Historia Sandry

Kategorie: Publicystyka
Utworzone: poniedziałek, 2 lipca 2018

W zeszłym roku Sandra Olszewska (lat 30) była szczęśliwą mamą dwójki dzieci. Spodziewała się trzeciego dziecka i właśnie wyszła za maż za Rafała Białka. Nic nie wskazywało, że wkrótce ich rodzinę spotka niezwykle trudne doświadczenie. Para wzięła ślub w listopadzie i radośnie oczekiwała przybycia ich pierwszego syna (Sandra ma dwoje dzieci z poprzedniego związku).

Nagle, w grudniu 2017 r., Sandra zauważyła małą i bezbolesną grudką na swojej lewej nodze. Wkrótce guz zaczął się rozrastać szybciej i stał się bolesny, więc Sandra zwróciła na to uwagę konsultanta CUH podczas rutynowej 4,5-miesięcznej kontroli ciążowej. Zbadano ją i uspokojono, że jest to nerwiakowłókniak, a więc łagodny i nienowotworowy guz, który rośnie na nerwach. Niestety, w miarę postępu ciąży guz stawał się coraz większy, powodując rozdzierający ból w nodze. Czasami ból był tak silny, że Sandra musiała być hospitalizowana. Między grudniem 2017 r. i marcem 2018 r. była przyjęta do szpitala 7 razy! Lekarze wykonali badanie ultrasonograficzne lewej nogi, aby upewnić się, że nie ma tam skrzepów krwi i zalecili Sandrze przyjmowanie 2 tabletek paracetamolu co 4 godziny, aby uśmierzyć ból. W lutym 2018 r. jeden z lekarzy CUH, badający Sandrę, stwierdził, że martwi się, że może to być coś poważniejszego niż neurofibroma. Sandra powiedziała o tym lekarzowi nadzorującemu jej sprawę i poprosiła, aby to obejrzał i coś zrobił. Jednak ta prośba została zignorowana, a Sandrze powiedziano, że zajmą się tym po urodzeniu syna, ponieważ nie mogą wiele zrobić, kiedy jest w ciąży.

23 marca 2018 r. Sandra urodziła swojego najmłodszego syna, Tobiasza. Po Wielkanocy wykonano biopsję, aby ustalić, czy szybko rosnący guz rzeczywiście był nerwiakowłókniakiem. Zaledwie miesiąc po porodzie, 24 kwietnia, powiedziano Sandrze, że jej guz jest mięsakiem tkanek miękkich o wysokiej złośliwości. Na tym etapie guz rozwijał się w przybliżeniu 1-2 cm na tydzień i osiągnął już 50 cm. Wstrząs, niedowierzanie, strach... Rodzina miała złamane serca. Lekarze z CUH postanowili wykonać test PET, aby dowiedzieć się, czy rak już rozprzestrzenił się na inne narządy lub kończyny. Pomimo tego, że nowotwór był złośliwy, to rozwijał się lokalnie na nodze i jeszcze nie spowodował przerzutów. Jednak Sandrze powiedziano, że ze względu na rozmiar guza trzeba będzie amputować jej nogę. Wkrótce guz już tak naciskał na struktury łydki, że złamał kość strzałkową, a Sandra została po raz kolejny hospitalizowana w CUH.

We wtorek (dwa tygodnie temu) odbyła się operacja, podczas której Sandrze amputowano nogę. Operacja trwała 3 godziny i przebiegła bez żadnych komplikacji. Obecnie Sandra przebywa jeszcze w szpitalu i zostanie tu przez kolejne tygodnie. Cały czas ma podłączone znieczulenie zewnątrzoponowe (epidural). Ma kochającą rodzinę oraz wspaniałych przyjaciół, którzy są obok niej przez cały czas. Wszyscy starają się, aby zarówno jej stan psychiczny, jak i fizyczny były w jak najlepszej formie. Również pielęgniarki robią wszystko, aby umilić Sandrze pobyt w szpitalu, a ona pomału zaczyna wstawać z łóżka i radzić sobie z wózkiem, na którym musi się poruszać. Jeszcze w tym samym dniu po amputacji Sandra zaczęła przeglądać
strony firm które wykonują protezy i snuć plany, którą kupimy. Jej wymarzoną protezą jest taka w kolorze ciała oraz która będzie mieć stopę, aby mogła zakładać buty, bez których nie wyobraża sobie wyjścia...

Czeka ją jeszcze długa rehabilitacja oraz nauka chodzenia na nowo. Ważne jest jednak to, że nie opuszcza jej poczucie humoru.
Cała ta sytuacja, która się wydarzyła, a do której nie powinno w ogóle dojść, pokazała nam wszystkim, jak wspaniali są ludzie, ich dobro, życzliwość. Okazało się, że nie jesteśmy sami, że są ludzie, dla których warto żyć. Mąż Sandry - Rafał dzieli swój czas pomiędzy pracę, szpital i dom. Obecnie pracuje tylko dwa dni w tygodniu, żeby resztę czasu poświęcić opiece nad Sandrą oraz dzieciom: Viktorowi i Glorii (które chodzą do szkoły) oraz trzymiesięcznemu Tobiaszowi. Wspomaga ich także mama Sandry, która wspaniale opiekuje się wnukami.

Mimo to odszkodowanie ubezpieczeniowe Sandry jest wciąż prześwietlane, a firma ubezpieczeniowa robi wszystko, co tylko możliwe, aby opóźnić proces i ostatecznie nic nie płaci  rodzinie Sandry. Większość pieniędzy wydano do tej pory, a ubezpieczyciel nie chce współpracować z rodziną Białków. Dlatego została uruchomiona kampania, która ma na celu zebrać 15 000 euro, które zostaną przeznaczone na opiekę medyczną , suplementy, wózek inwalidzki ,oraz protezę dla Sandry. 

Prosimy o wsparcie rodziny Białków w tym trudnym dla nich czasie czasie!

https://www.gofundme.com/save-sandra