reklama

Tutaj lata nasz mistrz świata

Piątek, 5 Kwiecień 2013

Równo 10 lat po tym jak Adam Małysz nie miał sobie równych na włoskiej ziemi, do Polski złoty medal mistrzostw świata przywiózł stamtąd następny skoczek narciarski. Kamil Stoch znokautował rywali na dużej skoczni w Val di Fiemme. Dołożył do tego brązowy medal z drużyną

Porównania z byłym mistrzem nasuwają się same, choć Stoch nie kryjąc podziwu dla starszego kolegi absolutnie nie chce, by ich porównywano. Pobić Małysza - czterokrotnego mistrza świata, czterokrotnego medalistę olimpijskiego i czterokrotnego zdobywcę Pucharu Świata jest praktycznie niemożliwe. Ale Stoch na włoskiej skoczni wszedł do panteonu. Równo dekadę wcześniej fetowano tam Adama Małysza, obecnie ze skokami mającego tyle wspólnego, że zdarza mu się komentować je w Eurosporcie, a także obecnego podczas tak szczęśliwych dla nas zawodów.

Małysz przed dziesięcioma laty do momentu mistrzowskiego turnieju w całym sezonie nie wygrał nawet jednych pucharowych zawodów. W Predazzo triumfował zarówno na średnim, jak i dużym obiekcie. Stochowi też do tego wiele nie brakowało, bo na mniejszej skoczni, zwanej nie wiadomo czemu "normalną", był drugi po pierwszej kolejce. Na małym obiekcie, gdzie różnice w odległościach są minimalne, wystarczy lekko popsuć skok, by zlecieć o kilkanaście pozycji. I Stoch ten skok zepsuł. Zamiast medalu była tylko ósma pozycja. No i w tym roku konkursu PŚ także jeszcze nie wygrał.
W konkursie na skoczni dużej 26-letni zawodnik błędu już nie popełnił. Po pierwszej serii prowadził ze znaczną przewagą. Małysz wypowiadając się w przerwie stwierdził, że jest absolutnie spokojny o młodszego kolegę. Mistrz trafnie ocenił sytuację. W drugiej serii Kamil wytrzymał napięcie i jeszcze minimalnie rywalom dołożył.

A co jeszcze łączy naszych mistrzów? Choćby to, że jak Małysz był bliski końca kariery to startując ostatni raz w Zakopanem wygrał jeden z konkursów i przewrócił się w kolejnym. Wtedy pierwszy triumf odnotował Stoch, symbolicznie przejmując pałeczkę. Na sam koniec sezonu Stoch wygrał jeszcze raz pucharowe zawody, a wtedy Małysz był trzeci. Fajnie, że wraz z jego odejściem ten popularny w Polsce sport dla nas się nie skończył. Co więcej, mamy w końcu silną drużynę, co zaowocowało brązowym medalem w Val di Fiemme. Aż szkoda, że nie mieliśmy takiego zaplecza, gdy jeszcze skakał Małysz i coraz bliżej czołówki znajdował się Stoch. Może wówczas doczekalibyśmy się złotego medalu.

Będzie mistrz olimpijski?

Po pierwszej serii mistrzowskiego konkursu, kiedy przekroczył 131 metrów z notą 144,9 pkt. prowadził z przewagą ponad pięciu punktów nad Słoweńcem Peterem Prevcem i nieco większą nad Norwegiem Andersen Jacobsenem.
- Jeśli dostanę od losu drugą szansę, postaram się nie stracić zimnej krwi i wykorzystać okazję. Jeśli teraz znajdę się w identycznej sytuacji, to wykorzystam to, co daje mi los. Nieraz podnosiłem się z takich albo i nawet gorszych opresji. W jednym konkursie była klapa, a następny potrafiłem wygrać - deklarował przed zawodami.
No i wytrzymał kapitalnie. Jeszcze nieznacznie tę przewagę powiększył. Do tej pory jego największym osiągnięciem było czwarte miejsce cztery lata temu w Libercu, gdzie nieoczekiwanie przelicytował będącego w słabszej dyspozycji Małysza. Mimo wpadki w drugiej serii na średnim obiekcie wydaje się być bardzo mocny psychicznie. Rekordzistą pod względem zwycięstw w Pucharze Świata jest Gregor Schlierenzauer. Patrząc na dominację Austriaka w igrzyskach czy innych mistrzostwach powinien być złotym medalistą tak z jakieś pięć razy. Tymczasem ma na koncie tylko jedno mistrzostwo. W Val di Fiemme był ledwie drugi na średniej skoczni, a na dużej pod koniec pierwszej dziesiątki. A biorąc pod uwagę, że Kamil jest mocny to takie zwycięstwo może go tylko upewnić. Czyli za rok mamy na co liczyć podczas igrzysk w Soczi. Wciąż jedynym mistrzem igrzysk w skokach jest Wojciech Fortuna. Małysz był trzykrotnie wicemistrzem, raz zdobył brąz, ale mistrzem jednak nie został.

Jest w końcu drużyna

Prowadzący polską kadrę trener Łukasz Kruczek potrafił przygotować nie tylko Stocha, ale też pozostałych naszych zawodników. Medal drużynowo od jakiegoś już czasu wisiał w powietrzu, bo zdarzały się czwarte miejsca na mistrzowskich zawodach. Niedawno w Zakopanem nasi w PŚ nawet prowadzili po pierwszej serii, ostatecznie kończąc na drugim miejscu, za Słoweńcami.
W Val di Fiemme zdawało się, że będzie pechowo jak zwykle, bo końcowa klasyfikacja przedstawiała się następująco: 1. Austria, 2. Norwegia, 3. Niemcy. I nasi o zaledwie 0,8 pkt. za podium. Polscy skoczkowie nie mogli w to absolutnie uwierzyć. I zdarzył się cud. Jeden z konkutentów, słynny Thomas Morgenstern, zgłosił uwagę, że błędnie oceniono skok Norwega Andersa Baardala z pierwszej kolejki. Opuszczono belkę, później podniesiono, a oceniano jakby startował z niższego rozbiegu (nie pierwszy raz to dowód na to, że komplikując przepisy poprzez uwzględnianie siły wiatru i manipulowanie rozbiegiem wypacza się sens i przejrzystość zawodów) i doliczono punkty należne za krótszy rozbieg. Po weryfikacji Norwegowie spadli za podium, a nasi na nie wskoczyli. Maciej Kot, Piotr Żyła, Daniel Kubacki i oczywiście Stoch odebrali brązowe medale.

Mamy następcę Małysza

"Rakieta z Zębu" - taki napis widniał przez pewien czas na nartach naszego nowego mistrza. W Zębie bowiem, tuż obok Zakopanego, urodził się prawie 26 lat temu. Przed rokiem ożenił się z Ewą Bilan. Wielu skoczkom taka zmiana nie pomagała. A on właśnie zmężniał i zaczął skakać od tej pory na naprawdę wysokim poziomie. Żona była przy skoczni w trakcie zawodów i jako jedna z pierwszych mu gratulowała.
Kuzyn mistrza (co ciekawostka urodzony w Japonii, matka jest Chinką z Tajwanu) Eryk Stoch gra w piłkę nożną. Pojawiał się w młodzieżowych zespołach Legii Warszawa, ale skończył z nią przygodę. Ostatnio został powołany do reprezentacji Polski U-21, ale w piłce halowej i jako zawodnik AZS UW Warszawa. W tej dyscyplinie rodzina Stochów nie nawiąże więc raczej do narciarskich sukcesów. No, ale i to wystarczy.
"Tutaj lata nasz mistrz świata" pojawiło się na transparentach wśród kibiców przy skoczni. Przed laty to dotyczyło Małysza. Jest godny następca.

KAMIL STOCH
Ur. 25 maja 1987 r. w Zakopanem
Kluby: LKS Ząb (1995-99), LKS Poroniec Poronin (1999-2010), AZS Zakopane (2010-12), WKS Zakopane (od 2012)
Sukcesy: mistrz świata indywidualnie i brązowy medalista drużynowo (2013), 4. miejsce (ind., 2009); 4. miejsce w Turnieju Czterech Skoczni (2013); wicemistrz świata juniorów w drużynie (2004 i 2005); 5 zwycięstw w Pucharze Świata, dwa drugie i dwa trzecie miejsca; drugi w cyklu letniej Grand Prix (2010 i 2011); 1. miejsce w letnim Pucharze Kontynentalnym (2010)
Rekord życiowy: 232,5 m (2013)

Najnowszy numer
Wrzesień 2020 (128)
reklama
Pogoda
booked.net
Waluty