Ayahuasca – sekret szamańskich obrzędów w Peru

Utworzone: wtorek, 21 maja 2013 Autor: Anna Leszczyńska

Podczas ceremonii odprawianej przez peruwiańskich szamanów spożywa się substancję, która w innych częściach świata jest zakazana albo uznana za niebezpieczną. To ayahuasca, którą przez wieki amazońscy szamanie używali w celach leczniczych lub by wprowadzić się w trans jasnowidzenia czy skontaktować się z mityczną pamięcią plemienia.

Rytuał przyjmowania ayahuaski w dużej mierze przypomina medytację. Ceremonii towarzyszą szamani, gra na bębenkach, mantry i modlitwy. Nie jest to jednak zwykłe, transowe spotkanie, bo do rytuału trzeba się specjalnie przygotować - między innymi obowiązuje zakaz kontaktów seksualnych oraz spożywania mięsa i innych używek. Do tego należy zachować specjalną dietę z naciskiem na picie dużych ilości wody. Całość odbywa się pod przewodnictwem nauczyciela duchowego. Przyjmowanie ayahuaski jest przeżyciem absolutnie mistycznym i nie jest niebezpieczne, jeżeli czuwa nad tym szaman.

Podczas ceremonii młody curandero (uzdrowiciel), rozgniata w drewnianym moździerzu roślinę o nazwie ayahuasca przypominającą twardą lianę, następnie dmucha na nią dymem z tytoniowego skręta - Indianie wierzą, że zapewnia to ochronę przed nieprzyjaznymi siłami. Potem - wraz z liśćmi chacruny zawierającymi halucynogenną substancję DMT - ayahuasca trafia do ogromnego kotła z wodą. Po długim gotowaniu z czterystu kilogramów składników powstaje około sześciu litrów gęstego ciemnego wywaru. Picie wywaru poprzedza pieśń zaintonowana przez głównego curandero. To icaro - modlitwa wyśpiewywana do duchów puszczy, wraz z którą mają nadejść wizje.
"Osoby, które przybywają do dżungli w poszukiwaniu zabawy i odlotu, nie mają tu wstępu. Nasze drzwi są otwarte dla tych, którzy szukają pomocy i pragną się leczyć" - mówią peruwiańscy szamani. Są tu grupy osób wychodzących z uzależnienia od narkotyków, pojawiają się chorzy toczący batalię z nowotworami lub z depresją.

"Ayahuasca zapewnia kompleksowe leczenie, dlatego nazywana jest «medycyną». Jej zadaniem nie jest leczenie jakiegoś wyodrębnionego, zmienionego chorobowo obszaru, ale «uzdrowienie» całości, czyli ciała, psychiki i duszy. W myśl filozofii holistycznej, te trzy elementy pozostają bowiem w swojego rodzaju chwiejnej równowadze" - tłumaczy Zygfryd Klaus, dyrektor Instytutu Psychologii Mitu w Warszawie. Używanie ayahuaski w celach leczniczych budzi jednak pewne kontrowersje. "Uważam, że jeśli ktoś jest tak zmotywowany, że jedzie do Peru i szuka ratunku w terapii, w którą wierzy, to szansa na sukces jest ogromna. Istnieje jednak pewnie ryzyko dalszego brania tego typu substancji po zakończeniu terapii" - dodaje doktor Jacek Moskalewicz, kierownik Zakładu Badań nad Alkoholizmem i Toksykomaniami w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Ten rytualny psychodelik składa się z dwóch substancji. Jedną z nich jest psychoaktywna dimetylotryptamina (DMT) zawarta w roślinach z gatunków Acacia sp. oraz Mimosa sp. Co ciekawe, DMT występuje w małych ilościach w ludzkim organizmie. Drugą substancją jest harmalina występująca na przykład w nasionach ruty stepowej.

Jan Repetto, dziennikarz, reporter i felietonista, tak opisuje swoje doświadczenie rytuału z ayahuaską: "Kiedy przychodzi moja kolej, wzdrygam się z obrzydzeniem - już samo przełknięcie tego świństwa uważam za osobisty sukces. Gaśnie światło. Słychać tylko odgłosy puszczy i szum rzeki. Po chwili rozbrzmiewa pieśń zaintonowana przez głównego curandero. Mija pół godziny, a ja zaczynam irytować się brakiem jakiegokolwiek efektu. W końcu przestaję się martwić i wsłuchuję się w melodyjne icaros. Mój spokój zakłócają jednak dwie osoby, które wałęsają się wśród zebranych i stają za moimi plecami. Zirytowany odwracam się, ale ku mojemu przerażeniu nikogo nie widzę. Kolejna pieśń z siłą młota uderza we mnie wizją kolorowych, układających się przed oczami symetrycznych linii. Resztkami świadomości zaczynam rozumieć sens charakterystycznych wzorów, typowych dla tutejszych kultur. Każde następne icaro przynosi głębsze i zupełnie inne od poprzedniego doświadczenie. Czuję potężną energię i wiedzę, wpływającą wprost przez czubek głowy. Podchodzi do mnie jeden z uczniów curandero i dmucha dymem dokładnie w to miejsce. Odlatuję. Moje ciało leży na materacu, a ja bogatszy o nieznany mi wcześniej zmysł, eksploruję inny wymiar. Nie bronię się i coraz odważniej oddalam od mojej fizycznej powłoki. «Dalej lepiej nie idź! Tam nikt cię już nie będzie chronił» - mówi do mnie tajemnicza istota, która od tej chwili towarzyszy mi przez większość «podróży». Dla pewności co jakiś czas wracam do ciała i uświadamiam sobie, że leżę bezwładny niczym worek. Mój oddech jest płytki, na twarzy maluje się idiotyczny uśmiech, a z oczu płyną łzy. Patrzę na swoje ręce. Nie przeraża mnie, że pełzają po nich białe robaki. Po chwili jestem już na tyle przytomny, że mogę przy odrobinie wysiłku wyjść na zewnątrz".

Jak twierdzi profesor antropologii Magdalena Śniadecka-Kotarska: "Tego typu ceremonie są integralną częścią tamtejszej tradycji. Próba naukowego wytłumaczenia mechanizmów stojących za skutecznością tych kuracji dowodzi jedynie kulturowej przepaści pomiędzy racjonalnymi, analitycznymi i eurocentrycznie nastawionymi przedstawicielami tzw. cywilizacji Zachodu, a mocno wierzącymi w siły natury i magię ludami zamieszkującymi tereny Amazonii".
Jeremy Narby, antropolog, który spędził kilka lat w amazońskiej puszczy, zastanawia się, jak została odkryta receptura wywaru z ayahuaski, skoro wiemy, iż istnieje osiemdziesiąt tysięcy gatunków roślin w Amazonii i prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniej kombinacji wynosi 1:6 miliardów!

Dla chrześcijańskich kolonizatorów ayahuasca była niczym diabelski eliksir. Próbowali ją wyplenić, podobnie jak wszelkie inne rdzenne obyczaje. Jednakże ci rdzenni lekarze, szamani, kultywujący od wielu pokoleń tradycję pracy z tymi roślinami mają niesamowitą wiedzę, do której my, "cywilizowani", nie mamy dostępu, a która mogłaby nam pomóc w udostępnianiu nowych modeli uzdrawiania i zrozumienia. Niestety istnieje typ "cywilizowanego" turysty, który ze swoimi przyziemnymi intencjami i ignorancją jest właśnie największym zagrożeniem dla tej tradycji. W jego mniemaniu ayahuasca jest narkotykiem, a ludzie ją stosujący to "dzikusy". Wszystko wskazuje na to, że zmiany są nieuniknione. W niedalekiej przyszłości magiczny napój, który od tysięcy lat stanowi część amazońskiej kultury, może zamienić się w pustą atrakcję dla mas. Fakt, że w większości krajów świata stosowanie ayahuaski, nawet w charakterze ceremonialnym, jest zakazane, może sprawić, że Pucallpa* stanie się albo uznanym centrum medycyny naturalnej, albo kolejnym obowiązkowym punktem na mapie dla turystów spragnionych psychodelicznych wrażeń.

Anna Leszczyńska
* miasto we wschodnim Peru, na Nizinie Amazonki, na lewym brzegu rzeki Ukajali (około 300 tysięcy mieszkańców) - przyp. red.

Polecam film dokumentalny "Inne Światy - Ayahuasca", który ukazuje przede wszystkim terapeutyczne zdolności szamanów oraz działanie ich niezwykłych roślin. Psychodeliczna podróż w stronę głębszego poznania samego siebie przeplatana jest wypowiedziami ekspertów i naukowców badających substancje psychoaktywne, między innymi Stanislava Grofa, Ricka Strassmana i Alexa Greya.