Trump kontra Unia Europejska: czy Stary Kontynent zmierza ku zielonemu skansenowi?
Europa i Ameryka: dwa światy, dwa kierunki, jedna rosnąca przepaść.
Europa i Stany Zjednoczone coraz wyraźniej oddalają się od siebie w myśleniu o gospodarce, energii, polityce klimatycznej i roli państwa.
Po jednej stronie Atlantyku stoi kontynent zapatrzony w regulacje, limity emisji i centralne planowanie. Po drugiej — kraj, którego prezydent, Donald J. Trump, konsekwentnie powtarza, że najpierw trzeba wzmacniać gospodarkę, a dopiero potem realizować wielkie ambicje ideologiczne.
Europa zdaje się wierzyć, że może funkcjonować wbrew ekonomicznym realiom i że jej wybory moralne mają rangę uniwersalnej prawdy, którą świat powinien naśladować.
Trump uważa to za najkrótszą drogę do gospodarczej autodestrukcji.
Europejski plan 2040: ambicja ponad granicami rzeczywistości
Najbardziej jaskrawym przykładem tej różnicy jest europejska polityka klimatyczna. Unia Europejska przyjęła jeden z najbardziej radykalnych celów na świecie: redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 procent do roku 2040, licząc od poziomu z 1990 roku.
Oznacza to nie tylko częściową przebudowę energetyki, lecz całkowite przewartościowanie całej gospodarki w ciągu piętnastu lat. W praktyce wymagałoby to niemal całkowitego wyeliminowania emisji z transportu, przemysłu ciężkiego, budownictwa i energetyki. Wiązałoby się z likwidacją lub gruntowną modernizacją elektrowni, hut, cementowni i rafinerii, a także z masową wymianą systemów grzewczych i przymusowym przechodzeniem obywateli na rozwiązania zeroemisyjne — niezależnie od ich sytuacji finansowej.
Nigdzie na świecie nie planuje się tak drastycznej przebudowy gospodarki w tak krótkim czasie.
Trump ocenia te ambicje jako oderwane od rzeczywistości. Jego zdaniem Europa nie uwzględnia ani własnych ograniczeń gospodarczych, ani faktu, że żaden z globalnych konkurentów nie zamierza podążać tą samą ścieżką. Stany Zjednoczone, Chiny, Indie i większość państw rozwijających się skupiają się na wzroście, konkurencyjności i bezpieczeństwie energetycznym — nie na regulacyjnej czystości.
ETS — europejski „podatek od życia”
Symbolicznym mechanizmem tej drogi jest system handlu emisjami ETS. W założeniu miał motywować do ograniczania emisji poprzez bodźce ekonomiczne. W praktyce stał się jednak mechanizmem systemowego podnoszenia kosztów energii dla całej gospodarki.
Wraz ze wzrostem cen uprawnień do emisji rosną koszty produkcji przemysłowej, ogrzewania domów i transportu. Trump nazywa ETS „podatkiem od życia”, ponieważ w Europie niemal każde ludzkie działanie — od ogrzewania mieszkania po zjedzenie posiłku — pośrednio wiąże się z ceną uprawnień klimatycznych.
Stany Zjednoczone nie stosują tego typu mechanizmu. Amerykańskie firmy działają bez obciążeń certyfikatowych, a obywatele płacą za energię cenę rynku, nie cenę regulatora.
Jedna polityka, 27 realiów — europejska niemożliwość
Największym paradoksem unijnej polityki klimatycznej jest narzucanie jednolitych wymagań państwom o skrajnie różnych uwarunkowaniach.
Polska, przez dekady oparta na węglu, stoi przed gigantycznymi kosztami transformacji. Społeczeństwo zarabia mniej niż w Europie Zachodniej, a struktura energetyczna wymaga ogromnych inwestycji. Nic dziwnego, że Warszawa otwarcie mówi, iż osiągnięcie 90-procentowej redukcji emisji w 15 lat jest nierealne bez wstrząsu gospodarczego i społecznego.
Niemcy, choć bogatsze, znalazły się w innej pułapce. Rezygnacja z energetyki jądrowej i uzależnienie od rosyjskiego gazu sprawiły, że ich przemysł traci konkurencyjność szybciej, niż przewidywano. Kraj, który jeszcze niedawno był symbolem transformacji energetycznej, dziś zabiega o łagodzenie przepisów klimatycznych, bo widzi, jak kruszą się fundamenty jego gospodarki.
Irlandia to przypadek szczególny. Dynamiczny wzrost i niski dług publiczny dają jej teoretycznie większą swobodę, ale również tam rosną obawy o koszty. Transformacja energetyczna wymaga bowiem gigantycznych nakładów — od modernizacji sieci po drogie technologie zeroemisyjne. Dublin jasno sygnalizuje, że ambicje muszą iść w parze z realnym finansowaniem.
Długi Europy: zielona ambicja na kredyt
Tu dochodzimy do sedna: zadłużenia. Trump od lat ostrzega, że Europa nie może realizować tak kosztownej transformacji, gdy jej finanse publiczne stają się coraz bardziej napięte.
Polska utrzymuje dług publiczny na poziomie ok. 58% PKB (2025) — poniżej średniej UE (ok. 82%), ale tempo wzrostu zadłużenia, rosnące wydatki na obronność i transformację energetyczną budzą niepokój.
Niemcy są w sytuacji bardziej złożonej. Ich dług zbliża się do 80% PKB, a kolejne wydatki na energetykę i restrukturyzację przemysłu podważają fiskalną stabilność kraju, który przez dekady uchodził za strażnika europejskiej dyscypliny budżetowej.
Irlandia, z zadłużeniem rzędu 33–34% PKB, pozostaje wyjątkiem, ale nawet tam świadomość kosztów transformacji rośnie, a zależność od globalnych korporacji zwiększa podatność na zewnętrzne wstrząsy.
Zielone muzeum czy konkurencyjna przyszłość?
Trump uważa, że Unia Europejska buduje model, w którym państwa o zupełnie różnych możliwościach mają biec tym samym tempem w tym samym kierunku. W praktyce oznacza to wzrost kosztów, spadek konkurencyjności i pogłębianie różnic.
Europa projektuje swoje rozwiązania tak, jakby była państwem federalnym — którym przecież nie jest.
Co więcej, sama Unia zaczyna dostrzegać własne słabości. Raport Mario Draghiego jasno wskazuje, że Europa przespała rewolucję cyfrową i może przespać rewolucję sztucznej inteligencji. Kontynent, który był kolebką wynalazków, nie ma dziś żadnej z największych globalnych firm technologicznych. To efekt nie braku ambicji klimatycznych, lecz nieskutecznego zarządzania, rozdrobnionych regulacji i słabego rynku kapitałowego.
Wielkie pytanie o przyszłość Europy
Trump mówi wprost: Europa staje się zielonym muzeum — miejscem imponującym moralną narracją, lecz tracącym realną siłę gospodarczą. Jego zdaniem Stany Zjednoczone, stawiające na tanią energię, pragmatyzm i innowacje, zyskują przewagę nad kontynentem inwestującym głównie w regulacje i ograniczenia.
Europa widzi w swojej polityce klimatycznej dowód cywilizacyjnej wyższości.
Trump widzi w niej dowód cywilizacyjnego zaślepienia.
Jego argument jest prosty: gospodarka jest fundamentem potęgi państwa. Jeśli fundamenty pękają, nawet najszlachetniejsze idee nie utrzymają gmachu.
Dlatego pytanie, które wybrzmiewa coraz głośniej — nie tylko w Ameryce, ale i w samej Europie — brzmi: czy Stary Kontynent chce pozostać żywą częścią globalnej gospodarki, czy wybiera rolę zielonego skansenu, który ogląda świat z balkonów własnej moralnej wyższości?
Ten wybór będzie miał konsekwencje nie na piętnaście lat, lecz na całe pokolenia.
C.D.N.
Tomasz Wybranowski
Fot. Tomasz Szustka

