Przyparci do ściany

Kategorie: Publicystyka
Utworzone: czwartek, 14 czerwca 2018 Autor: Maciej Weber

Wolnoć Tomku w swoim domku, mawiał poeta. Ale w jakim, skoro coraz trudniej o dach nad głową. Kryzys mieszkaniowy w Irlandii wcale się nie zmniejsza. Można powiedzieć, że nawet rośnie
MACIEJ WEBER
Ceny na rynku rosną z roku na rok przeciętnie dobrze o ponad 100 euro. W porównaniu z 2016 rokiem ceny w roku 2017 wzrosły dokładnie o 13,4 procent. Danych z tego roku jeszcze nie mamy, ale patrząc na rok poprzedni - a przecież to całkiem niedawno i dane są miarodajne - jest czym się martwić. Według specjalistów z Draft.ie ten z zeszłego roku to drugi największy wzrost od czasów, kiedy zaczęto prowadzić badania na rynku nieruchomości.
Wiadoma rzecz stolica, więc nic dziwnego, że najmocniej po kieszeni dostają mieszkańcy Dublina. Przeciętny czynsz w Irlandii wynosi w granicach 1140 euro. W Dublinie blisko 1800. Od roku 2011, kiedy te badania zaczęto upubliczniać wzrosły o 66 procent. To gorzej niż brane w Polsce kredyty we frankach szwajcarskich.
Zawinić miał minister z poprzedniego rządu, który ograniczył podwyżki czynszów w niektórych sektorach, przez co rynek zaczął szukać zysków gdzie indziej i sytuacja się skomplikowała. Dodatkowo specjaliści publikują kolejne badania, które zamiast uspokajać tylko zwiększają panikę. Zdaniem ekspertów podwyżki potrwają jeszcze nawet dekadę. Kiepsko. Jeżeli chodzi o wytrzymałość, to dochodzimy do ściany. A mieszkanie to nie jedna, a cztery ściany.
Już w ubiegłym roku zwrócono uwagę na potrzebę wprowadzenia podatku od gruntu, naliczanego w odniesieniu do danej lokalizacji. Obecnie najczęściej wynajmuje się lokale na dłużej, więc wynajmujący powinni dbać o polepszenie warunków i być może obniżyć ceny. Tak byłoby fajnie, tylko nie wiadomo, czy rynek faktycznie tak zareaguje.
Centralny Urząd Statystyczny oszacował, że w Irlandii znajduje się ok. 260 tys. pustostanów, które mogłyby zostać zamieszkane. To jakieś 15 proc. całego rynku mieszkalnego. Te pustostany byłyby wynajmowane taniej. Z pewnością jest to jakiś pomysł.
Pomysłowość ludzka zresztą nie ma granic. Właściciel jednego z dublińskich domów za miejsce na dmuchanym materacu, w pokoju z dwiema osobami, zaproponował 325 euro za dobę. Pokój w domu na nowym osiedlu w dzielnicy Bluebell, ale nie przesadzajmy. Wciśnięty między ścianę a podwójne łóżko w pokoju wycenionym w sumie na 750 euro to jednak średniej miary wygoda. Pomnóżmy to przez cztery i wyjdzie nam coś w rodzaju 1300 złotych. Za tyle to w Polsce można wynająć nie za dzień a za cały miesiąc. I to nie za dmuchany materac, a za cały pokój. Tak, w Irlandii faktycznie jest kryzys. Trochę dmuchany ten cały interes.
Pewna pani na blogu zauważa, że ci, których stać na wzięcie podwyżki z banku na ponad 20 lat stają z kolei przed problemem, że nie ma zbyt wielu nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach, które można po prostu kupić. Jeżeli nie mamy ochoty na dojeżdżanie do Dublina przez czas w jakim dojeżdża się z Łodzi do Warszawy to trzeba naprawdę bardzo przyzwoicie zarabiać. Pani zwraca uwagę, że polskie rodziny najczęściej mieszkają w metrażu od 45 do 60 metrów kwadratowych. W Irlandii opisuje się nieruchomość określając liczbę sypialni i łóżek. W Polsce zachęca się liczbą pokojów. Nie brnąc dalej w te zawiłości nie da się ukryć, że nie jest łatwo. I jeszcze długo nie będzie.
Ciągle też powiększają się różnice pomiędzy bogatymi a tymi najbiedniejszymi. Jak pisał "Irish Times", wciąż ponad 1,5 tys. bezdomnych rodzin pomieszkuje w schroniskach. Minister do spraw mieszkalnictwa obiecywał, że postara się zmniejszyć tę liczbę o jakąś połowę. Do tej pory nie zmniejszył. Plan zakładał walkę z bezdomnością poprzez polepszenie dostępu do mieszkań socjalnych i komunalnych. Do 2021 roku Irlandia ma udostępnić 47 tysięcy nieruchomości. Zdaniem ekspertów cytowanych przez "The Journal.ie" tempo przypomina wyścig żółwi. Jeżeli ktoś zna temat niech przypomni sobie tempo, w jakim dążą do mistrzostwa drużyny w polskiej piłkarskiej ekstraklasie.
Pomysły na rozwiązanie sytuacji bywają różne. Niestety są to raczej rozwiązania krótkotrwałe. Pewna agencja nieruchomości zaproponowała na przykład zakwaterowanie studentów na barkach przerobionych na budynki mieszkalne. Dzięki temu w Galway mogło zamieszkać 400 studentów. Ci jednak nie do takich sytuacji przywykli. Co innego student, a co innego matka z mężem i czwórką dzieci, ewentualnie obarczona teściami. Polacy rozbili miasteczko namiotowe w okolicach Dublina. To także jednak nie rozwiązanie na zawsze. Kiepskie zwłaszcza, gdy nadchodzi zima.
Nie da się ukryć, że ciężko mają (mamy?) w Irlandii. Ale w Polsce też nie jest różowo. W ostatnim kwartale ubiegłego roku wzrosły ceny mieszkań we wszystkich dużych miastach. Tak na rynku pierwotnym, jak też i wtórnym. Za metr kwadratowy nowego mieszkania w Krakowie niedawno trzeba było zapłacić 6791 zł, o 340 więcej niż w roku 2016. Metr kwadratowy mieszkania w Warszawie w ostatnim kwartale minionego roku to 7751 zł (wzrost o 110).
Mieszkania w Polsce drożeją, ale nie jest to tak intensywny wzrost, jak w innych krajach europejskich. Z opracowania Open Finance (na podstawie danych Eurostatu i Banku Rozrachunków Międzynarodowych) wynika, że w relacji rocznej najdrożej było na Islandii. Mieszkania w ciągu roku podrożały tam aż o 15 proc. Jak zauważa Open Finance, ma to związek z trwającym tam od lat intensywnym rozwojem turystyki.
A kto jeszcze znalazł się w czołówce? Żadne zaskoczenie. Irlandia - 13 proc. Dalsza kolejność to Czechy (12 proc.), Portugalia i Bułgaria (11 proc.), Węgry (10 proc.). Polska uplasowała się prawie na samym końcu. W ciągu ostatniego roku ceny mieszkań poszły w naszym kraju w górę o 4 proc. A są państwa, w których odnotowano spadek cen - Włochy (-1 proc.) oraz Grecja (-39 proc.). Ale czy są państwo gotowi na przeprowadzkę?