reklama

Moda na "selfie"

Wtorek, 20 Maj 2014

Był piątkowy wieczór i zajęłam miejsce przy stoliku w mojej ulubionej restauracji. Zamówiłam szklankę wina i upewniłam się, czy mój mężczyzna jest już w drodze. "Będę za pięć minut" usłyszałam i dobrze wiedząc, że pięć minut przeciągnie się do minimum 30 minut, westchnęłam i wzięłam swojego smartfona do ręki, rozpoczynając tournée po wszystkich znanych mi portalach społecznościowych, żeby zabić czas. Po mniej więcej 20 minutach, znudzona, upewniłam się, że mój mężczyzna jest "tuż, tuż, prawie na miejscu", co znaczyło mniej więcej tyle, że jest w połowie drogi. W związku z tym, udałam się do toalety, aby sprawdzić, czy makijaż jest na miejscu... i stało się! Zaczęłam przed lustrem robić "selfie"!

"Selfie" zdecydowanie nie jest zjawiskiem nowym
Wbrew pozorom, trend na robienie zdjęć "samoróbek", zwanych inaczej "z ręki" czy z angielskiego "selfie", nie jest wcale taki nowy. Jedynie technologia ułatwiła rozpowszechnienie się tej fali i tworzenie całej gamy pomysłów na tego typu zdjęcia. A zatem, jak to sie zaczęło?
W czasach analogowych ludzie też robili sobie zdjęcia. Ci nieco bardziej ogarnięci inwestowali w statyw i używali samowyzwalacza. Minimaliści natomiast ograniczali się do fotografii metodą wyciągniętej przed siebie ręki lub też w toaletowym lustrze, przy czym tutaj powstał dosyć pastiszowy trend "«selfie» toaletowych" ze stosem brudnych majtek i skarpet czy nawet pływających w muszli ekskrementów...

Dlaczego tak lubimy robić "selfie"?
Jeśli jesteś jedną z nielicznych osób (jak śmiem przypuszczać), która nie dała się ponieść fali "samoróbek", to albo jest to tylko kwestia czasu albo... nadal kwestia czasu lub po prostu nie chcesz się do tego przyznać.

Jakie jest podłoże tego szalonego trendu? Istnieje teoria, która mówi, że wciąż pokutuje w nas przeświadczenie, że zdjęcia robi się osobom ważnym. Stąd chęć do pozowania, stąd też współczesna celebrycka patologia tak zwanej ścianki. A co począć, jeśli nie jesteśmy ważni i nikt nam zdjęć nie robi? To proste, możemy je zrobić sami. To podbuduje nasze ego i udowodni innym, że jesteśmy VIP-ami...
Nie do końca się z tą teorią zgadzam, choć na pewno jest w tym wiele prawdy. Uważam, że to zjawisko ma znacznie szerszą genezę. Ogromną rolę odgrywa tu rozpowszechnienie się portali społecznościowych jak Facebook czy Instagram, oraz system "lajkowania" zdjęć, co ma z kolei wpływ, z psychologicznego punktu widzenia, na wzrost samooceny. "Selfie" ma przecież na celu zadowolić nasze wyobrażenie o najlepszym ujęciu naszej postaci, pokazać nas w jak najlepszym świetle - w ulubionych ubraniach, w ciekawych miejscach i najlepiej w najfajniejszym towarzystwie.

Po co nam "selfie"? By porównywać się z innymi. "Nie potrafimy się odciąć od porównań z innymi ludźmi" - mówi doktor Tomasz Kozłowski, socjolog z poznańskiej Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. "Im więcej «lajków» pod zdjęciem, tym jesteśmy szczęśliwsi". "Nasz mózg postrzega to jako przyjemne" - dodaje doktor Adam Czajka z Katedry Informatyki WSNHiD.
Zdania na temat robienia "selfie" są oczywiście podzielone i zyskują tak samo zwolenników, jak i przeciwników, a tak na prawdę, fala robienia samemu sobie zdjęć czy sekwencji wideofonicznych to znak naszych czasów. Korzystają z tego chociażby vlogerzy i blogerzy. I wierzcie mi, jest to zrozumiałe i stosowne (o ile oczywiście nie przekracza się pewnych granic). Można rzec, iż wszystko jest kwestią dobrego smaku i zaryzykować twierdzenie, że elegancja i smak są wprost proporcjonalne do poziomu intelektualnego osoby robiącej sobie zdjęcie.

Najbardziej popularne zdjęcie z tegorocznej gali rozdania Oscarów wrzuciła na Twittera prowadząca ją Ellen DeGeneres. Aktor Bradley Cooper, który wykonał fotografię, uchwycił na niej między innymi Brada Pitta, Angelinę Jolie, Julię Roberts oraz Jennifer Lawrence. Kiedy zdjęcie trafiło na Twittera, w kilka godzin udostępniły je ponad trzy miliony osób. Ta liczba rosła z każdą minutą. Ciekawostką jest to, że niedawno okazało się, iż z pozoru spontaniczne zdjęcie było częścią zaplanowanej kampanii reklamowej Samsunga, producenta smartfona, którym zrobiono zdjęcie.

W końcu i wśród polityków "selfie" jest bardzo modne. Miał je już Jacek Kurski na tle Majdanu, miał Lech Wałęsa w kapiącej złotem łazience w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, mieli i wielcy tego świata jak Barack Obama na pogrzebie Mandeli i Władimir Putin w Soczi. "Słit focie" robią sobie gwiazdy i prowadzący show, słowem wszyscy!
Jednym z najnowszych trendów na "selfie" jest na przykład "sellotape selfie" - wyjątkowo nietypowa moda na Facebooku: obklejanie twarzy taśmą. A zaczęło się od studentki Uniwersytetu w Brighton. 21-letnia Lizzie Durley zainspirowana sceną z filmu "Yes Man", w której Jim Carrey obkleja swoją twarz taśmą, postanowiła zrobić to samo i oczywiście wrzucić na Facebooka. "Miałam zły dzień, przypomniałam sobie tę scenę i postanowiłam to zrobić, ponieważ ludzie zaczynają być znudzeni manią zwykłych «selfie»" - cytuje ją "Daily Mail".
Innym trendem, popularnym z kolei na Instagramie jest uwiecznianie siebie i swojej lepszej połówki tuż po seksie. Jak to wygląda? Nie trzeba wysilać wyobraźni. Dzięki nowemu szałowi na Instagramie, każdy może się o tym przekonać. Autorzy dodają do zdjęć hasztag #aftersex. Niektórzy traktują sprawę poważnie, inni nabijają się z nowej mody i opatrują odpowiednim tagiem swoje zdjęcie z psem lub maskotką.

Mądra księga rzecze, że wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść. Nie zmienia to jednak faktu, iż z brudnych dyskotekowych toalet moda na "selfie" wkroczyła na światowe salony. Czy to koniec kultury? Przeciwnie, to tylko jedna z wielu jej współczesnych odsłon. Kontrowersyjna, owszem, jednak na pewno godna naukowych analiz.
Anna Leszczyńska

Najnowszy numer
Wrzesień 2020 (128)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty