Rodzina prosi o pomoc! Szpital w Cork nie wykrył raka u polskiego chłopca

Kategorie: Przybornik
Utworzone: czwartek, 14 czerwca 2018

Rodzice 2-letniego Sebastiana z Cork twierdzą, że chłopiec mógł umrzeć, gdyby lekarze w Polsce nie wykryli guza po tym, jak jego choroba została błędnie zdiagnozowana w Szpitalu Uniwersyteckim w Cork.

Sebastian Witkowski doznał niedrożności dopływu krwi do serca z powodu guza o średnicy 8 cm na 9 cm zlokalizowanego w klatce piersiowej. Szpital Uniwersytecki w Cork dokonał skanu, ale lekarze guza nie zauważyli.

Sebastian przechodzi teraz agresywne leczenie chemioterapeutyczne w Polsce, a rodzina twierdzi, że brakuje im środków finansowych, gdyż ich europejska karta ubezpieczenia zdrowotnego pokryje koszty leczenia tylko przez trzy miesiące.

Spuchła mu twarz i nie mógł oddychać

Agnieszka i Paweł Witkowski prowadzili w Cork własną działalność gospodarczą. Sebastian urodził się w lipcu 2015 roku i był zdrowym chłopcem. W lutym 2-latek zaczął cierpieć z powodu uporczywego kaszlu. Lekarz rodzinny skierował chłopca do szpitala w celu wykonania zdjęcia rentgenowskiego. W tym czasie Sebastian zachorował na zapalenie oskrzeli. Po jakimś czasie wypisano go ze szpitala, ale Sebastian nie wykazał żadnych oznak poprawy i 10 dni później został ponownie przebadany przez swojego lekarza. Przepisano mu kolejny antybiotyk, ale stan jego zdrowia pogorszył się na tyle, że kaszlowi zaczęły towarzyszyć obrzęki twarzy i klatki piersiowej oraz siniak na piersi.Paweł Witkowski powiedział w radio, że przywiózł swojego syna do CUH, gdzie czekali dziewięć godzin na prześwietlenie i zostali zwolnieni, ponieważ powiedziano, że siniak był prawdopodobnie spowodowany uderzeniem lub upadkiem. Para postanowiła zabrać syna do Polski.- W samolocie sytuacja stała się bardzo poważna, ponieważ jego trudności z oddychaniem pogłębiły się. W trakcie lotu leżał cały czas na podłodze samolotu. Gdy tylko wylądowaliśmy w Polsce, udaliśmy się na pogotowie. Zrobili prześwietlenie klatki piersiowej i od razu odkryli guz, bardzo duży guz. Ma dziewięć na osiem centymetrów. Z tego powodu Sebastianek miał trudności z oddychaniem. To ogromny guz wewnątrz klatki uciskający jego tętnice i w zasadzie lekarze w Polsce powiedzieli nam, że mój syn może umrzeć w ciągu następnych 48 godzin, jeśli guz nie zostanie zredukowany - powiedział Paweł Witkowski.

Polscy lekarze powiedzieli, że to był cud

Opuszczając Irlandię, Witkowscy otrzymali informację, że ich europejska karta ubezpieczenia zdrowotnego pokryje koszty leczenia tylko przez trzy miesiące. Przedstawiciel HSE, z którym rozmawiali rodzice Sebastiana stwierdził, że nie wie co zrobić w ich przypadku, po upływie 3 miesięcy, gdyż rodzina przebywa poza granicami Irlandii.

-To nie jest nasz wybór, wolimy być tam w Irlandii, ponieważ będąc tu prawdopodobnie stracimy pracę, gdyż przez ostatnie 10 lat pracujemy na własny rachunek. W tej chwili nie możemy pracować. Moja żona jest bardzo przygnębiona. Przebywamy z Sebastianem 24 godziny na dobę. Za kilka miesięcy będzie nam ciężko...- oznajmił ojciec chłopca.

- Lekarze w Polsce powiedzieli, że to był swego rodzaju cud, ponieważ technicznie Sebastian nie powinien przeżyć lotu z powodu różnicy ciśnień- dodał mężczyzna.
2-latek nie może już chodzić i "już się nie uśmiecha". Jest tak słaby, że rodzina nie może wrócić do Irlandii a leczenie chłopca może potrwać nawet 2 lata.

- Nigdy nie korzystaliśmy z żadnych świadczeń socjalnych, zawsze ciężko pracowaliśmy ... Teraz nie możemy korzystać z pomocy społecznej, ponieważ jesteśmy za granicą - powiedział Paweł Witkowski.

Nawet katar może go zabić

Na stonie gofundme.com możemy przeczytać:

"Zostaliśmy przyjęci do Przylądka Nadziei, Transregionalnego Centrum Onkologii Dziecięcej we Wrocławiu. Zanim otrzymaliśmy ostateczną diagnozę, Sebastian otrzymał chemioterapię, aby uratować mu życie. Następnego dnia zdiagnozowano u niego złośliwego chłoniaka z limfoblastycznego raka, stadium III (poza IV etapami) i rozpoczęliśmy bardzo agresywną chemioterapię. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że ponieważ mieszkamy i pracujemy w Irlandii od ponad 12 lat, a my jesteśmy ubezpieczeni w Irlandii, będziemy musieli pokryć koszty wszystkich zabiegów medycznych świadczonych Sebastianowi w Polsce. Będziemy musieli wynająć mieszkanie w pobliżu szpitala przez minimum 18 miesięcy, ponieważ będą krótkie przerwy w protokole leczenia. Wiele tych 2-dniowych "okien" pomiędzy etapami chemoterapii oznacza, że nie możemy pozostać w szpitalu (tylko w sytuacjach nagłych, jak infekcje lub złe efekty uboczne leczenia). System odpornościowy Sebastiana jest zdewastowany po chemioterapii... musimy trzymać go z dala od potencjalnych zagrożeń infekcjami - nawet katar może być śmiertelny. Oznacza to, że będziemy musieli zapłacić za wynajem mieszkania w Polsce, a także za regularne profesjonalne sprzątanie / dezynfekcję pomieszczeń. Będziemy musieli zakupić specjalne suplementy diety, sprzęt medyczny do opieki domowej Sebastiana, jednorazowe ubrania do pracy z jego cewnikiem Hickmana (specjalna silikonowa linia prowadząca prosto do serca Sebastiana) i wiele akcesoriów medycznych używanych do testowania jego parametrów krwi każdego dnia w celu przestrzegania protokołu leczenia chemioterapeutycznego. Będziemy również potrzebować specjalnego urządzenia zwanego "rekuperatorem", aby zapewnić suche i czyste powietrze w domu. Pomieszczenia będą również musiały być "ozonowane" co tydzień w celu odkażenia wszystkich powierzchni. Lekarze powiedzieli nam, że będzie wiele innych wydatków, które trudno jest obecnie wymienić, więc nie możemy nawet przewidzieć dokładnej kwoty, której potrzebujemy przez następne 2 lata".

Rzecznik Cork University Hospital nie chciał komentować sprawy.

Rodzina zbiera teraz fundusze, które mają im pomóc w leczeniu 2-letniego Sebastiana.

Link do zbiórki tutaj: www.gofundme.com/help4sebastian

Magdalena Graszk

Źródło: www.polska-ie.com