reklama

Filomidanek

Czwartek, 14 Luty 2013

Niepublikowane dotąd opowiadanie Piotra Czerwińskiego, a w zasadzie dwa opowiadania w jednym. Uwaga! Należy przeczytać obie części, by móc wyciągać wnioski.

Filomidanek (nigdy nie stawaj tylko po jednej stronie)

"Ale róża
odwróciła się plecami,
a jej kolce były moją
jedyną radością."
William Blake primo

Filomidanek był zwyczajnym pluszowym misiem o burym futerku. Był już bardzo stary, a jego futerko bardzo brudne i wyblakłe od słońca. Razem z innymi zabawkami mieszkał w dużej szufladzie w pokoju Grzesia i wychodził z niej tylko wtedy, gdy Grześ chciał się z nim bawić. Ale mijały lata i Grześ był coraz starszy. Nie lubił już Filomidanka tak jak kiedyś. Wolał inne zabawki, samochody i koparki, takie, jakie mieli jego koledzy w przedszkolu. Całymi dniami Grześ budował pałace z klocków albo jeździł wielką mechaniczną ciężarówką, i wcale już nie chciał bawić się ze starym pluszowym misiem. A Filomidankowi było bardzo smutno: "Grześ nie chce się już bawić z takim starym pluszowym misiem jak ja. Muszę leżeć w szufladzie, a inne zabawki hasają po domu. Dlaczego Grześ już nie chodzi ze mną na spacery, dlaczego?".
Mijały dni i kiedyś Grześ wyjął Filomidanka z szuflady. "Cóż to?!" - ucieszył się miś - "Czyżby Grześ chciał się znowu ze mną bawić?!". Ale Grześ wcale nie chciał się bawić z Filomidankiem. Mama kupiła mu nowego misia na urodziny. Nowy miś był większy i ładniejszy niż Filomidanek. Był cały różowy, z wielką kokardą. Kiedy tylko Grześ zobaczył nowego misia, z nikim innym nie chciał się już bawić. Nawet ciężarówka i klocki poszły z hukiem do kąta.
- Wynoś się! - krzyknął nowy miś do przestraszonego Filomidanka - Teraz ja będę bawił się z Grzesiem!
I wtedy stało się coś strasznego. Mama wyjęła starego misia z szuflady i wyniosła go na śmietnik, razem z innymi domowymi śmieciami. Przerażony Filomidanek wpadł do kosza na podwórku i przyjechała po niego śmieciarka. I tak biedny miś znalazł się pośród sterty śmieci. "Och, ja nieszczęsny!" - płakał Filomidanek - "Dlaczego mnie wyrzuciłeś, Grzesiu?". Ale Grześ już tego nie słyszał. Bawił się w swoim pokoju z nowym różowym misiem.
Nadeszła noc i Filomidankowi było bardzo zimno. Cały dygotał i zacierał swoje zmarznięte pluszowe łapki. Co teraz będzie? Co stanie się z biednym Filomidankiem? Pewnie rozchoruje się z zimna, cały przemoknie od deszczu, a jego bure futerko ubrudzi się już do końca. Albo przyjdą bezdomne psy i zagryzą Filomidanka. "Żegnaj, Grzesiu, żegnajcie, zabawki..." - płakał - "Żegnajcie spacery w niedzielne poranki, już nikt nie będzie się ze mną bawił!".
Nad ranem Filomidanka obudziły jakieś tajemnicze głosy:
- Zobacz, mamusiu, jaki biedny miś! - mówiła dziewczynka - Jak masz na imię, misiu?
Filomidanek przetarł czarne oczka i zakasłał.
- Mam na imię Filomidanek - odpowiedział dziewczynce.
- Och jakie ładne imię! - krzyknęła dziewczynka i wyjęła Filomidanka ze śmieci.
- Zostaw, Zosiu, on jest brudny - karciła dziewczynkę mama.
Ale Zosia nie chciała jej słuchać.
- Mamo, mamo! - krzyknęła - Ten miś jest chory! Musimy zabrać go do domu!
- Dobrze. - powiedziała w końcu mama - Ale musisz zaopiekować się tym misiem.
- Hura! - ucieszyła się dziewczynka - Chodźmy, Filomidanku! Chodźmy szybko, bo zamarzniesz na śmierć!
I tak mała Zosia uratowała Filomidanka. Wraz z mamą zabrały go do swojego domu i umyły. Jego futerko znowu stało się czyste i lśniące. Dostał od nich ciepły kubraczek i nową kokardkę. A tata Zosi naprawił łapkę Filomidanka, która była trochę naderwana. Dziś Filomidanek mieszka już nie w szufladzie, ale w wygodnym łóżeczku Zosi, obok dwóch lalek i pieska Gucia. Filomidanek zaprzyjaźnił się z Zosią i jej zabawkami. Wszyscy są razem bardzo szczęśliwi. A nie macie pojęcia, jak koleżanki zazdroszczą Zosi nowego, wspaniałego misia!

*****

II

"Każda kurwa była kiedyś
dziewicą..."
William Blake secundo

Okrągły już trzeci raz haftował dziko, wydając z siebie jęki zarzynanego szympansa, przerywane kaszlem. Chyba piąta już była i ktoś doczołgał się do magnetofonu z kasetą Louisa Armstronga. Teraz Okrągłemu wtórowały smyczki i pomrukiwania z murzyńskiej gardzieli. Robiło się jasno. Za stołem pełnym pustych butelek kiwał się konwulsyjnie chłopak dopalający papierosa.
- Radek... Ratuj... - zabełkotał Okrągły zza drzwi ubikacji.
- Ty, stary - podchwycił Radek - dobrze się czujesz? Pamiętasz tamtą kostropatą, co się zmyła do domu po godzinie? Miała taką gębę, jak ten facet głos - pokazał w stronę głośnika. Okrągły skończył. Otrząsał się z rzygowinowych drgawek.
- Nie pamiętam... - wydusił jak przez przester gitarowy - Ale biba była...
- A była, była, tylko że ty na drugi raz nie polewaj mnie piwskiem, bo ci przypierdolę.
Aśka spała u boku tego nowego, który ją spił, gadając bez przerwy o podróży na Wyspy Kanaryjskie. O matko, że on miał jeszcze siłę. Walnął chyba z półtorej flaszki na twarz, a i tak bzykał ją pół nocy. Ona to już pewnie nic nie czuła. Zresztą, co jej się dziwić. Rzuciła pawia, kiedy zabierał się za nią drugi raz. Aż z niej wyskoczył, tak go przeraziło... Na kanapie obok leżały porozrzucane notatki. Ktoś je przytaszczył razem z gorzałą i chrupkami, no i pewnie zapomniał zabrać. Z całego towarzystwa zostali już tylko oni we czwórkę. Reszta pojechała o świcie do Anki, na drugą imprezę. No, może nie wszyscy, bo część towarzystwa dała sobie na luz. Zresztą Anka byle barachła nie zaprasza, a to już wiedzieli ci, którzy się zmyli w porę. W całym pokoju śmierdziało jak w szambie, tyle poszło skuna i papierochów. A ten Armstrong to już naprawdę nie wiadomo, kto go właściwie przyniósł. Trzeba być kretynem, żeby słuchać takich bzdur. Przez całą imprezę puszczali Liroya, ale nie wiedzieć gdzie się teraz podział.
- Ty, Radek - zabełkotał znowu Okrągły - idziesz jutro do "Architektów"? Montujemy ekipę, bo będzie grał Edek z tymi swoimi kumplami. Idziesz?
- Zapomnij, stary o Edku. Jutro mam egzamin. Jak mi tylko przejdzie kapeć, to idę się uczyć - Radek podrapał się po głowie i zamilkł, wpatrzony w Aśkę przytuloną do nowego. Wyciągnął papierosa i ryknął nagle śmiechem.
- Ty, Okrągły, ja pierdolę - zarechotał - coś mi się przypomniało. A pamiętasz tego świra, co tu wlazł jakoś tak o wpół do pierwszej? Takiego rudego, w demobilu?
- Nie, bo co?
- Ty, cholera, nic nie pamiętasz. Rany, jaki to był wariat, mówię ci! Wparował najebany i krzyczy, że przyszedł do Aśki, bo to jest jego dziewczyna...
- A była jego?
- Nie przerywaj mi... Nie wiem, czy jego, ale ona już wtedy w kiblu kręciła sprawę z nowym... Stary, jaka akcja... Ten rudy z flaszką wlazł do tego kibla i chciał się napierdalać. Ale chyba nie wiedział z kim, za bardzo był nawalony. A oni tam we dwójkę, znaczy nowy i Aśka, z gołymi tyłkami... Jakoś żeśmy ich rozdzielili i ten jebus, mówię ci, siadł na podłodze i zaczął płakać...
- Ale fiut.
- Nie przerywaj mi, jak mówię! No i potem ten koleś znowu krzyczy, jeszcze bardziej wściekły, że Aśka jego dziewczyna i że on ją kocha. Ale myśmy już mieli dość i żeśmy go zrzucili ze schodów. Za bardzo się stawiał. I po krzyku. Przyjechały gliny i go zabrały na izbę, bo nie mógł już chodzić. Ale płakał cały czas...
- Ty, a jak on się nazywał?
- Jakoś tak nienormalnie, Filemon jakiś czy co... Czekaj, czekaj, on mi zostawił kartkę z telefonem, zaraz, o mam... Stary, jaki pojeb: Filomidanek! Ja pierdolę, Filomidanek!! Jak się tak można nazywać?!
- No i co, zadzwonisz do niego?
- Co ty, spadłeś z byka? Do żadnego debila nie będę dzwonił.

*****

(1995)

Najnowszy numer
Czerwiec 2020 (125)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty