Kasia Kowalska: 30 lat muzycznej podróży i historie, które poruszają serca
Kasia Kowalska to ikona polskiej muzyki — symbol autentyczności, pasji i nieustannego rozwoju.
Kasię poznałem najpierw za sprawą Przemka Marczewskiego, którego przyjacielem był Janusz Józefowicz, a potem miałem przyjemność zrobić długi wywiad w garderobie podczas trasy Edyty Bartosiewicz, pod niebem Lublina.
W 2024 roku minęło 30 lat od wydania jej debiutanckiego albumu „Gemini”, który wybuchł na polskiej scenie jak rewolucja. Przez ten czas artystka wydała dziewięć albumów, zdobyła niezliczone nagrody i zbudowała niezwykle wierną rzeszę fanów.
Dziś, po ponad trzech dekadach działalności, Kasia Kowalska wciąż rozkwita i potrafi znów zachwycić. Rok 2026 jest symbolicznym znakiem: minęło już 32 lata od premiery „Gemini”, a ta muzyczna podróż nadal trwa — obfituje w nowe wyzwania, refleksje, niezapomniane koncerty i pytania do słuchaczy 40+ i 50+: gdzie dziś jesteśmy na mapie życia?
Magia pierwszego krążka — „Gemini” i początek wielkiej kariery
Początek lat 90. to czas, kiedy na polskiej scenie muzycznej wybuchła prawdziwa rewolucja. Zanim Kasia Kowalska rozpoczęła karierę solową, była wokalistką zespołu Evergreen, założonego przez Roberta Amiriana. To tam zdobywała pierwsze doświadczenia, które później zaowocowały jej własną drogą.
W 1994 roku ukazał się debiutancki album Kasi Kowalskiej — „Gemini”. Płyta zaskoczyła świeżością, emocjami i rockowym brzmieniem, które wówczas w Polsce w mainstreamie było rzadkością. Kasia poszła tropem mistrza Piotra Banacha, twórcy potęgi zespołu Hey!, i odnalazła się w grunge’owym klimacie oraz poetyce.
„Gemini” to album pełen pasji. Utwory — od tytułowego, przez „Wyznanie”, po „Oto ja” — stały się nie tylko przebojami, lecz także emocjonalnym zwierciadłem dla wielu młodych ludzi w Polsce.
Ta płyta to rodzaj muzycznej podróży, która nadal wybrzmiewa w sercach słuchaczy, mimo upływu trzech dekad. „Gemini” pokazało Kowalską jako wokalistkę o ogromnym potencjale, której głos z łatwością balansuje między rockową dzikością a emocjonalną wrażliwością. Już w „Do złudzenia” słychać umiejętność budowania napięcia i wyrazistości — cechy, które szybko wyniosły ją do czołówki polskich wokalistek lat 90.
Album zaskakuje też akcentami folkowymi — jak w „Heart of Green” z gościnnym udziałem Roberta Amiriana (współkompozytora materiału). A w pop-rockowych momentach, takich jak „Oto ja”, artystka zyskuje lekkość i przystępność.
Klimat wielu piosenek — w pełni zamierzony — bywa przytłaczający, jak pisali niektórzy krytycy, ale dla mnie jest przede wszystkim oczyszczający. Rockowe, mroczne katharsis. Teksty pełne melancholii i pesymizmu (np. w „Jak rzecz”) do dziś należą do moich ulubionych nagrań z lat 90.
Niezwykle mocnym punktem wydawnictwa jest też „kasiowa” wersja „No Quarter” Led Zeppelin — wykonana z pełnym zaangażowaniem i siłą. To pokazało (i bronię tego zdania), że debiut Kowalskiej to nie tylko autorskie utwory, lecz także umiejętność przekształcania klasyki w coś własnego.
„Gemini” pozostaje żywym dokumentem początków kariery, talentu, pasji i muzycznych umiejętności, które miały wkrótce wybuchnąć na polskiej scenie pełnym ogniem. Album szybko zdobył podwójną platynę, a kulminacyjnym momentem trasy było wystąpienie przed Bobem Dylanem w 1994 roku — wydarzenie, które umocniło jej pozycję i pokazało, że mamy do czynienia z artystką unikalną.
Jarocin — symbol buntu i początek drogi
Jeszcze przed wydaniem „Gemini” Kasia Kowalska stała się częścią jarocińskiej legendy. W 1991 roku, nie mając nawet 20 lat, bez wiedzy rodziców pojechała do Jarocina. To właśnie tam, wśród tłumu młodych ludzi, zaczęła się rodzić jej muzyczna tożsamość i potrzeba wypowiadania się przez muzykę.
Jarocin był wówczas miejscem spotkań młodzieży, dla której dźwięk był formą buntu i wyrazem wolności. Artystka wspominała ten moment jako przełomowy:
— Tam poczułam, że muzyka może być czymś więcej niż tylko pasją — stała się sposobem na życie.
Dodam jako ciekawostkę, że Kasia jest wielką fanką Dave’a Gahana (Depeche Mode) i do dziś uwielbia „czarny album” Metalliki z 1991 roku.
Rekordy, nagrody i sukces
Po sukcesie „Gemini” Kowalska błyskawicznie weszła na szczyt. Kolejna płyta — „Czekając na…” — uzyskała status platynowej, a artystka zdobyła Fryderyka za utwór roku „A to, co mam…”.
W 1996 roku reprezentowała Polskę na Eurowizji z utworem „Chcę znać swój grzech…” — co może nie przyniosło spektakularnej lokaty, ale dało jej międzynarodowy rozgłos.
Z kronikarskiego (i dziennikarskiego) obowiązku nie mogę nie wspomnieć o skali sukcesu rynkowego: sprzedaż wszystkich płyt Kasi Kowalskiej przekroczyła 1 350 000 egzemplarzy, co stawia ją wśród najlepiej sprzedających się polskich artystów. Do tego dochodzą m.in. Superjedynki, Eska Music Awards oraz kolejne Fryderyki, a jej albumy wielokrotnie zdobywały statusy złote i platynowe.
Wielkie powroty — „Gemini” na scenie po 30 latach
Po 30 latach artystka wróciła do wielu utworów z debiutu, które dla kolejnych pokoleń stały się częścią muzycznej biografii. W 2024 roku dała wyjątkowy koncert z okazji jubileuszu „Gemini”.
Ale jeszcze wcześniej — 19 lipca 2024 roku — pojawił się singiel „W zakamarkach serc”: melancholijny, intymny, pełen introspekcji. Niedługo potem Kasia stanęła na jednej z najbardziej prestiżowych scen w Polsce: w Sopocie podczas Top of the Top Sopot Festival. To był minirecital jak podróż przez lata — jak zatrzymanie czasu.
Płock: „30 lat Gemini” — nostalgia bez kurtyny (na szczęście!)
Pod koniec sierpnia, 31 dnia miesiąca, Kasia Kowalska wystąpiła w Płocku. Koncert „30 lat Gemini” był sentymentalnym powrotem, ale bez tej banalnej, cukierkowej nostalgii, którą często niosą podobne wydarzenia. To był wieczór świadczący o sile piosenek z debiutu: jak długa rozmowa z fanami i opowieść o drodze, która zaczęła się w 1994 roku i trwa do dziś.
Z jednej strony te same teksty i melodie — znane bardziej niż dobrze — z drugiej: inne brzmienie i inna dojrzałość. Kowalska nigdy nie zamknęła się w jednej koncepcji. Jej koncerty są przestrzenią wymiany energii z publicznością — prawdziwej, intymnej.
I nie była to tylko nostalgia. Artystka wciąż tworzy. W ostatnich latach wydała m.in. „AYA” (2018) oraz koncertowe, dla mnie trochę poetyckie „MTV Unplugged” (2019), udowadniając, że nadal jest głodna muzycznych wyzwań.
Kasia Kowalska dziś — wciąż w drodze
Choć to jedna z najbardziej doświadczonych i cenionych postaci polskiej sceny, Kasia Kowalska nie przestaje szukać nowych dróg. Jej głos nadal ma moc poruszania, a koncerty niezmiennie przyciągają rzesze fanów.
Nie mogę się doczekać koncertu w Dublinie.
Kasia Kowalska — ta historia jeszcze się nie kończy. Powiadam Wam!
Kasia Kowalska wystąpi 27/02 w dublińskim Helix.
Bilety: https://koncerty.ie/pl/
Tomasz Wybranowski

