reklama

Made in Śląsk. Kabaret Młodych Panów w Irlandii już w marcu

Piątek, 30 Styczeń 2026

Kabaret nie wziął się z potrzeby rozrywki. Wziął się z potrzeby przetrwania. Z potrzeby powiedzenia czegoś ważnego półgłosem, czasem na boku, czasem wprost — ale zawsze tak, by nie bolało za bardzo, a jednak trafiało w punkt.

Jako gatunek sceniczny wyrósł na styku słowa, muzyki i satyry, czerpiąc garściami z tradycji commedii dell’arte — z jej typów charakterologicznych, masek, wyrazistych postaci i improwizacji. Arlekin, Pantalone, Colombina — wszyscy oni byli pierwowzorami współczesnych bohaterów kabaretowych: urzędników, polityków, teściów, sąsiadów i „zwykłych ludzi”, którzy w krzywym zwierciadle okazują się nadzwyczajnie zabawni.

W Europie kabaret dojrzewał w kawiarniach i piwnicach — od Paryża, przez Berlin, po Kraków. W Polsce stał się formą inteligentnego komentarza do rzeczywistości: od Zielonego Balonika, przez Dudka i Kabaret Starszych Panów, po studenckie sceny PRL-u, gdzie żart bywał jedyną dozwoloną formą prawdy. Kabaret zawsze był sztuką reakcji — reagował na świat szybciej niż teatr i celniej niż publicystyka.

I dokładnie w tej tradycji — choć w zdecydowanie współczesnym wydaniu — mieści się Kabaret Młodych Panów. Zespół, który od ponad dwudziestu lat udowadnia, że żart może być jednocześnie lekki i mądry, absurdalny i celny, lokalny w formie, a uniwersalny w treści. Teraz — znów — wracają do Irlandii. Miejsca, w którym polski śmiech brzmi wyjątkowo głośno i wyjątkowo potrzebnie.

Od Piwnicy po Rybnik – kilka słów o kabarecie, zanim padnie pierwszy żart

Kabaret zawsze był formą inteligenckiego nieposłuszeństwa. Zrodzony z potrzeby komentowania świata „na boku”, półgłosem, mrugnięciem oka. W Polsce jego DNA tworzyli mistrzowie słowa i sensu: od Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Mariana Hemara, przez Kabaret Dudek, Tey, Elitę, po Kabaret Moralnego Niepokoju czy Neo-Nówkę — o Smile nie wspominając. Zdradzę, że mają z nimi „zgodę”. Nie kibicowską. Sceniczną!

Na tym tle Kabaret Młodych Panów wyrósł nie jako kopia, lecz jako kontynuacja — z własnym akcentem. Śląskim, ale nie regionalnym. Inteligentnym, lecz nie mentorskim. Absurdalnym, ale zawsze osadzonym w rzeczywistości. To kabaret, który nie ucieka od tematów społecznych, lecz je rozbraja — jak saper, który zamiast szpikulca i wykrywacza ma pointę.

Rybnik – Śląsk – Polska

Powstali w 2004 roku. Bez wielkiego planu, za to z nadmiarem pomysłów. Rybnik — miasto ukochane — w ich twórczości nie jest dekoracją, lecz punktem odniesienia. Śląsk w wydaniu Młodych Panów nie jest cepelią ani stereotypem. Jest socjologicznym laboratorium, w którym można przetestować każdy ludzki absurd: od relacji rodzinnych, przez wir dnia powszedniego, aż po narodowe kompleksy.

Pierwszy hit? Skecz o teściowej. Klasyka

— A gdybyśmy wzięli teściową i wstawili ją do piwnicy? — rzucił Mateusz.
— Ale ona by tam siedziała w górniczym kasku i czekała na światło dzienne — dopowiedział Łukasz.

Reszta zrobiła się sama. Absurd narastał jak ciśnienie w szybie i wybuchał szybciej niż w sztukach Allena.

Podczas jednego z festiwali Rybnickiej Jesieni Kabaretowej „Ryjek” publiczność zaczęła klaskać jeszcze przed końcem skeczu. Euforia. Triumf. Do momentu, gdy okazało się — ku zdumieniu naszych wspaniałych kabareciarzy — że na scenę wbiegł pies w trakcie występu. Owacje były dla psa. Kabaret dostał lekcję pokory, którą — jak się okazało — odrobił koncertowo.

Mateusz Banaszkiewicz – (niedoszły) mnich, filozof, który wybrał scenę zamiast klasztoru

Gdyby kabaret miał swojego metafizyka, byłby nim właśnie on — Mateusz Banaszkiewicz. Człowiek, który potrafi zamienić myśl w żart, a żart w pytanie o sens życia. Kiedyś rozważał drogę zakonną, lecz doszedł do wniosku, że na scenie spowiada się skuteczniej. Jego humor nie jest fajerwerkiem — to precyzyjnie wyważony paradoks.

Łukasz Kaczmarczyk – improwizator, który z awarii robi numer

Jeśli coś się zepsuje — technika, pointa albo sama rzeczywistość — Łukasz potrafi z tego zrobić skecz. Improwizacja to jego naturalne środowisko. Absurd traktuje jak narzędzie diagnostyczne: im bardziej coś nie działa, tym ciekawiej. W jego wykonaniu nawet cisza bywa dowcipem.

Bartosz Demczuk – uczeń Monty Pythona, inspicjent w ministerstwie dziwnych kroków

Fan brytyjskiego nonsensu, wyznawca tezy, że absurd to najlepszy język świata. Jego humor działa jak krzywe zwierciadło — pokazuje rzeczywistość dokładnie taką, jaka jest, tylko że bardziej. I właśnie dlatego śmieszy.

Robert Korólczyk – kronikarz codzienności i dyrektor (u)śmiechu

Urodzony w Rybniku. Współtwórca Kabaretu Młodych Panów. Wcześniej DuDu, Nic — potem już historia. Twórca osławionej postaci górala Józka Gąsienicy. Ale także dyrektor artystyczny Rybnickiej Jesieni Kabaretowej „Ryjek”, prowadzący teleturnieje, audycje radiowe i programy telewizyjne — człowiek-instytucja.

Robert Korólczyk zna Śląsk od podszewki, lecz jego największą umiejętnością jest robienie numerów z rzeczy banalnych. Jak sam mówi:

— Kabaret spuszcza powietrze z baloników. Pomaga złapać dystans. Bo możemy się wściekać — albo się pośmiać. To jest wybór.

Kabaret jako szalupa bezpieczeństwa

Młodzi Panowie nie mają złudzeń co do swojej roli. Wiedzą, że nie zmienią świata. Ale mogą sprawić, że stanie się on lżejszy do zniesienia.

— Śmiech to naturalne lekarstwo — mówi Łukasz Kaczmarczyk.
— To wentyl bezpieczeństwa — dodaje Bartosz Demczuk.
— Ludzie mówią nam, że w trudnych chwilach dajemy im ulgę. I to jest największa nagroda — podsumowuje Robert Korólczyk.

Nieprzypadkowo ich kabaret najlepiej funkcjonuje na żywo. Telewizja, programy, formaty to dodatki. Sedno dzieje się między sceną a widownią — tam, gdzie reakcja jest natychmiastowa, a śmiech prawdziwy.

Marka, styl, finezja i kosmiczna liga mistrzów

Kabaret Młodych Panów to dziś marka tej samej rangi co Kabaret Moralnego Niepokoju — i znacznie więcej niż Ani Mru-Mru. Tak uważam. I kropka. Nieprzypadkowo zresztą tworzą z KMN wspólne projekty, jak telewizyjne show „Młodzi i moralnie”.

To kabaret środka w najlepszym znaczeniu: komunikatywny, lecz nie banalny; popularny, lecz nie prostacki (a tego dziś nie brakuje); inteligentny, lecz nie hermetyczny. Każdy widz odnajdzie w nim swój sens — czy to głęboko ukryty, czy tuż pod powierzchnią.

Warto dodać, że Kabaret Młodych Panów utrwalił swoje dwie dekady scenicznej drogi również na papierze. Książka „Kabaret Młodych Panów. Zabawa trwa – to już 20 lat” autorstwa Mateusza Banaszkiewicza to nie tylko biografia zespołu, lecz także zapis myślenia o kabarecie, kulisów powstawania skeczy, anegdot z tras i historii, które — jak piszą czytelnicy — „czyta się jak rozmowę po występie, przy stole, z herbatą lub czymś mocniejszym”.

Irlandia– dom z dala od domu

Ich powrót do Irlandii to coś więcej niż kolejny punkt w napiętym kalendarzu tras. To spotkanie z publicznością, która kabaret rozumie wyjątkowo dobrze. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: my, Polacy na Szmaragdowej Wyspie, żyjemy na styku języków, kultur i codziennych absurdów emigracyjnego życia. Wiemy, czym jest dystans. Wiemy też, jak bardzo bywa on potrzebny.

Kabaret Młodych Panów czuje się tu jak u siebie — może dlatego, że polska, choć osadzona w irlandzkim pejzażu, publiczność reaguje żywo, szczerze i bez kabaretowej pozy. A może dlatego, że śmiech — podobnie jak emigracja — nie zna granic.

Jeśli więc ktoś zastanawia się, czy warto wybrać się na ich występ, odpowiadam bez wahania: warto. A jeśli ktoś myśli, że „już ich widział” — to nie widział ich tutaj, teraz, gdy budzi się wiosna sezonu 2026. Kabaret żyje tylko w jednym momencie — pomiędzy pierwszym słowem a ostatnią pointą.

Dwadzieścia lat minęło, a Kabaret Młodych Panów wciąż ma coś do powiedzenia. I — co najważniejsze — wciąż wie, z czego chcemy się śmiać i jak. Bo styl i klasa mają znaczenie. A na emigracji bywają bezcenne.


13/03 Galway Black Box
14/03 Dublin The Helix
15/03 Belfast Mandela Hall


Bilety: www.koncerty.ie