reklama

Sylwia Gruchała: liczy się tylko Londyn

Czwartek, 19 Lipiec 2012

- Medale włożyłam do szuflady. Zamykam pełną, otwieram pustą. Chcę do niej włożyć to na co czekam - złoty medal olimpijski w Londynie - deklaruje Sylwia Gruchała, która w Seulu wygrała zawody florecistek o Puchar Świata z udziałem wszystkich najlepszych

Nie tylko dobra, ale i wyjątkowo ładna. Trzykrotna mistrzyni Europy, wicemistrzyni świata i brązowa medalistka igrzysk olimpijskich. To indywidualnie, bo drużynowo ma srebrny medal igrzysk, dwa tytuły mistrzyni Europy i trzy mistrzyni świata. Plus trzy srebrne i dwa brązowe z tych ostatnich zawodów. Fakt, że ostatni sukces był dawno - w 2007 roku - ale ostatnio wybierana wielokrotnie na miss rozmaitych szermierczych imprez jakby wróciła do grona najlepszych. W kraju mieliśmy piłkarskie Euro, ale koniec lipca to królestwo innych sportów. Igrzyska olimpijskie w Londynie, podczas których nie mamy wcale wielu szans na medale. A już naprawdę niewiele na złoto. Po ostatnich tegorocznych sukcesach Sylwia Gruchała to jedna z większych polskich nadziei.

Szermierkę zaczęła Pani trenować bardzo wcześnie. Nie znudziło się jeszcze?

- Szermierkę zaczęłam trenować, gdy miałam 12 lat. Kiedy miałam lat siedem przyszedł trener szermierki na zajęcia WF. Byłam w drugiej klasie i wybierał dzieci utalentowane sportowo. Nie chciałam, chociaż trener nalegał. Mój starszy brat trenował szermierkę, ale kiedy przyszło do wyboru klasy o profilu lekkoatletycznym bądź szermierczym - chodziłam do podstawówki sportowej - tę pierwszą zlikwidowano i siłą rzeczy trafiłam na planszę. Kiedy zaczęły przychodzić sukcesy to mi się spodobało i zostałam. Jestem już w szermierce 20 lat. I wcale mi się nie nudzi.

Za Panią fajna kariera. Medale mistrzostw świata, igrzysk olimpijskich.

- Wspaniała przygoda związana ze sportem to już przeszłość. Teraz liczy się tylko Londyn. Medale włożyłam do szuflady. Otwieram pustą, żeby tam włożyć to na co czekam. Na co pracuję każdego dnia. Z igrzyskami olimpijskimi wiążę wielkie aspiracje. Zdobycie medalu jest moim marzeniem i robię wszystko w tym kierunku. Ostatnio udało mi się bardzo dobrze powalczyć. Niecałe dwa miesiące przed igrzyskami to bardzo dobry moment, żeby się wzmocnić. Na początku sezonu brakowało mi pewności siebie. Wygrana w Seulu dała mi pewność, że mogę wygrać w Londynie. Moimi konkurentkami są Włoszki, trzy bardzo dobre florecistki, Rosjanka i dwie Francuzki. To do medalu. Do złotego będzie nieco mniej osób.

Ma Pani już brązowy medal indywidualnie. Teraz celem jest złoto?

- Ciężko jest zwyciężać. Nie każdy to umie. Łatwiej być drugim, trzecim. To będą moje czwarte igrzyska, najprawdopodobniej ostatnie. Jestem najbardziej zdeterminowana właśnie z tego powodu. W wieku 31 lat mam się dobrze, nie mam poważnych kontuzji, bardzo dbam o siebie. Tak, moim celem jest mistrzostwo olimpijskie. Chociaż, że je zdobędę nie mogę obiecać.

Zamieniła Pani Gdańsk na Warszawę.

- Od niecałego roku jestem w Warszawie. Wcześniej przez 20 lat mieszkałam i trenowałam w Gdańsku. Aby coś zmienić postawiłam na stolicę. Tym samym postawiłam wszystko na jedną kartę. Pół roku przed igrzyskami zmieniłam trenera, a to bardzo ryzykowny ruch. Chciałam jednak rozwinąć skrzydła całkowicie. Jestem w dobrej formie. Zdobyłam dziewiąty raz mistrzostwo Polski. To dla mnie coś. Cieszę się, że zapisałam się w historii. Nie sztuką jest wygrywać, sztuką jest bronić. Ale to wszystko w porównaniu z igrzyskami nie jest aż tak istotne.

Igrzyska olimpijskie to presja, nerwy, odpowiedzialność.

- Nie czuję presji jaka towarzyszyła mi wcześniej. Mam już medale olimpijskie, przeżyłam już swoje w sporcie, wiem czym to się je. Dzięki temu, że mam dystans do tego co robię to wielka radość się pojawi. Będzie większa łatwość wejścia w stan euforyczny podczas zawodów, potrzebny do osiągnięcia sukcesu. Będzie to wielki sprawdzian. Dostanę dwie szanse - w konkurencji indywidualnej 28 lipca i drużynowej 2 sierpnia.

Na czym opiera Pani swoje nadzieje?

- Wyznaczam sobie nowe cele. Miałam jak w filmie bollywoodzkim chwile dobre i złe, wzloty i upadki - czasem słońce, czasem deszcz. Z każdego niepowodzenia umiałam jednak zrobić coś pozytywnego. W Seulu stoczyłam doskonałe pojedynki. Pokonałam znakomite zawodniczki, jak wicemistrzynię olimpijską z Pekinu zawodniczkę koreańską, Włoszki. Zaprezentowałam tam świetny styl walki, który ostatnio towarzyszył mi sześć lat temu. A to w karierze bardzo długi okres. Z tą formą chciałabym pojechać do Londynu.

Jak wygląda trening przyszłej mistrzyni olimpijskiej?

- Trenuję systematycznie, ale wcale niedużo. Na intensywne treningi nie ma miejsca, bo to było przed sezonem. Każdy dzień do igrzysk mam rozplanowany, wiem co będę robiła.

Poprzednie igrzyska były nieudane.

- Może i dobrze się stało, bo byłabym już spełnioną zawodniczką i może dziś bym nie startowała. Ta porażka dała mi jeszcze większą siłę, aby pokazać, że na coś mnie stać.

31 lat to wcale nie podeszły wiek jak na sportsmenkę. Może to nie ostatnie igrzyska?

- Im jestem starsza, tym lepiej się czuję. Jeśli chodzi o florecistkę to bardzo dobry wiek. Jest w dalszym ciągu szybkość, predyspozycje fizyczne. A do tego to co najważniejsze - doświadczenie. Jadę na kolejne igrzyska z bagażem doświadczeń i wiarą, że będzie dobrze. Ale do następnych są jeszcze cztery lata. A w życiu kobiety to bardzo wiele czasu.