reklama

W rocznicę wyborów stulecia

Wtorek, 4 Czerwiec 2013

4 czerwca rano. 24 rocznica pierwszych wolnych wyborów w Polsce. Gdy komuniści oddawali władzę, nie wyświechtana jeszcze wówczas Solidarność będąca dla komunistycznej władzy solą na rany szykowała się do największego sukcesu w historii zniewolonych społeczeństw Europy Środkowej i Wschodniej, które kierując się polskim przykładem obalały dyktatorskie reżimy w swoich krajach. Był to też czas, gdy czuło się wszechobecne poczucie wspólnoty, nie tylko narodowej ale również z tymi, którzy podobnie jak my zrywali pęta sowieckiej i komunistycznej dominacji.
Cóż dzisiaj pozostało z owego poczucia narodowej wspólnoty i zwyczajnej międzyludzkiej życzliwości. Odpowiedź jest krótka - nic... Przez wszystkie lata od czasu odzyskania suwerenności trawiliśmy czas na wewnętrzne spory i coraz bardziej różniące nas podziały doprowadzając do tego, że gdzieś w ich tle pozostały niewątpliwe sukcesy Polski na arenie międzynarodowej, jak wejście do NATO, czy Unii Europejskiej. Większość polskich rządów (może z wyjątkiem rządu Tadeusza Mazowieckiego) skoncentrowała swoje wysiłki na walce politycznej, nie robiąc nic, by odniesione sukcesy przekuć w zapewnienie Polakom należytych warunków rozwoju we własnym kraju, tak by wejście do europejskich struktur nie było tylko transferem za granicę najlepszych specjalistów różnych zawodów, którzy niejednokrotnie po okresie krótkiej prosperity, szlifują bruk na brytyjskiej, czy irlandzkiej ziemi.

Niestety nie potrafimy wyzwolić się z naszej wrodzonej skłonności do autodestrukcji także i na obcej ziemi przenosząc wszystkie nasze codzienne zmory i przekleństwa obecne w kraju na grunt emigracyjny. Polska bezinteresowna nieżyczliwość, o której wspominał kiedyś Jacek Kaczmarski stała się za granicą widoczna jeszcze bardziej jaskrawo, niż w dalekiej ojczyźnie i nie jest to rezultat nacisku wszechobecnej niegdyś komuny: deformacji człowieka (zdawałoby się ) rozumnego w zakompleksiałego pokurcza, jakim był i jest homo sovieticus. Jak myślę jest to niestety tylko część prawdy.

Komunizm, system genialny w swej zdolności destrukcji, deprawował każdy naród inaczej. Skłonność znaną ze stereotypów przekształcając w karykaturę. Jest narodowym narcyzmem twierdzić, że Polak dzisiejszy dlatego jest w tak słabej kondycji, że żył w opresji komunizmu. Raczej bolszewia wydestylowała z niego cechy, które na kształt robaka toczą nasz charakter. [Czesław Bielecki, Plus-Minus, Rzeczpospolita 27-28 kwietnia 2002]

Dlaczego dzieje się tak, że gdy inne nacje wspomagają się zwłaszcza na obcym, emigracyjnym gruncie, Polacy robią wszystko, by uprzykrzyć sobie życie, będąc dla siebie nawzajem zawistni i złośliwi. Przypomina się mi jedna z ostatnich scen kultowego już filmu "Dzień świra ze wspaniałą rolą Marka Kondrata i słynna już modlitwa Polaka.

W dziedzinie intryg i manipulacji Polak jest uzdolniony na miarę swojego niegdysiejszego snobizmu na Francję. Tyle że są to w większości przypadków intrygi bezpłodne: Ich meandry dla ludzi nastawionych na skuteczność są nie do rozplątania: kto, komu, dlaczego? Po co te kolejne mylące tropy, dokąd biegnie znów lis z emigracyjnej i rodzimej, polskiej klechdy? Z upływem lat okazuje się, że donikąd. Polski polityk - jak erotoman - nie może zasnąć bez kolejnej afery z kolejnym partnerem.

Prawdziwą namiętność czynu zastąpiła u większości polityków gra napędzana miłością własną. Wyborcy, z jednej strony, tolerują tę krew z krwi i kość z kości, z drugiej - zniechęcają się do oglądania na szczytach społecznych tego, co na co dzień ich męczy. Zakłamanie, bezinteresowna nieżyczliwość i zawiść, oto trzy grzechy główne nie tylko polskich polityków, ale także a może przede wszystkim tak zwanych "zwykłych obywateli".

Zakłamanie rodem jeszcze z najgorzej pojmowanego sarmatyzmu realizowane dzisiaj w stosunku do Kościoła i religii. Nie przeszkadza "prawym katolikom" bronić krzyża przed "zakusami prezydenta - antychrysta", organizować bezalkoholowe przyjęcia, bo stoi to w sprzeczności z "nauką Kościoła", by zaraz potem poświadczać nieprawdę, przy każdej niemal okazji, byle by tylko było na "moje" lub moich kompanów. Obóz zebrany wokół pewnej toruńskiej rozgłośni dowiódł już wielokrotnie, jak bardzo różni się od oficjalnej nauki płynącej z chrześcijańskiej miłości bliźniego. Takich Rydzyków w zepsutym społeczeństwie niestety jest sporo. Swój nienawistny jad sączą w każdej dziedzinie życia społecznego najjaśniejszej RP. Na emigracji lubimy pokazywać swoje przywiązanie do Polski i do narodowych tradycji, tyle tylko, że wychodząc z Polskiego Kościoła, jak opętani jakimś tajemniczym złym duchem rodem z "Wesela" błądzimy znów w chocholim tańcu naszych najgorszych cech, o których pisywali już pisarze renesansu z Kochanowskim na czele.

Są rodzaje polskiej, bezinteresownej zawiści w swoim wyuzdaniu, zapalczywości, łapczywości niszczące nawet te przejawy wolnego życia, których nawet najbardziej brutalny komunizm nie był w stanie zniszczyć. Te emocje, nawyki i odruchy przetrwały do dzisiaj i z biegiem lat nikt nie wydał im zdecydowanej walki. Ci co próbowali okrzyczani zostali "wrogami Polaków i nieprzyjaciółmi Polski, jak choćby Litwin Miłosz, podejrzany Geremek, czy Żyd Kuroń wraz z Żydem Michnikiem" Walka z najgorszymi cechami w Europie wymagałaby rozstania z różnymi narodowymi mitami. Przede wszystkim tym największym, że ruch "Solidarności" przezwyciężył naszą nierzetelność, niesolidarność i nieodpowiedzialność. Bez żadnych wrogów te cechy zamieniają w koszmar nasze codzienne życie. Z ich powodu - jak głosi popularne przysłowie - z rodziną wychodzimy dobrze tylko na zdjęciach...
Grzegorz Adamczewski

Najnowszy numer
Listopad 2020 (130)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty