reklama

Dzieci ? Nie, dziękuję.

Poniedziałek, 20 Październik 2014

Patrzysz na mnie zmieszana, kiedy wyznaję, że w ogóle nie chcę mieć dzieci, świadomie i z wyboru. Szybko rzucasz: "Przejdzie Ci, zobaczysz, tylko tak mówisz teraz", a kiedy stanowczo powtarzam, że to mój wybór, nadal nie wierzysz i próbujesz ukryć zakłopotanie, że właśnie pomyślałaś: "To może ona nie może mieć dzieci?".

Otóż mogę. I jednocześnie ogromnie współczuję kobietom, które starają się o potomstwo i z różnych przyczyn nie mogą go mieć. One nie mają tego komfortu, aby świadomie podjąć decyzję. Pragnę też podkreślić, jak wielką rolę odgrywa tu motyw decyzji, a nie podążanie za presją (rodziny, społeczeństwa, wieku, religii etc.) i tym, że przecież trzeba, należy, jak to tak i dlaczego nie? I wcale nie jest tak, że dzieci nie lubię, mylisz się. Widzę, jak zaciskasz usta i w końcu wyduszasz, że jestem egoistką i że dopiero miłość matczyna nauczyłaby mnie prawdziwego, bezinteresownego i bezwarunkowego uczucia. Na pewno jest w tym wiele racji, jednak ja jestem również świadoma tego, że wszystko ma swoje wady i zalety i mój wybór też będzie daleki od perfekcji. Bliższy jednak mojemu osobistemu wizerunkowi życia, bez względu na Ciebie, na Twoje opinie oraz stereotypy.

I dlaczego w ogóle ta cała dyskusja? Dlatego, że w określonym wieku i w określonej, w miarę stabilnej sytuacji życiowej, pytanie o dzieci będzie zadawane Ci nieustannie, jak mantra i stanie się ono o tyle irytujące, że niemal nikt nie będzie potrafił zaakceptować Twojej decyzji, że nie chcesz po prostu zostać rodzicem. Okazuje się, że rośnie liczba osób "celowo bezdzietnych" i mówi się już o nowym zjawisku w sferze socjologii rodziny. Przeprowadza się badania mające na celu zrozumienie dobrowolnej rezygnacji z tego, co zwykle ludzie uważają za wielką wartość determinującą szczęśliwe życie. Pojęcie to jest jednak bardzo subiektywne, podobnie jak nazywanie osób bezdzietnych z wyboru "samolubnymi tchórzami", ponieważ z mojego punktu widzenia, bycie bezdzietnym też wymaga odwagi. Nie każda kobieta ma przecież dość siły, by przeciwstawić się powszechnie akceptowanemu porządkowi świata, w którym głównym zadaniem kobiety jest rodzenie, a dopiero na drugim miejscu - praca.

"Świadome i przemyślane wybory to piękna sprawa i powinna być na porządku dziennym, zwłaszcza, jeśli chodzi o posiadanie potomstwa. I to właśnie wielu ludzi wrażliwych, głęboko myślących nad swoimi wyborami, decyduje się na opcję no kids, zwłaszcza kiedy widzą, co się wokół nas dzieje: zniszczone środowisko, choroby genetyczne, patologiczne rodziny, nasilające się przestępstwa i problemy ekonomiczne. Nie dziwię się, że nie chcą wprowadzać małego człowieczka do koszmarów, z którymi sami muszą się zmagać. I to świadczy o wielkiej empatii dla drugiego człowieka, który miałby przyjść na świat, a nie o ich egoizmie." (cytat z maila do redakcji portalu www.nokids.pl).
Zaskakujące jest, jak mało zrozumienia mają "dzietni" w stosunku do "bezdzietnych". Kiedy zdarzy mi się głośno wypowiedzieć, że nigdy nie miałam poczucia, że chciałabym być matką, muszę liczyć się z tym, że mój rozmówca uzna mnie w najuprzejmiejszej wersji za dziwaczkę. Następnie, w zależności od poziomu inteligencji rozmówcy, zaczną się niewygodne pytania. Wcale się nie dziwię, że niektórzy dla świętego spokoju używają argumentu, że nie mogą mieć dzieci.

"Kocham dzieci, pracuję jako wychowawczyni w przedszkolu, podopieczni mnie lubią, mam z nimi dobry kontakt, ale nie jestem mamą - z wyboru, i to się nie zmieni. Z moim mężem postanowiliśmy, że nie będziemy mieć potomstwa. Skupiliśmy się na spędzeniu życia we dwoje i dobrze nam z tym. Dużo podróżujemy, zimą jeździmy na nartach, a latem nurkujemy, wyjeżdżamy na rejs po Morzu Śródziemnym na całe lato. Mamy czas na kino czy teatr po pracy, wpadamy do znajomych i przyjaciół. Mąż ma dużą rodzinę, w tym ukochanych siostrzeńców - popołudnia i weekendy często spędzamy z nimi. Chłopcy nas uwielbiają. Ale nam jest dobrze we dwoje, więc po co to zmieniać? Realizujemy swój pomysł na życie. Nie chcemy, aby inni mówili nam, jak żyć" - to wypowiedź z internetowego forum.

Z badań wynika, że bezdzietni z wyboru na ogół są dobrze wykształceni, otwarci i przyjaźnie ustosunkowani wobec otoczenia. Mają świadomość alternatywnych źródeł osiągania satysfakcji życiowej poza prokreacją, potrafią z nich korzystać i cieszyć się każdym dniem. Kobiety są coraz bardziej świadome. Zdają sobie sprawę z tego, że dziecko to przede wszystkim ogrom obowiązków, a poród, pieluchy, kaszki, spacerki z wózkiem, pierwszy ząbek, pierwszy krok - to nie dla nich, nie wzbudza to w nich poczucia ekscytacji. Mają inny pomysł na własne życie i nie chcą się realizować przez pryzmat macierzyństwa. Chcą podróżować, realizować się zawodowo, robić karierę, podobnie jak mężczyźni, a posiadanie dzieci nie musi być warunkiem koniecznym do osiągnięcia szczęścia i spełnienia w życiu.

Bycie bezdzietnym z wyboru jest tak samo odpowiedzialną decyzją, jak bycie rodzicem, bo przecież kobiecy organizm nie działa na nasze zawołanie. Musimy liczyć się z tym, że w pewnym momencie naszego życia nie będzie już odwrotu od tej decyzji i jeśli zmienimy zdanie, a będzie za późno, to zostanie nam tylko trzymanie się opinii "bronię swojego wyboru, nawet jeśli po czasie uważam inaczej".
Według Fiony McAllister i Lyndy Clarke, autorek raportu dla brytyjskiego ośrodka Family Policy Studies Centre, bezdzietność jest wpisana w nowoczesne społeczeństwo. Amerykanka Yvonne Marie Vissing, profesor socjologii z USA i apologetka bezdzietności, idzie krok dalej - "Możecie być dumne z tego, że nie macie dzieci. Nie jesteście niepełnowartościowe. Wręcz przeciwnie, wybierając bezdzietność, stawiacie na siłę, piękno i miłość" - nawołuje.

Narastającej fali bezdzietności opierają się kraje skandynawskie i Francja, w której dzieci rodzi się nawet coraz więcej, a wykształcone i zamożne Francuzki z własnego wyboru rezygnują z pracy, by się nimi zająć. Prasa francuska pisze o wielkim retour au foyer - powrocie Francuzek do domu, na łono rodziny. W Polsce jednak dzieci rodzi się coraz mniej. Z badań wynika, że przyczyny wielu decyzji o nieposiadaniu dzieci związane są z brakiem poczucia bezpieczeństwa życiowego: stałej pracy, dobrych zarobków.
Kiedy pytam bezdzietne z wyboru pary o ich opinie, wszyscy stwierdzają jasno, że to, co ich najbardziej przeraża w byciu rodzicem to nieodwracalność tej decyzji i odpowiedzialność na całe życie. Bycie gotowym do zajęcia się kimś w pełni od ciebie zależnym. Bycie gotowym do zapewnienia mu opieki finansowej i emocjonalnej. I co w tym złego, że nie każdy chce wziąć na swoje barki tak wielki ciężar odpowiedzialności?

Interesujące jest, że nareszcie analizuje się wizerunek kobiety czy par bezdzietnych z wyboru nie na płaszczyźnie psychopatologicznej, traktując to zjawisko tylko jako zaburzenie, ale przede wszystkim w kontekście zmieniających się ról płciowych. Dzisiaj nie przymusza się kobiet w sposób zdecydowany do realizacji zadań prokreacyjnych, jak to miało miejsce we wcześniejszych epokach. Bowiem współcześnie bezdzietność jest osobistym wyborem i jawi się jako styl życia. Z wypowiedzi wielu kobiet bezdzietnych wynika, iż: "Czują się spełnione, szczęśliwe, prowadzą twórcze, bogate życie, podejmując wiele inicjatyw, wiele działań". Nie walczą o świat bez dzieci, ale o prawo do wyboru, o prawo do decydowania o swoim życiu.