reklama

Wycisnąć wszystkie Soczi

Wtorek, 11 Luty 2014

Od 7 do 23 lutego Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Ile zdobędziemy medali? Optymiści prześcigają się w prognozach. Polski minister sportu mówi, że 10. Prezes związku narciarskiego, że nawet 12. My znamy historię i twierdzimy, że co najwyżej pięć. Kamil Stoch, drużyna skoczków i oczywiście Justyna Kowalczyk.

Kiedyś w letnich igrzyskach Polacy regularnie zdobywali ponad 20 medali. Z trzech ostatnich przywozili tylko po 10. Za to przez całe XX stulecie w igrzyskach zimowych zaledwie cztery. W tym tylko jeden złoty (Wojciech Fortuna w 1972 roku). Odkąd zaczął się XXI wiek, zima jest dla polskich sportowców zdecydowanie łaskawsza. Przede wszystkim dlatego, że pojawili się Adam Małysz i Justyna Kowalczyk. Tylko ta dwójka zdobyła aż osiem krążków. Adam po dwa srebrne i po dwa brązowe, Justyna złoty, srebrny i dwa brązowe. Do tego było srebro biatlonisty Tomasza Sikory i brąz drużyny panczenistek. Igrzyska przed czterema laty w Nagano były dla polskich sportowców najlepsze w historii. Ale nawet wtedy zdobyli oni tylko sześć krążków.

Teraz optymiści twierdzą, że sama Justyna stanie trzy razy na podium. Do tego Stoch dwukrotnie na skoczniach w konkursach indywidualnych i z kolegami w drużynie. Przewidują też medal dla jednej z biatlonistek, po medalu dla drużyny kobiet i mężczyzn na torze do jazdy szybkiej na lodzie i na tym samym torze miejsce na podium dla Zbigniewa Bródki, zdobywcy Pucharu Europy. Czyli 10 medali. Raczej niewykonalne.
O ile jednak cztery lata temu raz udało się paniom, o tyle, poza bardzo zamierzchłymi czasami i niespodziewanym drużynowym brązem pań przed czterema laty, polscy panczeniści podczas igrzysk zawsze zawodzili nadzieje. Biatlonistki stawały już na podium mistrzostw świata (Krystyna Pałka i Paulina Hojnisz), ale to były fuksy. W zawodach Pucharu Świata, poza sporadycznymi miejscami w czołowej dziesiątce, ich miejsce jest raczej w drugiej, jeżeli nie dalej. Dlatego medal byłby zaskoczeniem. W tej sytuacji nie ma co szaleć. Czyli Justyna oraz skoczkowie.

Justyna zrobi swoje
Kowalczyk nie jest tak silna jak w poprzednich latach, kiedy Puchar Świata miała właściwie zagwarantowany od początku sezonu. Teraz przygotowania zakłóciło zamieszanie z Tour de Ski, z którego wycofała się na znak protestu. Ale i tak swoje powinna zdobyć.
I mimo że na sukcesy w sprincie nie ma co za bardzo liczyć (chociaż cztery lata temu Polka była wicemistrzynią olimpijską), to 13 lutego obowiązkowo trzeba włączyć telewizory. Tego dnia jest bieg na 10 kilometrów techniką klasyczną, którego Justyna Kowalczyk będzie zdecydowaną faworytką. Ma szanse na medal także pięć dni wcześniej, na 15 kilometrów obiema technikami. Tu raczej prześcignie ją Marit Bjørgen, poza nią jednak już nikt nie powinien. No i na koniec - 23 lutego będzie szansa na brąz (w ten sposób Kowalczyk powtórzyłaby wynik z Vancouver - po jednym złotym, srebrnym i brązowym medalu). Gdyby najdłuższy dystans poprowadzono "klasykiem", typowalibyśmy Polkę na zwyciężczynię. Ponieważ jednak styl jest tym razem dowolny, to będzie ciężko powtórzyć złoto sprzed czterech lat (po pamiętnej walce z Bjørgen na ostatnich metrach). Kolejność powinna tu być następująca: 1. Therese Johaug, 2. Marit Bjørgen, 3. Justyna Kowalczyk.

Stoch na dużej i drużyna
W pewnym momencie sezonu mogło się zdawać, że nasi skoczkowie zdominują tegoroczną rywalizację. Pierwszy konkurs Pucharu Świata w sezonie sensacyjnie wygrał Krzysztof Biegun, potem zwyciężył Stoch, a podczas dwóch konkursów w Szwajcarii nasi byli nie do pobicia. O ile zwycięstwo Stocha - w końcu mistrza świata - było oczekiwane, o tyle wygrana Jana Ziobry - kompletnie nie. I dwukrotnie byli obaj na podium. Tyle, że poza naszym "numerem 1", pozostali wrócili później do grona średniaków.
Stoch objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej PŚ, ale potem na długo przestał wygrywać. W Turnieju Czterech Skoczni był tylko siódmy. Za to do ścisłej czołówki wrócił Simon Ammann. To byłby numer, gdyby znowu udało mu się zwyciężyć na olimpijskiej skoczni. Szwajcar wygrywał obydwa konkursy na obu ostatnich igrzyskach. Gdyby teraz wygrał choć jeden, byłby to wynik nie do powtórzenia, chociaż i tak już przeszedł do historii.
Do niedawna za fenomen uchodził Gregor Schlierenzauer. Ostatnio znacząco obniżył loty, za to prestiżowy TCS sensacyjnie wygrał debiutant Thomas Diethart, mając za plecami rutynowanego Thomasa Morgensterna.
Zwycięstwo w drużynie dla Austriaków w tej sytuacji wydaje się pewne. A jakie są szanse Polaków? Gdyby zachowali dyspozycję z początku zimy, stawialibyśmy na wicemistrzostwo. A tak, na miejsca 2-5 niemal równe szanse ma pięć zespołów: Norwegia, Niemcy, Japonia, Słowenia i Polska rzecz jasna. W tej sytuacji liczymy na brąz. Szansa jest spora.
A indywidualnie? Coś nam mówi, że Morgenstern, który ostatnio po ciężkim upadku spisuje się lepiej niż przed nim, może zostać mistrzem średniej skoczni. Na tym obiekcie różnice na ogół są minimalne, łatwiej o przypadkową kolejność i szanse na sukces zwykle ma kilkunastu skoczków. Dlatego liczyć, że Stoch zdobędzie tu medal, to pewna loteria. Natomiast na dużej skoczni szansa jest spora. Coś z kolei nam podpowiada, że będzie srebro. A w tle pozostali z szansą, że w jednym z konkursów któryś z nich wejdzie do dziesiątki. W drużynie są cztery miejsca. Mimo że pucharowe triumfy odnotowali Biegun i Ziobro, to w zespołowej rywalizacji trener Łukasz Kruczek zapewne postawi na równiejszych Piotra Żyłę, Macieja Kota i Klemensa Murańkę.
Gdyby z tych igrzysk wycisnąć wszystkie soki, to w sumie w Soczi powinniśmy mieć pięć krążków. Trzy od Justyny i dwa od skoczków. I będzie dobrze. Nie można przesadzać. Więcej chyba nie da się wycisnąć.

Najnowszy numer
Listopad 2020 (130)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty