reklama

Trump kontra Unia Europejska: czy Stary Kontynent zmierza ku zielonemu skansenowi?

Piątek, 23 Styczeń 2026

Europa i Ameryka: dwa światy, dwa kierunki, jedna rosnąca przepaść.
Europa i Stany Zjednoczone coraz wyraźniej oddalają się od siebie w myśleniu o gospodarce, energii, polityce klimatycznej i roli państwa.

Po jednej stronie Atlantyku stoi kontynent zapatrzony w regulacje, limity emisji i centralne planowanie. Po drugiej — kraj, którego prezydent, Donald J. Trump, konsekwentnie powtarza, że najpierw trzeba wzmacniać gospodarkę, a dopiero potem realizować wielkie ambicje ideologiczne.

Europa zdaje się wierzyć, że może funkcjonować wbrew ekonomicznym realiom i że jej wybory moralne mają rangę uniwersalnej prawdy, którą świat powinien naśladować.

Trump uważa to za najkrótszą drogę do gospodarczej autodestrukcji.

 
Europejski plan 2040: ambicja ponad granicami rzeczywistości

Najbardziej jaskrawym przykładem tej różnicy jest europejska polityka klimatyczna. Unia Europejska przyjęła jeden z najbardziej radykalnych celów na świecie: redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 procent do roku 2040, licząc od poziomu z 1990 roku.

Oznacza to nie tylko częściową przebudowę energetyki, lecz całkowite przewartościowanie całej gospodarki w ciągu piętnastu lat. W praktyce wymagałoby to niemal całkowitego wyeliminowania emisji z transportu, przemysłu ciężkiego, budownictwa i energetyki. Wiązałoby się z likwidacją lub gruntowną modernizacją elektrowni, hut, cementowni i rafinerii, a także z masową wymianą systemów grzewczych i przymusowym przechodzeniem obywateli na rozwiązania zeroemisyjne — niezależnie od ich sytuacji finansowej.

Nigdzie na świecie nie planuje się tak drastycznej przebudowy gospodarki w tak krótkim czasie.

Trump ocenia te ambicje jako oderwane od rzeczywistości. Jego zdaniem Europa nie uwzględnia ani własnych ograniczeń gospodarczych, ani faktu, że żaden z globalnych konkurentów nie zamierza podążać tą samą ścieżką. Stany Zjednoczone, Chiny, Indie i większość państw rozwijających się skupiają się na wzroście, konkurencyjności i bezpieczeństwie energetycznym — nie na regulacyjnej czystości.

 
ETS — europejski „podatek od życia”

Symbolicznym mechanizmem tej drogi jest system handlu emisjami ETS. W założeniu miał motywować do ograniczania emisji poprzez bodźce ekonomiczne. W praktyce stał się jednak mechanizmem systemowego podnoszenia kosztów energii dla całej gospodarki.

Wraz ze wzrostem cen uprawnień do emisji rosną koszty produkcji przemysłowej, ogrzewania domów i transportu. Trump nazywa ETS „podatkiem od życia”, ponieważ w Europie niemal każde ludzkie działanie — od ogrzewania mieszkania po zjedzenie posiłku — pośrednio wiąże się z ceną uprawnień klimatycznych.

Stany Zjednoczone nie stosują tego typu mechanizmu. Amerykańskie firmy działają bez obciążeń certyfikatowych, a obywatele płacą za energię cenę rynku, nie cenę regulatora.

 
Jedna polityka, 27 realiów — europejska niemożliwość

Największym paradoksem unijnej polityki klimatycznej jest narzucanie jednolitych wymagań państwom o skrajnie różnych uwarunkowaniach.

Polska, przez dekady oparta na węglu, stoi przed gigantycznymi kosztami transformacji. Społeczeństwo zarabia mniej niż w Europie Zachodniej, a struktura energetyczna wymaga ogromnych inwestycji. Nic dziwnego, że Warszawa otwarcie mówi, iż osiągnięcie 90-procentowej redukcji emisji w 15 lat jest nierealne bez wstrząsu gospodarczego i społecznego.

Niemcy, choć bogatsze, znalazły się w innej pułapce. Rezygnacja z energetyki jądrowej i uzależnienie od rosyjskiego gazu sprawiły, że ich przemysł traci konkurencyjność szybciej, niż przewidywano. Kraj, który jeszcze niedawno był symbolem transformacji energetycznej, dziś zabiega o łagodzenie przepisów klimatycznych, bo widzi, jak kruszą się fundamenty jego gospodarki.

Irlandia to przypadek szczególny. Dynamiczny wzrost i niski dług publiczny dają jej teoretycznie większą swobodę, ale również tam rosną obawy o koszty. Transformacja energetyczna wymaga bowiem gigantycznych nakładów — od modernizacji sieci po drogie technologie zeroemisyjne. Dublin jasno sygnalizuje, że ambicje muszą iść w parze z realnym finansowaniem.

Długi Europy: zielona ambicja na kredyt

Tu dochodzimy do sedna: zadłużenia. Trump od lat ostrzega, że Europa nie może realizować tak kosztownej transformacji, gdy jej finanse publiczne stają się coraz bardziej napięte.

Polska utrzymuje dług publiczny na poziomie ok. 58% PKB (2025) — poniżej średniej UE (ok. 82%), ale tempo wzrostu zadłużenia, rosnące wydatki na obronność i transformację energetyczną budzą niepokój.

Niemcy są w sytuacji bardziej złożonej. Ich dług zbliża się do 80% PKB, a kolejne wydatki na energetykę i restrukturyzację przemysłu podważają fiskalną stabilność kraju, który przez dekady uchodził za strażnika europejskiej dyscypliny budżetowej.

Irlandia, z zadłużeniem rzędu 33–34% PKB, pozostaje wyjątkiem, ale nawet tam świadomość kosztów transformacji rośnie, a zależność od globalnych korporacji zwiększa podatność na zewnętrzne wstrząsy.

Zielone muzeum czy konkurencyjna przyszłość?

Trump uważa, że Unia Europejska buduje model, w którym państwa o zupełnie różnych możliwościach mają biec tym samym tempem w tym samym kierunku. W praktyce oznacza to wzrost kosztów, spadek konkurencyjności i pogłębianie różnic.

Europa projektuje swoje rozwiązania tak, jakby była państwem federalnym — którym przecież nie jest.

Co więcej, sama Unia zaczyna dostrzegać własne słabości. Raport Mario Draghiego jasno wskazuje, że Europa przespała rewolucję cyfrową i może przespać rewolucję sztucznej inteligencji. Kontynent, który był kolebką wynalazków, nie ma dziś żadnej z największych globalnych firm technologicznych. To efekt nie braku ambicji klimatycznych, lecz nieskutecznego zarządzania, rozdrobnionych regulacji i słabego rynku kapitałowego.

Wielkie pytanie o przyszłość Europy

Trump mówi wprost: Europa staje się zielonym muzeum — miejscem imponującym moralną narracją, lecz tracącym realną siłę gospodarczą. Jego zdaniem Stany Zjednoczone, stawiające na tanią energię, pragmatyzm i innowacje, zyskują przewagę nad kontynentem inwestującym głównie w regulacje i ograniczenia.

Europa widzi w swojej polityce klimatycznej dowód cywilizacyjnej wyższości.
Trump widzi w niej dowód cywilizacyjnego zaślepienia.

Jego argument jest prosty: gospodarka jest fundamentem potęgi państwa. Jeśli fundamenty pękają, nawet najszlachetniejsze idee nie utrzymają gmachu.

Dlatego pytanie, które wybrzmiewa coraz głośniej — nie tylko w Ameryce, ale i w samej Europie — brzmi: czy Stary Kontynent chce pozostać żywą częścią globalnej gospodarki, czy wybiera rolę zielonego skansenu, który ogląda świat z balkonów własnej moralnej wyższości?

Ten wybór będzie miał konsekwencje nie na piętnaście lat, lecz na całe pokolenia.

C.D.N.
Tomasz Wybranowski

Fot. Tomasz Szustka

Najnowszy numer
Luty 2026 (193)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty