Jurek Wraca

Kategorie: Publicystyka
Utworzone: poniedziałek, 4 lutego 2019 Autor: Maciej Weber

Okrutne morderstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wstrząsnęło Polską. Wstrząsnęło też Jurkiem Owsiakiem. Twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nie chciał już nią kierować. Miliony Polaków wezwały jednak go do powrotu. I wrócił!

W niedzielę 13 stycznia nikt nie spodziewał się, że nadchodzi tragedia. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jak zwykle grała, jak zwykle zbierała miliony, jak zwykle też do mikrofonu najgłośniej krzyczał człowiek w dziwnych okularach, lekko się jąkający, w żółtej koszuli i czerwonych spodniach. Po raz 27. - po raz pierwszy tak krzyczał w styczniu 1993 roku. Części ze zbierających teraz pieniądze do puszek nawet jeszcze nie było na świecie. I nagle piękny sen został brutalnie przerwany. To symboliczne, że akurat w niedzielny wieczór, na gdańskim rynku, prezydent wraz z mieszkańcami wypuszczał "światełko do nieba". Wówczas na scenę wskoczył szaleniec (inaczej go trudno określić) i zadał Prezydentowi trzy ciosy nożem.

Prezydenta Adamowicza nie udało się uratować, ale zaczął żyć symbolicznie nowym życiem. Puszka, do której zbierał datki zaczęła krążyć wirtualnie po kraju i na to konto Polacy zaczęli wpłacać pieniądze. Nadal wpłacają. Akcję zorganizowała Patrycja Krzymińska. Zakładała, że uda się uzbierać tysiąc złotych. Tymczasem zgromadzona kwota wynosiła 15 990 115 złotych! W akcji wzięło udział ok. 264 tys. darczyńców.
To oczywiście optymistyczne, ale pamiętamy, że nie byłoby tej pięknej akcji bez ogromnej tragedii. Wiele osób nie było w stanie znaleźć sensu w tych wydarzeniach. Nie był w stanie znaleźć sensu pan Jerzy, człowiek już po sześćdziesiątce, ale przez niemal wszystkich zwany Jurkiem. Szef WOŚP, która jak zawsze mawiał będzie grać "do końca świata i jeden dzień dłużej". Zrobił to, co w cywilizowanych krajach robią ministrowie rządów, gdy wydarzy się coś bardzo niedobrego w kierowanym przez nich resorcie, choćby nawet nie było w tym krzty ich akurat winy. Jurek Owsiak, jak publicznie stwierdził uznał, że coś w nim pękło. Czuje się za tę śmierć odpowiedzialny. Nie powiedział co prawda, że już nie będzie się zajmować Orkiestrą. Zapowiedział jednak, że już nią nie może kierować. A kto ma to robić? - my się pytamy. Nie ma nikogo bardziej odpowiedniego. Na szczęście posłuchał głosu ludu. I wrócił. Wzywała go do tego publicznie m.in. wdowa po prezydencie Adamowiczu, która zresztą oświadczyła, że polska Telewizja Publiczna pośrednio przyczyniła się do tragicznych wydarzeń. Adamowicz był wcześniej przez nią publicznie postponowany, próbowano mu udowodnić wyimaginowane przekręty. Ale nie czas o tym tu mówić.

Śmierć Prezydenta była elementem decydującym dla postanowienia Jurka Owsiaka o rezygnacji, ale przecież od dawna na człowieka czyniącego dobro zwalała się fala hejtu i niepotrzebnej krytyki. Od lat czynniki, w dużej części utożsamiające się z obecnym w Polsce obozem rządzącym, próbowały mu udowodnić, że działalność fundacji przekuwa skutecznie na pomnażanie osobistego majątku. Co pewien czas próbowano mu udowodnić jak źle traktuje ludzi, jak jest nieprzyjemny i w skrócie mówiąc, jaka to z niego ponura figura. Jak wszyscy wiemy, co roku do polskich szpitali trafia niezbędny sprzęt, dzięki któremu można ratować ludzi. Zmieniają się cele - raz zbiórka jest przeznaczona dla dzieci, w innym przypadku dla ludzi starych. Zawsze jednak celem nadrzędnym jest pomoc. A nawet z tego powodu robiono Owsiakowi zarzuty próbując udowodnić, że szpitale są dobrze zaopatrzone, a on robi wszystko pod publiczkę i te jego dary nie mają większego znaczenia.

Jurek był nieustannie gnębiony. Nie dawał tego po sobie poznać, zarażając masy optymizmem, ale ciężar w nim się odkładał. Zdarzyło się nawet, że przed kamerami prezentował mieszkanie i udowadniał, że żyje normalnie, nie w żadnym pałacu. Nikt nie podejrzewał, jak ten gruboskórny, zdawałoby się, mężczyzna tak mocno to wszystko przeżywa.
Popełnione podczas firmowanej przez niego imprezy przestępstwo było już niestety nie kolejnym kamyczkiem a ogromnym głazem puentującym lawinę. Owsiak oczywiście brał udział w uroczystościach pogrzebowych w Gdańsku. Innego rozwiązania nie widział.
Zaraz po ogłoszeniu przez niego decyzji głos zabrali Polacy. Ci najbardziej znani, znani średnio i kompletnie anonimowi. Oprócz zatwardziałych przeciwników przygniatająca większość zgodnym głosem zakrzyknęła: Jurek, wróć! Pojawiły się głosy, że z nim się solidaryzując trzeba zorganizować imprezę na wzór przez niego organizowanej. Tyle, że bez zbiórki pieniędzy, ale pod wielce wymownym tytułem "Gramy dla Owsiaka". Po to, aby go odwieść od pochopnej decyzji. Jeszcze raz bowiem powtórzmy: Owsiak nie zostawiał Orkiestry tylko usunął się w cień, chcąc dać szansę wykazać się innym. Bez niego na czele to jednak nie mogło być już to samo.

Śmierć Prezydenta Adamowicza to oczywiście ogromna tragedia, nic jej nie cofnie i zawsze będziemy to wydarzenie pamiętać. Tłumy na pogrzebie w Gdańsku, obserwujących ceremonię Polaków w innych miastach (np. w Warszawie na rynku Starego Miasta ustawiono telebim) pokazały, że nie musimy szerzyć nienawiści. Potrafimy być solidarni. Czyli tacy jacy jesteśmy, kiedy gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
Do momentu zamknięcia tego wydania miesięcznika "MIR" na kontach Orkiestry jest ponad 16 milionów złotych, a suma ciągle rośnie i rośnie. Wciąż spływają kwoty z rozmaitych aukcji, nie tylko z Polski, ale też z zagranicy. W tym także z Irlandii. Istnieje nadzieja, że na koniec kwota globalna będzie wynosić może nawet prawie dwa razy tyle. Będziemy zbierać do kwoty nieskończonej, a nawet o milion więcej. Czekamy na przyszły rok. Nadal razem z Jurkiem Owsiakiem!