reklama

Daniel Uman – w głowie młodego artysty

Piątek, 6 Luty 2026

Daniel Uman, 19-latek o polskim, tureckim i włoskim pochodzeniu, jest obiecującym pianistą klasycznym studiującym w Royal Irish Academy of Music w Dublinie. Daniel opowiada o swojej dotychczasowej drodze i pozwala zajrzeć do swojego wyjątkowego artystycznego umysłu.

Wielonarodowe pochodzenie z korzeniami w polskiej muzyce
Miłość Daniela do fortepianu zaczęła się, gdy był ciekawskim maluchem mieszkającym we Włoszech, gdzie się urodził.
„Kiedy miałem dwa lata, rodzice kupili mi duże klawisze Yamaha, które stały się jedną z moich ulubionych zabawek” – wspomina. „Zawsze improwizowałem różne melodie i świetnie się przy tym bawiłem”.
Rodzina przeniosła się do Stambułu, gdzie Daniel w wieku pięciu lat rozpoczął naukę gry na fortepianie, a następnie, gdy miał dziewięć lat, przeprowadziła się na Cypr Północny.

To właśnie tam 13-letni Daniel znalazł inspirację do rozpoczęcia kariery pianisty.
„Byłem na koncercie podczas lokalnego festiwalu i usłyszałem polskiego pianistę Marka Drewnowskiego grającego Chopina. Słuchanie Chopina po raz pierwszy było
doświadczeniem, którego nigdy nie zapomnę – całkowicie zakochałem się w jego muzyce”.
Daniel uważa, że stało się tak dzięki wysokiemu poziomowi i artystycznej głębi Marka
Drewnowskiego. „Istnieje również wiele złych wykonań Chopina. Gdybym je uslyszał, nie sądzę, żebym miał taką samą pasję i chęć do gry na fortepianie” – przyznaje.
Po koncercie Daniel spotkał się z Drewnowskim, który podarował mu płytę CD ze swoimi wykonaniami mazurków, walców i polonezów Chopina, a także płytę CD z wariacjami Chopina, która nigdy nie została wydana publicznie.
„Wtedy zacząłem poważnie traktować grę na fortepianie” – wspomina Daniel. „Tego samego roku postanowiłem nauczyć się jednego z mazurków i wygrałem konkurs muzyczny «Galaxy of Talents» w Limasol na Cyprze.

Jego miłość do polskiej muzyki i rozwijający się talent sprawiły, że w wieku 15 lat postanowił kontynuować naukę w szkole średniej online i samodzielnie przenieść się do Polski, aby studiować muzykę w Państwowej Szkole Muzycznej im. Ignacego Paderewskiego w Białymstoku.
„W tamtym czasie nauka w Polsce wydawała mi się sensownym wyborem. Moja mama jest Polką, więc mam w Białymstoku dużą rodzinę i dobre wsparcie. Bardzo ważne było dla mnie ponowne nawiązanie więzi z moimi polskimi korzeniami”.

Co Polska mu dała, a czego zabrakło
Studia w Polsce ukształtowały fundamenty muzyczne Daniela. Z sentymentem wspomina ten okres. „Fascynujące jest obserwowanie rozwoju kraju – uważam, że Polska jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie państw. Bardzo cenię też szacunek, jaki Polacy mają do swojego kraju”.
Jednocześnie czuł, że w systemie edukacji muzycznej czegoś brakowało. „Uważałem, że jest on nieco biurokratyczny i staromodny. Nie dawał mi przestrzeni twórczej, która pozwoliłaby w pełni rozwijać nowe pomysły”.

Daniel uważa, że sztuka potrzebuje wolności, aby być potężną. „Uważam, że zbytnie
przestrzeganie zasad niemal rujnuje sztukę; staje się ona po prostu sztuczna. Nadal można się z tego wiele nauczyć. Jednak mój sposób gry jest nieco nieortodoksyjny: lubię tworzyć nową sztukę i nie być ograniczany zasadami”.

Dlaczego Irlandia okazała się właściwym wyborem
Kolejnym krokiem na drodze Daniela była Irlandia i jej postępowa scena muzyczna. Po pomyślnym przesłuchaniu i przyjęciu do Royal Irish Academy of Music trafił do środowiska, które sprzyja indywidualności i nowemu myśleniu o sztuce.
„Przyjeżdżają tu studenci z całego świata; to niezwykle międzynarodowe miejsce. Myślę, że to idealna przestrzeń dla sztuki – pełna różnorodności, barw i bogactwa”.
„W Irlandii stawia się na oryginalne, nowe pomysły, dlatego wszyscy wzajemnie się inspirują. Niektórzy kompozytorzy w Akademii mają wręcz szalone koncepcje, co jest niesamowicie ekscytujące. To bardzo współpracujące środowisko, które popycha sztukę do przodu. Bardzo podoba mi się też sposób, w jaki w Irlandii wspiera się talenty”.

Tracey Solicitors LLP, irlandzka kancelaria prawna z siedzibą w Dublinie i partner programu stypendialnego Next Generation, wspiera studia Daniela. Kancelaria specjalizuje się w sprawach odszkodowań za urazy i posiada dedykowany Polski zespół. Otrzymuje on również stypendium mieszkaniowe od Royal Irish Academy of Music, które pozwala mu mieszkać na terenie kampusu Akademii i w pełni poświęcić się muzyce. Zazwyczaj ćwiczy od sześciu do ośmiu godzin dziennie.
„Dzięki stypendiom mogę zagłębić się w tym środowisku, które pomaga mi się rozwijać. Jestem za to bardzo wdzięczny”.

Co dzieje się między nutami
Jako pianista Daniel skupia się na interpretacji muzyki klasycznej oraz przekazywaniu emocji i ekspresji publiczności.
„Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że w istniejącym utworze nie można wiele
zmienić, ale w rzeczywistości możliwości są ogromne. Wszystko zależy od tego, co dzieje się między nutami – to właśnie tam tkwi prawdziwa sztuka” – mówi.
„Chodzi o to, jak odnajdujesz swoją ekspresję w strukturze, harmonii, tonie. Nutom można nadać tak wiele różnych barw i znaczeń. Jako słuchacz możesz tego nie zauważać, ale podświadomie lepiej odczuwasz muzykę, jeśli jest dobrze zagrana, z uwzględnieniem wszystkich tych drobnych szczegółów”.
Daniel porównuje to do jedzenia. „Jeśli jesz w naprawdę dobrej restauracji, a jedzenie jest wyjątkowe, nie zawsze wiesz, dlaczego jest tak wyjątkowe. Dzieje się tak, ponieważ zawiera wszystkie te subtelne szczegóły. Wiem, że to zupełnie co innego, ale istnieją podobieństwa w muzyce. Jako muzycy musimy być świadomi tych niuansów i przejawiać je w naszych występach. Myślę, że publiczność instynktownie to wyczuwa i docenia”.

Emocje wymagają dyscypliny
Chociaż jego gra jest niezwykle ekspresyjna, Daniel ostrożnie podchodzi do emocji na scenie. „Podążanie za emocjami jest bardzo niebezpieczne, zwłaszcza w przypadku intensywnych utworów” – przyznaje.
Pamięta występ, który zakończył się fiaskiem, ponieważ zbytnio dał się ponieść emocjom. „Kiedyś miałem okazję zagrać bardzo dramatyczny, rytualny i tragiczny utwór. Próbowałem wykonać go, po prostu czerpiąc z tego przyjemność, ale zupełnie mi nie wyszło. To była kompletna porażka” – śmieje się.
„W pewnym sensie trzeba być niemal powierzchownym, co jest trochę smutne, ponieważ podczas gry nie można naprawdę odczuwać emocji. Brzmi to sprzecznie z intuicją, ale aby w pełni przekazać emocje publiczności, trzeba zachować chłód umysłu. W głowie masz scenariusz – coś w rodzaju instrukcji dla siebie – którego musisz przestrzegać” – wyjaśnia.
„Przychodzi moment, kiedy wykraczasz poza to, kiedy nie myślisz już o tym, co robisz, ponieważ jest to częścią twojego ciała. Wtedy możesz zacząć odczuwać emocje. Musisz wykonywać wiele zadań jednocześnie. Ale zawsze musisz zachować kontrolę”.

Co przyniesie przyszłość?
Jak potoczy się życie i kariera Daniela jako pianisty, dopiero się okaże, czego jest on w pełni świadomy. Jak na kogoś tak młodego, ma dojrzałe i filozoficzne podejście do tego, co go czeka.
„Życie to nie tylko radość. Jest w nim również ból. Dlatego uważam, że muzyka
odzwierciedla życie: jest w niej dysonans, ból, a potem rozwiązanie.
Muzyka jest powiązana ze wszystkim w życiu, jest powiązana z matematyką, poezją,
opowiadaniami, a nawet biologią. Im więcej się uczę, tym bardziej rozumiem, jak jest
powiązana z wieloma rzeczami w społeczeństwie. Te powiązania są jak odbicie naszego wewnętrznego świata.
Wiem, że bycie pianistą to ryzykowne przedsięwzięcie. Ale jeśli nie odniosę sukcesu jako pianista koncertowy, mam nadzieję, że odniosę sukces jako artysta w innej dziedzinie. Sztuka jest bezsensowna – uśmiecha się – ale to ona czyni nas ludźmi”.

Na zdjęciu od lewej: Daniel Uman, Lisa Hickey, Anastazja Beben, Monika Kealy.