Duma – tak, uprzedzenia – nie

Kategorie: Publicystyka
Utworzone: środa, 1 czerwca 2016 Autor: Krzysztof Wiśniewski
Bo cóż to oznacza być dumnym z bycia Polakiem, Serbem, Niemcem, Irlandczykiem, Amerykaninem, Chińczykiem, Brytyjczykiem? Oczywiście dla każdej z tych nacji pewnie będzie znaczyło to nieco coś innego. Ba, dla każdego z nas znaczy to pewnie odrobinę coś innego.

Kilka lat temu miałem okazję rozmawiać z Serbem na stałe osiadłym w Irlandii i od słowa do słowa rozmowa zeszła na narodowości, różnice między nimi i do czego może doprowadzić niechęć między narodami.

 We wszystkich tych tematach obaj mieliśmy jakieś tam doświadczenie, ja bardziej historyczne, on takie wręcz namacalne, bo doskonale pamiętał wojnę w byłej Jugosławii. I w trakcie tej rozmowy, bo nawet nie dyskusji, gdyż raczej zgadzaliśmy się w swoich ocenach i opiniach, padło z moich ust jedno zdanie, które owego Serba wprawiło w osłupienie, a potem wręcz w oburzenie. Zdanie było proste i brzmiało ni mniej ni więcej: "Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem". Czym tak osłupiłem mojego znajomego, który z czasem stał się bardzo dobrym znajomym, a wręcz przyjacielem? Co go tak oburzyło w tym prostym zdaniu?     Moim zdaniem oburzyła go jego własna interpretacja moich słów, a w zasadzie nadinterpretacja. Odczytał w tych kilku prostych słowach coś, czego tam nie było. Sam przyznał, że duma z bycia jakiejkolwiek narodowości jest dla niego nie tylko niepojęta, ale przede wszystkim niebezpieczna. Przyłożył do tych słów miarę, którą przykładali Serbowie, Bośniacy, Chorwaci, Albańczycy, kiedy musieli sami siebie usprawiedliwić w trakcie etnicznych czystek na terenie byłej Jugosławii. Przyłożył miarę, która nijak do tych słów nie przystawała.                                                                                                                                 Bo cóż to oznacza być dumnym z bycia Polakiem, Serbem, Niemcem, Irlandczykiem, Amerykaninem, Chińczykiem, Brytyjczykiem? Oczywiście dla każdej z tych nacji pewnie będzie znaczyło to nieco coś innego. Ba, dla każdego z nas znaczy to pewnie odrobinę coś innego.

Co to jest duma?
Zatem zacznijmy od suchej definicji. Encyklopedia PWN definiuje dumę jako "poczucie własnej godności i wartości; zadowolenie i satysfakcję z własnych lub czyichś osiągnięć". I gdyby tak odczytać dumę z bycia Polakiem, nic negatywnego temu uczuciu zarzucić by nie można, prawda? I dla mnie tyle właśnie duma znaczy. Mówiąc jeszcze prościej - jestem dumny, czyli nie wstydzę się tego, że jestem Polakiem.
Niestety wśród definicji słowa "duma" na dalszych miejscach znajduje się też taka - "wygórowane pojęcie o sobie". I tutaj jest pies pogrzebany, jak mawiali starożytni Polacy. Bo wygórowane pojęcie o sobie prowadzi bezpośrednio ku poczuciu wyższości, traktowaniu innych z góry, uważaniu całej reszty za gorszych. A to nigdy się nie kończy dobrze.
Kiedy tę różnicę wyłożyłem owemu Serbowi, jakby odetchnął z ulgą i chyba nawet sam napomknął, że on też się swojej "serbskości" nie wstydzi. Bo przecież to jest coś, co ma się wpisane w osobowość, coś, co się nabywa wraz z wychowaniem, coś, co łączy ludzi w społeczności. Ta "polskość" czy "serbskość" to są wspólne lektury, te same filmy, te same dowcipy, podobne doświadczenia, a także wspólna historia. Coś, co mądrzy ludzie nazwali kodem kulturowym.
My, Polacy mieszkający od kilku czy nawet kilkunastu lat w Irlandii, nie załapiemy się na irlandzki kod kulturowy, co oznacza, że nigdy nie będziemy Irlandczykami. Nasze dzieci, a na pewno ich dzieci, wychowane w tutejszym kodzie kulturowym będą znacznie bardziej Irlandczykami niż Polakami, choćbyśmy nie wiem jak mocno starali się pielęgnować w nich tę polskość.
Bądźmy więc dumni, póki jeszcze możemy, i nie wstydźmy się o tym mówić. I nie dajmy sobie nigdy wmówić, że duma narodowa jest czymś złym, czymś, co sprowadza nieszczęścia i kataklizmy. Wręcz przeciwnie, uwierzmy, że duma narodowa jest w stanie naród poderwać z nizin i pchnąć do rzeczy wielkich.

Dumny jak Irlandczyk
Doskonałym przykładem do naśladowania, tym łatwiejszym, że mamy go pod nosem codziennie, są Irlandczycy, ze swoim wpisanym niemal w geny "Proud to Be Irish". Co więcej, irlandzka duma z irlandzkości jest wpisana także w działania samego państwa irlandzkiego. Nikt tutaj się nie oburzy, gdy polityk pokaże się w koszulce z trójkolorową flagą czy napisem mówiącym o dumie z bycie Irlandczykiem.
W Polsce wystąpienie w koszulce tzw. patriotycznej, wciąż jest postrzegane jako wyraz skrajnie nacjonalistycznych zapatrywań politycznych i piętnowane przez tę "europejską i postępową" część Polaków. A przecież "zagospodarowanie" przez państwo zdrowych nastrojów patriotycznych może jedynie przyczynić się do tego, że tacy wzmożeni patriotycznie chłopcy i dziewczęta nie wpadną w ręce ekstremy.

Może to daleko idącą analogia, ale mam świeży przykład z irlandzkiego podwórka. Chyba nikomu, kto choćby w najmniejszym stopniu śledzi wydarzenia w Irlandii, nie umknął fakt, że w tym roku obchodzone jest stulecie Powstania Wielkanocnego. Do tej pory postrzegane było w świadomości Irlandczyków jako ważny zryw niepodległościowy, ale jednocześnie przypisywane było mocno do tradycji republikańskiej, czyli tej, za którą stała IRA czy Sinn Fein. I rok czy dwa lata temu ktoś poszedł po rozum do głowy i postanowił trochę te skojarzenie zmienić. Tym bardziej, że przed obchodami setnej rocznicy nastroje się mocno radykalizowały i nawet parę bomb wybuchło tu i ówdzie. A co zrobił rząd? "Przejął" obchody rocznicy i zrobił z tego wielkie patriotyczne święto trwające już od początku roku. Dobrze odczytał nastroje społeczne i skanalizował je w oficjalne obchody, oczywiście po cichu krytykowane przez "prawdziwych" republikanów.
Bo mam takie nieodparte wrażenie, graniczące z pewnością, że ludzie (bez względu na nację) lubią być dumni ze swojego kraju i swojej historii. Wystarczy im to umożliwić, czasami zachęcić, ale przede wszystkim nie przeszkadzać, bo duma z własnego kraju to nic złego.