JAKIE TAK NAPRAWDĘ JEST ŻYCIE SINGLA?

Kategorie: Publicystyka
Utworzone: piątek, 21 listopada 2014 Autor: Anna Leszczyńska

Około 5 lat temu zostałam singlem, z wyboru. Pomimo tego że mój 7-letni związek dawał mi poczucie bezpieczeństwa, obopólne zaufanie i dużo wolności. Wszyscy wokół pukali się w głowy, wciąż pytając "co ty wyprawiasz?". Znajomi, a najbardziej rodzina, nie byli w stanie zaakceptować mojej decyzji, bo w ich wyobrażeniach mój związek był niemal idealny i wszyscy z niecierpliwością oczekiwali wieści o naszych zaręczynach. A jednak mi coś innego wtedy w duszy grało.

Pomimo wolności, którą się obdarowywaliśmy z moim partnerem, ja zachłannie pragnęłam wtedy wolności całkowitej i nic mnie nie mogło od tej decyzji odwieść. Nie ma kompromisu, kiedy czujesz, że chcesz rozwinąć skrzydła i lecieć w nieznanym kierunku, kiedy czujesz, że chcesz decydować tylko za siebie i ponieść ewentualne konsekwencje bez krzywdy dla drugiej osoby.
Ja dopiero wtedy zaczęłam odkrywać siebie naprawdę. Począwszy od każdego szalonego marzenia, które tworzyło się w mojej głowie, bez bycia sprowadzaną "na ziemię", po każdą szaloną imprezę, bez konieczności tłumaczenia się "gdzie byłam i dlaczego". Z pewnością czułam, że chcę robić wszystko, na co mam ochotę, bez względu na to, co myślą inni. Wielu ludzi wokół nadal pukało się w głowy, a ja przeżywałam renesans swojego życia, w zgodzie ze sobą i moimi ówczesnymi potrzebami.

Jednak jak wielu singli, byłam świadoma, że w pewnym momencie na nowo zapragnę zbudować związek i dzielić życie z kimś wyjątkowym w moich oczach. Ufałam, że stanie się to w odpowiednim momencie, kiedy znowu będę na to gotowa. I nie myliłam się.
Obecnie, najwięcej mówi się o singlach w kontekście tego, że singiel też może mieć szczęśliwe życie. I ja się z tym podejściem absolutnie zgadzam. Okres w życiu, kiedy jesteśmy singlami, pozwala nam poukładać siebie, pomaga zadać sobie ważne pytania i obrać drogę. To są bezcenne okresy w życiu, kiedy powinniśmy uwierzyć, że sami też potrafimy sobie świetnie radzić z trudnościami. Ważne jest uświadomienie sobie, że dopiero od miłości do siebie samego możemy nauczyć się darzyć miłością innych. Nie ma nic gorszego od leczenia ran kolejnym związkiem, przenoszenia starych urazów oraz schematów na nowego partnera. Okres samotności uczy nas również kreatywności. Wielu ludzi dopiero wtedy, kiedy zostają sami, zapisuje się na kursy, podejmuje dalszą edukację lub zupełnie zmienia ścieżkę zawodową. "Samotność może mieć ważny wymiar rozwojowy, a życie w pojedynkę może być fajnym czasem, jeśli tylko właściwie go wykorzystamy" (z portalu www.poradnikzdrowie.pl).

Według psychologów, naturalnym etapem jest jednak wyjście z okresu "singielskiego" po pewnym czasie, jako że jesteśmy istotami społecznymi i potrzebujemy obecności drugiego człowieka. Stąd prędzej czy później pojawia się potrzeba, aby kochać i być kochanym. Wielu singli trafia po pewnym czasie do gabinetów psychologicznych, ponieważ przyznaje, że ma problemy z nawiązywaniem relacji społecznych. Pomimo tego, otwarcie nie chcą o tym mówić i deklarują, że jest im świetnie. Ja z własnego doświadczenia wiem, że okres, kiedy cieszyłam się samotnością minął po pewnym czasie i zaczął się etap frustracji oraz tęsknoty za kimś, kto znowu stałby u mego boku na dobre i na złe. Dlatego ważne jest, aby rozpoznać ten moment, zaakceptować zmianę, pozbyć się lęków i otworzyć na nowo na relację. Myślę, że odbywa się to całkiem płynnie, jeśli odrobiliśmy swoją lekcję podczas bycia singlem. Jednakże jest to sprawa bardzo indywidualna, ponieważ obecnie "bycie singlem" staje się stylem życia dla niektórych i oczywiście rodzi to wiele kontrowersji. Pojawiają się opinie, że "pojedynczość" to choroba cywilizacji XXI wieku i że wybór życia w pojedynkę stał się argumentem tłumaczącym niezdolność do nawiązywania głębszych relacji, jako że bardziej skupiamy się na dążeniu do kariery i prowadzimy bardzo szybkie tempo życia. Naukowcy od dawna badają, jak życie w samotności wpływa na naszą kondycję fizyczną i umysłową i twierdzą, że pomimo deklaracji, iż pozostawanie wolnym to nasz wybór, ciężko oszukać naturę: człowiek jest "zwierzęciem stadnym" i trudno jest żyć bez wsparcia drugiej osoby.

Z pytanych przeze mnie singli oraz po przeczytaniu wywiadu z dr Julitą Czarnecką, autorką książki "Wielkomiejscy single", wywnioskowałam, że single żyjący najdłużej w pojedynkę i cieszący się z wolności to ci, którzy poddali się całkowicie rozwijaniu kariery. Jedna z singielek zwierzyła się dr Czarneckiej, że "ona nie wie, czy jest singielką dlatego, że tak dużo pracuje, czy tak dużo pracuje dlatego, że jest singielką".
Kasia, 26-letnia singielka z Krakowa wypowiada się, że pomimo tego iż wiedzie szczęśliwe życie, rozwija swoje pasje i zainteresowania, zauważa pewne niepokojące ją zjawiska. Jednym z nich jest to, że ludzie wokół uznają ją za "wybredną", skoro od dłuższego czasu nie może znaleźć partnera. Trudniej też o kontakty towarzyskie, ponieważ znajomi w związkach rzadziej wychodzą z domu, bądź spotykają się tylko z innymi parami. "Wiele pań traktuje mnie podejrzliwie, jakbym ja o niczym innym nie myślała, jak o odbijaniu ich facetów. Do tego dochodzą smutne fakty ekonomiczne - życie w pojedynkę nie jest tanie. Wielu ludzi nie może uwierzyć, że jestem tyle lat sama - jestem inteligentną, otwartą i atrakcyjną osobą - wciąż słyszę komentarze, że jestem po prostu wybredna lub egoistyczna. Z tego wszystkiego sama zaczęłam się zastanawiać, czy wszystko ze mną w porządku i czy kiedykolwiek wejdę w jakąś normalną relację".

Jakie jest więc to życie w pojedynkę? Łatwe nie jest. Po prostu jedni lubią bardziej podkreślać swoją niezależność, inni traktują samotność jako stan przejściowy i otwarcie mówią, że czekają na zmianę statusu. Jak przyznaje dr Czarnecka: "ponad połowa badanych singli ma ambiwalentny stosunek do swojej sytuacji życiowej: z jednej strony są zadowoleni, bo mogą atrakcyjnie spędzać wolny czas, rozwijać się zawodowo, ale z drugiej strony przyznają, że chcieliby mieć partnera".

Anna Leszczyńska