reklama

Skupmy się na ludziach, nie na wskaźnikach

Środa, 12 Luty 2014

Kryzys gospodarczy w Irlandii ma tysiące różnych twarzy. Czasami są to twarze byłych budowlańców, którzy bezskutecznie szukają nowego zatrudnienia, czasami smutna twarz starszej kobiety, która straciła wszystkie oszczędności odkładane na firmowym funduszu emerytalnym, czasami jest to twarz dziecka, które nie rozumie, dlaczego rodzice nie mogą mu kupić nowej zabawki.
Kryzys ma także inną twarz - bliżej nieokreśloną twarz bankiera lub szefa międzynarodowej organizacji finansowej, które wyrażają zgoła inne uczucia niż twarze zwykłych ludzi.

15 grudnia 2013 roku zakończyła się pewna epoka w irlandzkiej gospodarce. Tego właśnie dnia oficjalnie został zamknięty rozdział pomocy finansowej udzielonej irlandzkiemu budżetowi przez tzw. Trojkę, czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny i Komisję Europejską.

Irlandia, a raczej irlandzcy politycy świętowali ten dzień jako chwilę wyzwolenia spod nakazów i zakazów narzuconych przez instytucje międzynarodowe. W sumie nic dziwnego, "pozbycie się Trojki" było celem Irlandii od chwili przyjęcia pomocy finansowej, a determinacja rządu była widoczna w kolejnych budżetach skrojonych pod dyktando urzędników z Brukseli.
Teraz, kiedy oficjalnie nad rządem nie ma kontroli, może on sobie pozwolić na większą swobodę i warto, by tę swobodę wykorzystał do odejścia od modelu gospodarczego, który zawiódł Irlandię i który doprowadził jej gospodarkę na skraj przepaści.

Rząd na rozstajach

Tym razem nie może chodzić wyłącznie o to, by zgadzały się rachunki oraz by wielcy gracze finansowi byli zadowoleni. Irlandia ma szansę i możliwość zbudować gospodarkę opartą na potrzebach swoich obywateli, a nie na potrzebach instytucji finansowych. Gospodarkę, która w centrum postawi prawdziwą pracę prawdziwych ludzi, zamiast wyimaginowanych wskaźników, które trzeba osiągnąć za wszelką cenę. Gospodarkę, która oparta będzie na uczciwej relacji między państwem a obywatelem i w której żaden obywatel nie będzie czuł się przez państwo pominięty. Wreszcie gospodarkę, której miarą sukcesu będą nie tylko wskaźniki gospodarcze, ale też rozwój społeczny.
Rząd ma do wyboru kilka dróg, a to, którą zdecyduje się pójść, określi, jak będą wyglądały irlandzkie: gospodarka, polityka i społeczeństwo za kilka lat. Skupienie się na potrzebach obywateli to pierwszy krok w dobrym kierunku, jednak do budowy wyważonej gospodarki i świadomego swoich praw i obowiązków społeczeństwa prowadzi wyboista i długa droga.

Moralność a nie kasa

Po pierwsze, priorytetem powinno być zapewnienie godnych warunków pracy wszystkim, którzy tę pracę mają. To przecież pracujący są tym, co napędza każdą gospodarkę, to właśnie oni wstają codziennie rano, pracują przez kilka godzin dziennie i płacą podatki. To oni budują bogactwo tego kraju i to oni umożliwiają jego rozwój. To wreszcie oni, dzieląc się swoimi zarobkami z państwem, pozwalają mu na rozwój, w którym i oni mają swój udział. I rząd musi pamiętać, że to nie pracownicy służą jemu, ale on powinien służyć im, udzielając wsparcia, kiedy potrzeba i ratując w razie kłopotów.

Po drugie, Irlandczycy muszą stać się społeczeństwem prawdziwie obywatelskim. Rola państwa powinna ograniczać się właśnie do wspomagania obywateli w ich dążeniach, nie powinna być rolą nadrzędną. Państwo ma zapewnić obywatelom działające usługi publiczne, a następnie powinno usunąć się w cień, pozwalając ludziom działać w interesie społeczeństwa.
Podatnik płacąc podatki, musi mieć pewność, że jego pieniądze nie zostaną zmarnowane, bo tylko taki układ zbuduje wystarczająco silne zaufanie na linii państwo - obywatel. Tylko skuteczny system usług publicznych oraz przejrzysty system kontroli wydatków sprawią, że obywatele staną się częścią państwa i jego gospodarki.

Po trzecie, wartości moralne muszą przeważać nad wartością rynkową. Najbardziej jaskrawym przykładem porzucenia tej zasady była bańka, której pęknięcie spowodowało upadek sektora budowlanego w Irlandii. Oczywiście ekonomiści skupili się na przyczynach gospodarczych, takich jak zbyt niskie stopy procentowe, słaba kontrola zdolności kredytowych czy podaż nieadekwatna do popytu. To wszystko prawda, jednak w tym przypadku wina leży też po stronie polityków i ich, nazwijmy to oględnie, dalekiej od ideału moralności. Ktoś może powiedzieć, że to przecież nie politycy rozdmuchali budowlaną bańkę do tego stopnia, że pękła z hukiem, że to nie politycy bez opamiętania dawali i brali milionowe kredyty, że to nie politycy wywindowali ceny nieruchomości. Oczywiście, że nie, ale oni dali na to przyzwolenie swoim brakiem reakcji. To ich bierne przyglądanie się pędowi ku przepaści, często połączone z bezpośrednim czerpaniem zysków z rozbujanego rynku nieruchomości, spowodowało tak głośny i spektakularny upadek oraz znacząco pogłębiło nieufność społeczeństwa wobec klasy rządzącej. A przecież to właśnie zaufanie powinno leżeć u podstaw relacji między państwem a obywatelem.

Czy obywatel będzie zadowolony?

Czwartym elementem układanki, z której powstanie nowe obywatelskie społeczeństwo Irlandii powinno być zwrócenie się ku rynkom międzynarodowym przy jednoczesnym zachowaniu niezależności gospodarczej. Rządy Trojki pokazały już Irlandczykom, jak wygląda życie z narzuconym gospodarczym jarzmem. Teraz czas na odzyskanie niezależności, znalezienie godnych współpracy partnerów na arenie międzynarodowej i sprawienie, by głos nielicznego przecież narodu irlandzkiego był słyszalny globalnie.
Irlandia zawsze była raczej przedmiotem rozgrywek wielkich światowych mocarstw, ale teraz paradoksalnie globalizacja i łatwość przemieszczania inwestycji sprawiają, że ma szansę skorzystać na tych rozgrywkach. Wciąż niskie podatki, stosunkowo liczna i dobrze wykształcona siła robocza oraz bliskość dużego europejskiego rynku zbytu to atuty, którymi może się poszczycić Irlandia, a które mogą jej pomóc zdobyć znaczącą pozycję na globalnej szachownicy gospodarczej.

I wreszcie po piąte, sami Irlandczycy muszą przedefiniować swoje narodowe priorytety, jeśli chcą stać się obywatelskim społeczeństwem zdolnym do szybkiego i trwałego rozwoju. Podczas rządów "celtyckiego tygrysa" wszystkie wskaźniki gospodarcze szybowały wysoko, ludzie się bogacili, firmy kwitły, ale jednocześnie szybko zdobyte bogactwo odsuwało od siebie ludzi, rozdzielało rodziny, powodowało nadmierny stres. Powiedzieć, że stosunki społeczne legły w gruzach, byłoby przesadą, ale faktem jest, że nastąpiła powolna dezintegracja społeczna, że ludzie zaczęli skupiać się wyłącznie na sobie, na własnym podwórku, na własnej pracy i zaczęli zapominać o swojej roli w społeczeństwie oraz o roli samego społeczeństwa obywatelskiego.

Rząd oczywiście nie interweniował, z jednej strony zaślepiony zwyżkującymi wskaźnikami gospodarczymi, z drugiej - zachwycony brakiem obywatelskiej kontroli. Skutki tej polityki znamy, odczuliśmy je na własnej skórze.
Teraz czas zmienić podejście i zamiast na słupkach makroekonomicznych modeli, warto skupić się na tworzeniu podstaw pod wolniejszy, lecz stabilny wzrost gospodarczy i stopniowy rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Zamiast mierzyć stan gospodarki poziomem wzrostu produktu krajowego brutto, zacznijmy mierzyć stan społeczeństwa poziomem zadowolenia obywateli.
Irlandia zaczyna wychodzić z kryzysu i osiągnęła swój cel w postaci pozbycia się Trojki. Teraz czas na postawienie sobie nowego celu. Czas pokaże, czy celem tym będzie stworzenie gospodarki skupionej na potrzebach obywateli, czy raczej obywateli skupionych wyłącznie na potrzebach gospodarki.

Krzysztof Wiśniewski

Najnowszy numer
Listopad 2020 (130)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty