reklama

Dzień św. Patryka: między whiskey a ewangelią

Wtorek, 17 Marzec 2026

Dzisiaj obchodzimy największe irlandzkie święto narodowe, czyli Dzień Świętego Patryka. Celebrują je Irlandczycy na całym świecie, a w wielu krajach jest stałym elementem lokalnej kultury — także w Polsce.

Piotr Słotwiński

Tego dnia odbywają się parady, ludzie ubierają się na zielono, a podobno zdarza się też serwować zielone piwo, chociaż z tym ostatnim nigdy nie spotkałem się w Irlandii. Ze względu na religijny charakter święta wiele osób uczestniczy we Mszy Świętej, podczas której święci się koniczynkę — nieoficjalny symbol Zielonej Wyspy, za pomocą której św. Patryk objaśniał tajemnicę Trójcy Świętej.

Kim był św. Patryk?
Wiadomo, że nie był Irlandczykiem — czy też: stał się nim z wyboru, tak jak wielu z nas. Nie pochodził z Irlandii, a jednak należy do najwybitniejszych jej przedstawicieli; wyspa zawdzięcza mu chrześcijaństwo i nową kulturę. Urodził się około 385 roku w Brytanii, do Irlandii trafił w wieku szesnastu lat, uprowadzony przez piratów. Uciekł sześć lat później i schronił się w Galii.

Mimo że udało mu się zbiec, Zielona Wyspa pozostawiła w jego myślach trwały ślad — wrócił tu w 432 roku. Został biskupem. Choć nie był pierwszym misjonarzem chrześcijańskim w Irlandii, to właśnie jemu przypisuje się zniesienie pogańskich rytuałów. Nawrócił wodzów i książąt, chrzcząc ich wraz z tysiącami poddanych. Zmarł 17 marca, dlatego ten dzień — jako datę jego „urodzin dla Nieba” — uroczyście świętujemy.

Między legendą a praktyką
Chociaż z tym świętowaniem bywa różnie. Oprócz uroczystych parad dla wielu jedyną rozrywką tego dnia jest picie na umór i wmawianie sobie, że robi się to ku czci świętego.

Skąd to się wzięło? Ano z kolejnej legendy o św. Patryku, który podczas swoich podróży miał wejść do karczmy, w której właścicielka nie dolewała pełnej miarki whiskey. Patryk nastraszył ją, że przez to w jej lokalu pojawią się diabły. Przestraszona kobieta od tego czasu zawsze nalewała pełną miarkę, a zwyczaj ten miał zapoczątkować tradycję obfitego picia whiskey w Dzień św. Patryka — zresztą podobno na jego własne polecenie.

Piękna bajka, ale bajka. W tamtych czasach prawdopodobnie jeszcze w ogóle nie znano tego trunku; pierwsze wzmianki o whiskey pochodzą dopiero z VII wieku, a więc dobre dwieście lat po śmierci św. Patryka. W dodatku początkowo dość długo — przez kolejne dwa stulecia — traktowano ją jako lekarstwo, a nie napój dobry dla gawiedzi. Cóż jednak szkodzi kolejnej legendzie, która wynalezienie tego trunku wprost przypisuje, a jakże, św. Patrykowi.

Gdyby to była prawda, marny to byłby święty, odpowiedzialny za poważny problem alkoholowy wśród wielu kolejnych generacji Irlandczyków. Twardych danych nie mam, ale opierając się na spostrzeżeniach z mojej „obserwacji uczestniczącej”, widzę, że co roku jest gorzej. Ilość pijanej hołoty w Dniu św. Patryka bywa tak przygnębiająca, że po paradzie najlepiej od razu opuścić centrum miasta.

Nie zawsze jednak tak było. W samej Irlandii przez wiele lat w Dzień św. Patryka obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu. Od 1903 roku, gdy święto stało się oficjalnym dniem wolnym, miało ono przede wszystkim charakter religijny. Na mocy przepisów dotyczących świąt religijnych puby musiały być zamknięte 17 marca. Zakaz obowiązywał aż do 1961 roku. Dopiero później zniesiono ograniczenia i święto zaczęło stopniowo nabierać bardziej festiwalowego charakteru, jaki znamy dziś — z paradami i celebracją w pubach.

Parady, imigranci i Polonia
Same parady to dopiero lata 30. XX wieku; wcześniej organizowali je irlandzcy imigranci w Ameryce. Reasumując: św. Patryk był imigrantem w Irlandii, a parady ku jego czci rozpoczęli za granicą irlandzcy emigranci. Irlandczycy w Irlandii początkowo obchodzili to święto zupełnie inaczej.

Dziś na Zielonej Wyspie pałeczkę w dużej mierze znów przejmują imigranci, często stanowiąc lwią część parady. Sama parada jest wyjątkową okazją do swoistego „zareklamowania się” dla wielu klubów i stowarzyszeń, w tym również polonijnych. Warto z tego korzystać, bo w ten sposób nie tylko pokazujemy, że jesteśmy integralną częścią społeczeństwa, ale także że szanujemy zwyczaje i tradycje kraju, w którym mieszkamy. Dodatkowo aspekt promocyjny również robi swoje — stąd liczna obecność komercyjnych klubów sportowych, tanecznych, szkół i tym podobnych. O ile w mniejszych miejscowościach Polonia często aktywnie bierze udział w paradach, o tyle w Dublinie — mimo największego skupiska Polonii i największej liczby polonijnych organizacji — bywa z tym najgorzej.

Polska: zieleń, Guinness i… brak symetrii
W Polsce Dzień św. Patryka również jest coraz częściej celebrowany, chociaż w kraju jest to zwykły dzień roboczy (o ile nie wypada w niedzielę). Ludzie najchętniej spotykają się wtedy w irlandzkich pubach, żeby wychylić szklankę Guinnessa. Tak swoją drogą — niesamowite, jak Irlandczycy podbili cały świat swoimi pubami, prawda? Z drugiej strony, co do Guinnessa, sami mieszkańcy Zielonej Wyspy twierdzą czasem, że to piwo dobre „dla turystów i kobiet”. Nikogo, broń Boże, nie chcę obrazić — zwłaszcza wspomnianych turystów i kobiet. Po prostu powtarzam, co słyszałem.

W Polsce mamy jeszcze jeden zwyczaj związany z Dniem św. Patryka: podświetlanie budynków na zielono — od Pałacu Kultury i Nauki (dawniej im. Józefa Stalina) po remizę w Psiej Wólce, której sołtys leczy w ten sposób jakieś swoje kompleksy. Z drugiej strony szkoda, że Irlandczycy nie rewanżują nam się tym samym. Mamy w tej sprawie kompletny brak symetrii.

Wiecie Państwo, ile budynków w Irlandii zostało podświetlonych na biało-czerwono w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości? Poza naszą ambasadą — żaden. Tymczasem z tej okazji podświetlono m.in. piramidy egipskie, Krzywą Wieżę w Pizie, najwyższy na świecie wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju, a nawet statuę Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro. Można? Można. Ale do tego potrzeba minimum dobrej woli.

Ten brak symetrii widać też przy innych okazjach: kiedy w Polsce organizowane są dni kultury irlandzkiej, nasi rodacy naprawdę chętnie biorą w nich udział. Kiedy w Irlandii organizowaliśmy festiwal kultury polskiej, sytuacja była zgoła odmienna — Irlandczyków było tyle, co kot napłakał, a i to pewnie trafili przez pomyłkę.

Na pocieszenie: w zeszłym miesiącu wybrałem się do urzędu miasta w Cork, gdzie diaspora chińska zapraszała wszystkich na świętowanie chińskiego Nowego Roku. Ta sama sytuacja — Irlandczycy ominęli to wydarzenie szerokim łukiem. Podejrzewam, że podobnie jest z kulturalnymi inicjatywami innych nacji mieszkających na Wyspie.

Pomniki, pamięć i „własna opowieść”
No cóż, jak widać, Irlandczycy cenią głównie swoje wydarzenia i stawiają pomniki swoim bohaterom. Taki Paweł Strzelecki — polski podróżnik, geolog, geograf, badacz i odkrywca, który bezinteresownie niósł pomoc Irlandczykom podczas Wielkiego Głodu, ratując około 200 tysięcy istnień — doczekał się dopiero dziesięć lat temu skromnej tabliczki w centrum Dublina (i to w bocznej uliczce), a i to wyłącznie dzięki staraniom Towarzystwa Irlandzko-Polskiego oraz Fundacji Kultury Irlandzkiej z Poznania. Dla samych Irlandczyków to postać praktycznie nieznana.

I wiecie co? Myślę, że to Irlandczycy mają rację i powinniśmy ich w tym naśladować. Stawiać pomniki swoim, a nie obcym — co ostatnio niestety zaczęło być u nas w modzie. Uczyć cały świat historii przez nas pisanej, a nie starać się zrozumieć „inne spojrzenie”. Tym niech się zajmują inni; niech to oni kołaczą do naszych drzwi — może wówczas pozwolimy im przybić gdzieś niewielką tabliczkę, jeśli faktycznie zasłużyli się dla Polski i Polaków.

Irlandczycy świętują swoje, my często świętujemy cudze. I może dlatego oni mają globalną markę narodową, a my — globalne kompleksy. Jeśli więc czegoś naprawdę warto się od nich nauczyć w Dzień Świętego Patryka, to nie picia whiskey, lecz dumy z własnych bohaterów.

Św. Patryk był imigrantem, który stał się symbolem narodu. Irlandczycy potrafili go przyjąć i uczynić swoim. A potem nauczyli się jeszcze jednej rzeczy: stawiać na pierwszym miejscu własną opowieść. I może właśnie w tym tkwi ich siła…

Z okazji Dnia Świętego Patryka życzę Państwu, aby Zielona Wyspa była dla nas miejscem życzliwym, żebyśmy mieli tę zieleń w sercu, a los nalewał zawsze pełną miarkę!

Piotr Słotwiński