reklama

Orzę morze

Środa, 15 Maj 2013

Co łączy Polskę ze Szwecją? Oprócz wspólnego króla Zygmunta III Wazy, potopu szwedzkiego i sklepów IKEA, nasze kraje zaczynają łączyć iście kabaretowe lewackie pomysły.

2 maja, w Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej oraz Dzień Polonii i Polaków za Granicą, w kRAJu zafundowano tubylcom radosny odpust, pod hasłem "Orzeł może". Jak napisali organizatorzy, «we wspólnej - Programu Trzeciego Polskiego Radia i "Gazety" - apolitycznej kampanii społecznej "Orzeł może" zamierzamy rozprawić się ze stereotypem Polaka pesymisty, malkontenta, nadętego smutasa, który ma wszystkim za złe i innym zazdrości. (...) A nasz narodowy mesjanizm i męczeństwo zamknijmy na klucz w starej rekwizytorni. Może już nigdy nie będą nam potrzebne». Podobno nie można wszystkim dogodzić, ale wkurzyć wszystkich to już żaden problem. I to się organizatorom akcji udało nad podziw...

Zacznijmy od biblijnej lekcji, kiedy to Izraelici dopiero co wyprowadzeni z egipskiej niewoli, zrobili sobie złotego cielca. Przez ten wybryk o mało nie stracili statusu Narodu Wybranego i w ogóle jakiegokolwiek narodu, bo cudem wszyscy uniknęli wówczas śmieci z powodu boskiego gniewu. Tak czy owak, trzy tysiące z nich straciło tego dnia życie, a reszta musiała się błąkać czterdzieści lat po pustyni, aby wyrosło nowe pokolenie, nieskażone bałwochwalstwem.

Wróćmy teraz do współczesności i akcji "Orzeł może". Na początek organizatorzy postanowili zastąpić nasz narodowy symbol - Orła Białego. W tym celu zlecili ulepienie z czekolady białego mrówkojada, któremu doczepiono skrzydła i postawiono go na stercie, za przeproszeniem, guana, zdaje się też z czekolady. Jak to wiek temu z okładem pisał Wyspiański w "Weselu":

"Ptok ptakowi nie jednaki,
człek człekowi nie dorówna,
dusa dusy zajrzy w oczy,
nie polezie orzeł w gówna".

Na marginesie - czasy teraz takie, że nawet Wyspiańskiego cytować jest niebezpiecznie, o czym przekonał się choćby Marek Król po publikacji w 2010 roku na łamach "Wprost" swojego słynnego felietonu pt. "Nie polezie orzeł w GWna", w którym przejechał się po "salonie". Bezprawnie, jak stwierdził dwa lata później sąd, wyrzucono go za to z tygodnika, z którym był związany przez ponad ćwierć wieku.

A wracając do orła i tego, w co nie polazł: jeszcze i tym razem nie wdepnął, bo zastąpił go mrówkojad, ale jak długo ta ekwilibrystyka się uda, nie wiadomo... Tak czy owak, historia lubi się powtarzać, chociaż może się różnić w szczegółach: Izraelici drogo zapłacili za eksperymenty ze złotym cielcem - obawiam się, że Polacy również zapłacą za tę historię z czekoladowym mrówkojadem, chociaż na razie trwa jeszcze karnawał. Karnawał, w którym w Dzień Flagi, zamiast tejże flagi, rozdaje się gawiedzi różowe baloniki i okulary. Europę trzeba gonić, a Polska jak zawsze w awangardzie. Najpierw, za komuny, wolno było wieszać flagi czerwone, potem wywalczyliśmy trochę pozornej wolności, gdzie raz do roku wywieszano flagę biało-czerwoną, a dzisiaj de facto wywiesiliśmy flagę białą, symbolizowaną przez różowe baloniki. Wkrótce pewnie znowu wrócimy do flagi, tylko już tęczowej. Wtedy będzie tak, jak chcieli organizatorzy tejże akcji: w wojnie polsko-polskiej pod flagą kolorowo-tęczową wreszcie rozprawimy się ze "stereotypem Polaka pesymisty, malkontenta, nadętego smutasa, który ma wszystkim za złe i innym zazdrości".

Akcja miała być podobno społeczna i apolityczna, ale - a jakże - swoją fizjonomią firmował ją prezydent RP Bronisław Komorowski. Inna rzecz, że chyba już nikt w Polsce nie traktuje poważnie urzędu prezydenta, sprowadzonego przez Donalda Tuska - który już dawno temu powtarzał, że "prezydent nie jest mu do niczego potrzebny" - do stania pod żyrandolem.

No cóż, panta rhei jak stwierdził Heraklit, a bardziej swojsko: "należy się z postępem iść", jak z kolei uważał jeden z bohaterów niezapomnianej filmowej trylogii "Sami swoi". W Szwecji poszli już tak bardzo do przodu, że "chcąc zmniejszyć różnicę pomiędzy płciami", na poważnie rozważa się projekt "nakazujący korzystanie z toalety jedynie na siedząco". Uznano bowiem, że "kobiety są dyskryminowane w toalecie, gdyż mężczyźni mogą z niej korzystać również na stojąco". Czasami zastanawiam się, czy to wszystko się dzieje naprawdę? Zawsze mi się wydawało, że świat ma swój urok właśnie dlatego, że są różnice między płciami, czasem większe, czasem mniejsze, ale jednak. Ba, sporo kobiet wydaje niezłe sumy nawet na operacje plastyczne, żeby te międzypłciowe różnice jeszcze podkreślić - no, ale może ja się nie znam.

Tak czy owak, proponuję iść za ciosem w tym zacieraniu różnic: trzeba coś zrobić też choćby z możliwością karmienia piersią, że o rodzeniu dzieci nie wspomnę. Toż to przecież z kolei dyskryminacja mężczyzn! Pomijam już fakt, że ten toaletowy problem powstał w głowie mężczyzny, chociaż co prawda lewaka. Kobiety są jednak znacznie inteligentniejsze i nie szukają na siłę rozwiązań problemów, które nie istnieją. Swoją drogą, nakaz czy zakaz, którego nie można wyegzekwować nie ma sensu, ciekawi mnie więc, w jaki sposób ci postępowi Szwedzi chcą sprawdzać, czy czasem jakiś nieuświadomiony przybysz z dalekiego kraju nad Wisłą nie będzie jednak korzystał z toalety na stojąco. Kamery poinstalują, czy jak? Nowa era Big Brothera...

Zarówno czekoladowe mrówkojady i pomysły rodem z toalety byłyby może zabawne, gdyby nie to, że mają wspólny mianownik w postaci lewactwa, które to wymyśla i co gorsze - próbuje wprowadzać w życie. Lewactwo nie od dzisiaj wierzy w teorię "walca, który przyjdzie i wyrówna", chociaż wszystkie poprzednie tego typu eksperymenty kończyły się spektakularną klapą, często pociągając za sobą tragedię całych narodów. Na razie mamy wspomniany karnawał, jest "nowocześnie" i "zabawnie", trwa chocholi taniec wokół złotego cielca albo czekoladowego mrówkojada - do wyboru.

Wiem, że łatwiej będzie zaorać morze, niż przekonać co niektórych, że nie można w imię humanizmu znieść kary śmierci nawet dla największych zbrodniarzy, a jednocześnie domagać się prawa do aborcji i eutanazji, często przymusowych. Nie można domagać się praw dla zwierząt, a jednocześnie zamrażać i handlować ludzkimi zarodkami, że o przeprowadzaniu na nich eksperymentów medycznych nie wspomnę. Nie można też udawać, że nie ma różnicy pomiędzy kobietą i mężczyzną czy orłem a mrówkojadem, choćby nawet z czekolady... Gdybym był realistą, to bym sobie zanucił: "już umiera ta kraina, tego nikt już nie powstrzyma", ale ja, niepoprawny optymista, ciągle jednak wierzę, że "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...".

Piotr Słotwiński

Najnowszy numer
Listopad 2020 (130)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty