloy pod tytułem „The Big Beat”, Mario Matysek przez lata grał ze Staszkiem Soyką, perkusista, Janek Prościński gra z Izraelem, a klawiszowiec, Radek Kupis jest nauczycielem muzyki. Dr Misio to suma naszych wrażliwości muzycznych.

O czym lubisz śpiewać najbardziej, masz jakiś ulubiony wątek, miłość, chlanie, politykę, coś takiego, czy wolisz śpiewać o wszystkim, co się nawinie?

Teksty dla Dr Misio piszą moi kumple, Krzysiek Varga i Marcin Świetlicki, pierwszy wybitny prozaik i drugi też wybitny, ale poeta. Nie wiem co gorsze. (śmiech) Ale zabieram im te teksty, za ich zgodą zawłaszczam, zmieniam po swojemu, nakładam na nie swoje doświadczenia, wizualizacje, swoją wrażliwość i emocje. I w Dr Misio śpiewam smutne piosenki o miłości, samotności i śmierci.

Traktujesz Dr. Misia poważnie, czy jest tylko chwilową odskocznią od reszty życia? Mam nadzieję, że nie pójdziesz w ślady Mickey’a Rourke, który porzucił aktorstwo dla hobby.

AJ: – Na początku Dr Misio to była odskocznia, zabawa, kosztowne hobby… (śmiech) Ale od kilku lat ta muzyka stała się przestrzenią mojej aktywności twórczej równie ważną jak aktorstwo czy reżyseria. Nie zrezygnuję z tego. To mi się nie znudzi. Bo znalazłem tam to, czego na próżno szukać w filmie czy teatrze. Absolutną, niczym nie skrępowaną wolność twórczą. Nie mam tutaj nad sobą żadnego reżysera, producenta, który mówi mi co i jak mam robić. Mam tylko przyjaciół z Dr Misio, salę prób i robimy co chcemy, co nam gra w sercu. Jesteśmy wolni.

A jak żona na to wszystko, jeśli mogę spytać. Wiesz, te rozmowy z koleżankami typu „mąż gra, ehm, w kapeli….”

AJ: – Po pierwsze żona mówi, że nie ma takich koleżanek… (śmiech) A po drugie twierdzi, że Dr Misio powstał tylko po to, żebym mógł rozbierać się na scenie… (śmiech)

Przez ostatnie kilkanaście lat urwał mi się kontakt z Polską, zostawiałem ją znając Jakubika jako aktora teatralnego (rewelacja w „Monty Pythonie” w warszawskim teatrze Nowym, do dziś wspominam!), a teraz wychodzi na to, że to jest zupełnie nowy, lepszy Jakubik, już w trzydziestu stopniach, znaczy jesteś słynny, stałeś się gwiazdą. Jak to wygląda w praktyce, jakie to uczucie, co się w życiu zmienia? Można spokojnie chodzić po ulicy?

AJ: – Czasy spektaklu „Cyrk Monty Pythona”, który w 2002 roku reżyserowałem w teatrze Nowym to jakaś zamierzchła przeszłość. Miło te czasy wspominam, bo wiedziałem, że te teksty były, ale niestety i są teraz niebywale aktualne, anarchistyczne wręcz. Pamiętam jak ówczesny dyrektor teatru Nowego, Adam Hanuszkiewicz zażądał zdjęcia ze spektaklu skeczu „Ostatnia Wieczerza”. Byłem zaskoczony. Nie zgodziłem się. Ale dzisiaj mamy rok 2018. Daleko mi do tamtych czasów. Mam wrażenie, że artystycznie jestem w zupełnie innym miejscu. A z tym „gwiazdowaniem” to bym nie przesadzał. (śmiech) Trzymam się od tego blichtru z daleka. Ale nie mam problemu, żeby od czasu do czasu nie zrobić sobie na ulicy z fanami selfie.

Na ulicach Cork zobaczymy Cię już niedługo, bo tamże gracie. Byłeś już kiedyś w Irlandii? Nas tu urzęduje sto tysięcy. Jak przyjedziecie, będzie sto tysięcy pięciu.

AJ: – Byłem raz. Ale tylko w Dublinie, na festiwalu filmowym. Miasto cudowne! Ale chciałbym bardzo pojechać gdzieś dalej, zobaczyć kawałek Irlandii. Tego podobno najpiękniejszego kraju na świecie… (śmiech) Już nie mogę się doczekać.

W takim razie dziękuję i do zobaczenia.

Z Arkadiuszem Jakubikiem rozmawiał Piotr Czerwiński

Dr MISIO, to męska załoga pod wodzą Arka Jakubika – jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów oraz scenarzysty i reżysera związanego z ambitnymi projektami filmowymi na kulturalnej mapie Polski. Znanego mi.n. ze świetnych ról dramatycznych w filmach Wojtka Smarzowskiego („Wesele”, „Dom zły”, „Drogówka”, „Wołyń”).

Występ supportować będzie zespół “Noble Dogs”

26 Maja godz 20.00
The Crane Lane Theatre
Phoenix St 
Cork

Bilety w przedsprzedaży online €22 do końca kwietnia, od 1 maja €30, w dniu konceru €35

Bilety do nabycia TUTAJ

Komentarze